Minister
Ewa Kopacz rządzi zdrowiem najdłużej ze wszystkich swoich poprzedników w ostatnim dwudziestoleciu. Pracuje od świtu do nocy, ale szkoda się tak spalać dla tak mizernych efektów.
Objęła swoje rządy w czasach prosperity, kiedy
NFZ miał niespotykany dotąd przypływ pieniędzy ze składek. To był doskonały czas na reformę systemu. Pakiet ustaw zdrowotnych zawetował jednak prezydent i dzisiaj rząd jednym głosem opowiada, co by było, gdyby
A przecież rok temu mogło dojść do ustawowego przekształcenia szpitali w spółki i odrzucenia weta prezydenta. Lewica była gotowa na kompromis, tylko pani mister - nie. Osią sporu był zapis, czy komercjalizacja ma być przymusowa, czy dobrowolna.
Nie ma ustawy, zamiast niej jest plan B - w rezultacie komercjalizacja dobrowolna. Co siódmy szpital wszedł na drogę przekształceń. Idzie to znacznie wolniej, trudniej i na mniejszą skalę niż z ustawą. Po co się było upierać przy przymusie?
Dwa lata temu strajki i protesty płacowe białego personelu były powszechne. Pani minister odżegnała się od rozmów ze związkami na temat podwyżek, nie chciała wiązać rąk prezesom przyszłych spółek. Dziś lekarze zarabiają dużo więcej niż dwa lata temu. Presja na podwyżki była tak duża, że nastąpiły w sposób chaotyczny i bez względu na to, czy szpital było na to stać, czy nie.
Tylko pani minister jest niezadowolona - bo w czasie dwóch lat na świadczenia zdrowotne NFZ wydał o 20 proc. więcej pieniędzy, większość poszła na płace, a kolejki pacjentów się wydłużyły.
Kiedy w połowie ubiegłego roku NFZ wprowadził nowe sposoby rozliczeń ze szpitalami, okazało się, że jedne zabiegi są bardzo opłacalne, a inne przynoszą straty. Statystyki pokazują, że wzrosła liczba operacji opłacalnych i spadła nieopłacalnych. A ludzie chorują po staremu. Tylko nie wiedzą, na co mają chorować, żeby byli przyjęci do szpitala.
Pani minister obiecywała uszczelnić dziurawe wiadro, jakim nazwała system zdrowia. System się rozchwiał. Po dwóch latach już z niego nie cieknie, ale się wylewa szeroką strugą.
Ale cel PO jakoś został osiągnięty. Nie ma masowych strajków personelu, są lokalne. Kolejki pacjentów można rozładować za ich własne pieniądze. Mogą się leczyć prywatnie, bo skomercjalizowane szpitale mogą sięgać do ich kieszeni.
Za aktywność należy się czwórka. Wydała sporo rozporządzeń, zapowiada nowe ustawy.
Za komunikatywność - trójka. Mówi w dalszym ciągu przekonująco, ale
grypa jej bardzo zaszkodziła.
Za sensowność - dwójka. Trochę lepiej niż rok temu, kiedy forsowała ustawy, wiedząc, że prezydent je zawetuje, ale w dalszym ciągu naprawa systemu jest w sferze obietnic, nie faktów.