- Ładna, ciemne włosy, mogłaby mieć każdego chłopaka - mówią o niej.
- Chudy i niski, leśny dziadek - opisują jego.
Kąty Denkowskie to peryferie Ostrowca Świętokrzyskiego. Bardziej przypominają wieś niż miasto. Kilkudziesięcioletnie, najczęściej drewniane
domy. Anna i Zbigniew mieszkają pod lasem, kilkaset metrów od najbliższych sąsiadów. Dom z pustaków, nieotynkowany. Pokój, przedsionek i kuchnia. Przed domem skromnie, ale porządnie. Piaskownica, pomarańczowa plastikowa huśtawka dla dzieci.
W domu nie ma bieżącej wody. Półtora roku temu ostrowiecki radny Stanisław Choinka chciał pomóc rodzinie C.: - Była akurat wiosna. Przez płot rozmawiałem z nimi o możliwości podłączenia wody. Bo kto to widział, żeby w XXI wieku z dwójką małych dzieci żyć bez wody?
Większość domowych obowiązków była na głowie Zbyszka. Ciągle się spieszył do Ani i córek. - Muszę ugotować, bo Anka nawet kanapki nie umie zrobić - zwierzał się sąsiadom. I biegł do domu.
W lesie zbierał opał na zimę, wodę woził beczkowozem. Dwa razy w tygodniu pomagał Ance prać i rozwieszać czystą bieliznę na długich sznurach przed domem. Dwa razy do roku czyścili przed domem dywany i meble.
- Ona za nic nie chciała stąd wyjechać. Ale po nagonce dziennikarzy z tabloidów skorzystała z naszej pomocy. Teraz jest w bezpiecznym miejscu - mówi Joanna Gałczyńska, wicedyrektorka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Ostrowcu Świętokrzyskim.
Początek lat 90., Ania ma 6 lat. Mieszka ze starszym bratem, młodszą siostrą i rodzicami w gminie Bodzechów. Matka sobie nie radzi, w domu bałagan. Ojciec jest drwalem. I nagle wychodzi na jaw, że molestował Anię i znęcał się nad rodziną. Kolejne cztery lata spędza w więzieniu. Ania i jej brat zostają oddani do ośrodka wychowawczego prowadzonego przez siostry franciszkanki w Ostrowcu Świętokrzyskim. Matka nie chce i nie umie się nimi zająć. Chociaż mieszka blisko, rzadko odwiedza dzieci.
Co innego ojciec. Zaraz po wyjściu z więzienia kontaktuje się z córką. Teoretycznie nie mogą się spotykać, bo sąd pozbawił Zbigniewa praw rodzicielskich. Matce je ograniczył, dlatego dziewczynka spędza z nią weekendy. Nie ma jednak między nimi więzi, dlatego Ania ucieka do ojca. Świata poza nim nie widzi. Na co dzień zamknięta w sobie i małomówna, ożywia się w jego obecności.
Joanna Gałczyńska: - Gdzie ta dziewczyna miała szukać wzorców do życia, skoro nie miała prawdziwej rodziny? W dzieciństwie ojciec paskudnie ją skrzywdził, a potem cały czas do niego już wracała.
Do Kątów Denkowskich Zbigniew wprowadził się w 2003 r., zamieszkał z ojcem i jego konkubiną. - Krótko potem zaczęła się też pojawiać Ania - przypomina sobie mieszkająca w sąsiedztwie Wanda. Widziała, jak pewnego dnia Zbyszek wystroił się w śliwkowy garnitur, który dostał od jednego z sąsiadów. Podwinął za duże nogawki spodni, w ręku trzymał czarną aktówkę.
- Po córkę jadę - pochwalił się Wandzie. I potruchtał na przystanek autobusowy.
Potem Wanda widywała go spacerującego z jakąś dziewczyną. Nie wiedziała, że to jego córka.
- Chodzili objęci po lesie, całowali się. Pomyślałam nawet: co ona w nim widzi? Bo brzydki był bardzo... A ona młoda i śliczna - opowiada.
Zapytała ojca Zbyszka, kiedy będzie wesele. - Dopiero wtedy powiedział mi, że to córka Zbyszka. Zgłupiałam - relacjonuje.
Jesień 2004 r. 16-letnia Ania po wakacyjnej przerwie przyjeżdża do ośrodka prowadzonego przez siostry. Jedna z zakonnic zauważa, że dziewczyna jest w ciąży. Jadą do lekarza sądowego.