http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Przegrałam z państwem prawa

Anna Blumsztajn
2009-11-14, ostatnia aktualizacja 2009-11-13 22:42

Państwo prawa w Polsce oznacza, że jeżeli wystarczająco wcześnie zgłosi się demonstrację, można w dniu święta narodowego, w 2009 r., na jednym z głównych warszawskich placów z całkowitym poczuciem bezkarności pozdrowić się "heil Hitler". Mają rację moi uczniowie, którzy uważają, że na państwo polskie, na jego instytucje sprawiedliwości liczyć nie można - pisze w liście Anna Blumsztajn

Demonstracja Obozu Narodowo-Radykalnego 11 listopada w Warszawie. - Precz z żydowską okupacją Polski! - krzyczeli
aktywiści ONR
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Demonstracja Obozu Narodowo-Radykalnego 11 listopada w Warszawie. - Precz z...
Jestem nauczycielką wiedzy o społeczeństwie w liceum społecznym w Warszawie. Szkoła jest młoda i wolnościowa. Od początku jej istnienia prowadzę z uczniami i uczennicami zażartą dyskusję, jakie powinno być społeczeństwo i państwo, jaki jest najlepszy sposób na zmianę sytuacji społecznej lub politycznej, z którą się nie zgadzamy. Oni nie wierzą w demokrację, uważają, że państwo i prawo nie są dobrymi narzędziami ochrony najsłabszych.

Od trzech lat przekonuję uczniów, że warto walczyć z ideologicznymi przeciwnikami, respektując możliwości, które daje nam prawo w demokratycznym państwie. Tłumaczę, że jakość demokracji zależy od zaangażowania obywateli. Gdy prawo nie jest przestrzegane, należy wywierać presję na instytucje, które to prawo łamią lub go nie egzekwują. A jeśli prawo nam nie odpowiada - działać tak, żeby je zmienić. Że państwo - czyli również policja, sądy, parlament - to nie "oni", tylko "my". I że zasady państwa demokratycznego chronią wszystkich - również nas.

Nie byłam zachwycona, gdy Seweryn Blumsztajn, mój ojciec, nawoływał do chodzenia na demonstracje antyfaszystowskie "z kamieniami w kieszeni". Uważałam, że od tego są policja i prawo, by szkodliwość faszystów ograniczać. I że trzeba policji i prawu ufać.

Zmieniłam zdanie. Spór zażegnany. Jeremy, Michał, Julia i pozostali - poddaję się. Mają rację moi uczniowie, którzy uważają, że na państwo polskie, na jego instytucje sprawiedliwości liczyć nie można. To nie ich państwo, bo nie broni najważniejszych demokratycznych wartości. Bo państwo prawa w Polsce oznacza, że jeżeli wystarczająco wcześnie zgłosi się demonstrację, można w dniu święta narodowego, w 2009 r., na jednym z głównych warszawskich placów z całkowitym poczuciem bezkarności pozdrowić się "heil Hitler".

O tym, że demonstracja ONR stanowi jawne naruszenie zakazu publicznego manifestowania poglądów nazistowskich, powinni rozstrzygnąć policjanci, którzy ją ochraniali, gdy jej uczestnicy wykonali pod pomnikiem Dmowskiego hitlerowskie pozdrowienie. Powinni zareagować od razu - spisując przynajmniej uczestników, by móc im ewentualnie postawić zarzuty.

Jednak policja znowu przeganiała i spisywała tych, którzy próbowali nie przepuścić faszystów. A uczestnikom legalnej pikiety antyfaszystowskiej przy stacji metra Świętokrzyska nie pozwalała opuszczać miejsca zbiórki - zakładając, że to może przeszkodzić ONR-owcom w manifestowaniu poglądów, których wyrażania prawo przecież zakazuje.

W zeszłym roku policja spisała wszystkich uczestników nielegalnego protestu przeciw demonstracji ONR i ukarała en bloc, za samą obecność - niezależnie od tego, czy konkretna osoba dopuściła się przemocy, czy nie. Moi uczniowie i uczennice, którzy przemocy nie użyli, zostali ukarani grzywną albo mają sprawy w sądzie.

W tym roku heilujących patriotów puszczono do domu, a teraz dopiero analizuje się nagrania.

Przemarsz ONR i spisywanie nielegalnych demonstrantów - to wszystko może i jest zgodne z literą prawa. Ale chciałabym wierzyć - i do wczoraj wierzyłam - że w rzeczywistości wszyscy, łącznie z władzami miasta, policją i sądami, wiemy, kto tu postępuje zgodnie z duchem prawa państwa demokratycznego, a kto tego ducha depcze.

Okazało się jednak, że państwo potrafi tylko stosować mechanicznie najprostsze przepisy, zamiast bronić wartości demokratycznych, które te przepisy uzasadniają. Takiego państwa prawa nie chcę promować i usprawiedliwiać. I już zupełnie nie wiem, jak o nim dalej uczyć.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    36 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':