- Materiały są gromadzone - mówi Marcin Szyndler, rzecznik stołecznej policji. - W takich sytuacjach korzystamy z każdych dostępnych źródeł. Nie tylko kamer
policyjnych, również z monitoringu oraz filmów zarejestrowanych przez prywatny monitoring, np. bankomaty. Wszystko powoli będzie analizowanie. Sprawdzimy, czy doszło do naruszenia prawa.
Chodzi o manifestację ONR w dzień niepodległości, którą opisaliśmy w piątkowej "Gazecie". Kilkuset aktywistów krzyczało m.in.: "Narodowy socjalizm!", "Precz z żydowskim szowinizmem!". Na zakończenie marszu pod pomnikiem Dmowskiego kierownik ONR Artur Zienkiewicz wyciągnął przed siebie wyprostowaną prawą rękę w hitlerowskim pozdrowieniu i krzyknął: "Czołem wielkiej Polsce!". - Czołem! - odkrzyknęli manifestanci. Znad tłumu ogolonych głów było widać wiele wyprostowanych rąk. Widzieli to chroniący marsz policjanci.
Rzecznik Szyndler mówił nam dzień po manifestacji, ze policja nie interweniowała, ale wszystko rejestrowała, by potem analizować. - Nie mogę powiedzieć, jak długo to potrwa - dodał wczoraj.
Szybciej policja rozpracowuje tych, którzy w środę usiłowali przeszkodzić pochodowi ONR. Zatrzymała 14 młodych z grup antyfaszystowskich i anarchistycznych. Pięciu z nich postawiono zarzut napaści na funkcjonariusza, a dwóm zarzut użycia przemocy w celu przeszkodzenia działaniom policji. Organizatorzy protestów przeciw ONR w liście otwartym twierdzą natomiast, że to policja była agresywna wobec antyfaszystów. "
Samoobrona była interpretowana przez policję jako czynna napaść na funkcjonariuszy i zatrzymanym takie też postawiono zarzuty" - czytamy w liście.
Wczoraj mail do redakcji przysłał Artur Zienkiewicz z ONR. „Gest, który wykonałem, jest tradycyjnym pozdrowieniem polskich narodowców. Nie miałem i nie mam nic wspólnego ze zbrodniczą ideologią nazistowską. Jednocześnie podczas wykonywania gestu wypowiedziałem słowa »Czołem wielkiej Polsce «, co wskazuje na moje intencje" - napisał.