Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
- Nie chciałbym żyć - powiedział Radosław K. reporterowi
TVN w niedzielę tuż po aresztowaniu. Na pytanie dlaczego, dodał: - Tacy jak ja nie powinni żyć.
Luiza Sałapa, rzeczniczka Służby Więziennej, słyszała te słowa w telewizji. - Ale wcale nie musiały o nich wiedzieć władze aresztu w Krasnymstawie. Nie ma przecież obowiązku oglądania telewizji - mówi Sałapa. Władze aresztu mają zakaz wypowiadania się do wyjaśnienia sprawy.
Tydzień temu w Siennicy Nadolnej niedaleko Krasnegostawu 36-letni K. po pijaku wjechał
autem w grupę wychodzących z kościoła dzieci. Był recydywistą - dwa lata temu wyszedł z więzienia po wyroku za spowodowanie wypadku, w którym zginął człowiek.
K. osierocił dwoje małych dzieci.
- W ciemno należało założyć, że ten człowiek może popełnić samobójstwo. Było pewne, że będzie rozpaczliwie szukał wyjścia z tej sytuacji. Było go pełno w mediach, a miał rodzinę, sąsiadów. To wprost niewyobrażalna presja - komentuje były szef Służby Więziennej Paweł Moczydłowski.
- Spotykałem się wielokrotnie z takimi przypadkami. Człowieka, który wpadnie na grupę dzieci, zabija myśl o tym, co zrobił. Dlatego nigdy nie można zostawiać go w celi samego - podkreśla Moczydłowski.
K. po aresztowaniu trafił do tzw. celi przejściowej. Zgodnie z przepisami powinien mieć współwięźnia, ale siedział sam. Nikt nie odebrał mu sznurowadeł ani troczka od bluzy dresowej, w którą był ubrany. To z nich zrobił pętlę.
Rzeczniczka Sałapa tłumaczy, że aresztantom nie odbiera się odzieży, a jeśli ktoś chce popełnić samobójstwo, to i tak to zrobi. - Choćby wieszając się na rękawie koszuli - mówi.
- Gdyby miał współwięźnia, to miałby go kto powstrzymać. Gdzie wyobraźnia? Gdzie minimum zdrowego rozsądku, który nakazałby przynajmniej zabrać sznurek? - pyta Moczydłowski.
Wątpliwości jest więcej. Jak się dowiadujemy, z mężczyzną tuż po aresztowaniu rozmawiał psycholog. Musiał obawiać się o jego zdrowie, bo zalecił strażnikom, by celę kontrolowali co godzinę. Radosława K. powinien też przebadać psychiatra.
- Nie sądzę, żeby strażnik oddziałowy zlekceważył zalecenia psychologa - przypuszcza Sałapa. - Ale w opinii psychologa nie ma ani słowa, że Radosław K. miał myśli samobójcze - podkreśla rzeczniczka.
- To znaczy, że psycholog źle wykonał swoją pracę. Jeśli w mediach człowiek mówi, że nie chce żyć, a w opinii psychologa nie ma o tym ani słowa, to znaczy, że skupił się wyłącznie na rozmowie z aresztowanym. Powinien dowiedzieć się więcej z innych źródeł - odpowiada Moczydłowski. - W tej sprawie złamano kilka procedur. Nie mam wątpliwości, że doszło do zaniedbań.
W środę minister sprawiedliwości powołał komisję, która ma ustalić, czy w krasnostawskim areszcie doszło do zaniedbań. Wyniki jej pracy mają być znane w poniedziałek.
W styczniu w areszcie śledczym w Płocku powiesił się Robert Pazik - jeden z zabójców Krzysztofa Olewnika. Ta śmierć w celi - trzecia w sprawie Olewnika - skończyła się drastyczną reakcją premiera.
Donald Tusk przyjął wymuszoną dymisję ministra sprawiedliowści Zbigniewa Ćwiąkalskiego, stanowiska stracili też wiceminister odpowiedzialny za więziennictwo, szef Służby Więziennej, prokurator krajowy i dyrektor więzienia, w którym doszło do samobójstwa.
Pazik zapowiadał, że chce odebrać sobie życie. Mimo to nie zapewniono właściwego nad nim nadzoru. Po tym przypadku obecny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski zapowiadał zmiany w prawie - objęcie monitoringiem w celi także kącików sanitarnych.