„Publicznie wyzywam osobę, którą nazywają » agentem Rodneyem «i która mówi i zachowuje się jak funkcjonariusz służby bezpieczeństwa, by 20 listopada stawiła się na rogu ulicy 23 i G. Nie wyzywam go na walkę na pięści, szable czy pistolety, lecz na słowa. Jeśli jest osobą przyzwoitą i przekonaną, że to, co uczynił, opiera się na mocnych racjach moralnych, niech przyjdzie i powie, dlaczego wziął udział w pobiciu mojej żony Yoani Sanchez w ubiegły piątek. Może też zaprzeczyć, będzie miał okazję. Jeśli jednak chce dać do zrozumienia, że oskarżenia są prawdziwe, niech się nie fatyguje. Będę czekał do 18. Będę bez broni”.
Te niesłychane słowa pod adresem agenta kubańskiej bezpieki napisał w swoim blogu
www.desdecuba.com/reinaldoescobar/ kubański dysydent Reinaldo Escobar. Jeszcze się w dziejach kubańskiej komunistycznej dyktatury nie zdarzyło, by zwykły obywatel publicznie, pod nazwiskiem, piętnował agentów wszechwładnej bezpieki.
Yoani Sanchez jest dziś najsławniejszą w świecie Kubanką. Dwa lata temu, nie mając w domu w Hawanie zakazanego Kubańczykom internetu, dzięki znanym tylko jej dojściom do sieci założyła
blog Generacion Y. Jej lapidarne i przenikliwe komentarze o rzeczywistości ludzi żyjących pod dyktaturą braci Castro zawojowały opinię publiczną na świecie bardziej niż manifesty polityczne więzionych lub wyrzucanych z kraju dysydentów.
Tygodnik "Time" uznał ją za jedną ze stu najbardziej wpływowych kobiet na świecie. Dostała też kilka prestiżowych nagród dziennikarskich, między innymi w Hiszpanii i
USA. Żadnej nie odebrała, bo władze odmawiają jej paszportu. Z tego powodu nie mogła przyjechać do nas do "Gazety" na debatę o dziennikarstwie w sieci.
Wiele miesięcy władze blokowały dostęp do jej blogu na wyspie, śledziły ją dzień i noc. Yoani była niezłomna. Dwa tygodnie temu zgubiła ogon bezpieki i w przebraniu weszła na debatę o internecie w siedzibie reżimowej gazety. Publicznie skrytykowała cenzurę.
Tydzień temu władze dały jej nauczkę. Trzej agenci bezpieki po cywilnemu porwali ją w biały dzień z ulicy, przemocą wepchnęli do samochodu, dotkliwie pobili i wyrzucili z powrotem na ulicę. Posiniaczona Yoani przez kilka dni chodziła o kulach.
Dwa dni temu Yoani opublikowała zdjęcia agentów bezpieki, którzy śledzą ją i jej męża. Jak pisze, postanowiła ze zwierzyny łownej stać się myśliwym.
"Niczym Kubrick czy Tarantino będę dawać świadectwo istnienia tych stworzeń, które nas śledzą i prześladują - napisała. - Tych istot ciemności, które niczym wampiry żywią się naszą ludzką radością i wpajają nam strach ciosami, groźbami, szantażem. Stworzeń wytrenowanych w przemocy, które nie przewidziały, że ich twarze zostaną pochwycone aparatem, telefonem komórkowym czy źrenicą uważnego obywatela".
Jej mąż pisze: "Mogłem rzucić koktajlem Mołotowa w gmach MSW albo milczeć jak tchórz. Wybrałem to wyzwanie jako najbardziej przyzwoite zachowanie. 20 listopada w piątek przypada rocznica procesu w Norymberdze. To dobra data do obrony sprawiedliwości".