http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sąd za Blidę tajny, bo to interes państwa

Marcin Pietraszewski
2009-11-13, ostatnia aktualizacja 2009-11-13 11:04

Rozpoczął się proces porucznika Grzegorza S. To on dowodził akcją ABW, podczas której samobójstwo popełniła Barbara Blida

Pełnomocnik rodziny Blidów mecenas Leszek Piotrowski przed pierwszą rozprawą porucznika Grzegorza S.
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Pełnomocnik rodziny Blidów mecenas Leszek Piotrowski przed pierwszą rozprawą...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



27 kwietnia 2007 r. por. Grzegorz S. z katowickiej delegatury ABW kierował trzyosobowym zespołem, który w Siemianowicach Śląskich miał zatrzymać Barbarę Blidę. Prokuratura zamierzała przedstawić jej zarzut pośredniczenia w przekazaniu 80 tys. zł łapówki prezesowi jednej ze spółek węglowych (po przegranych przez PiS wyborach sprawa została umorzona - śledczy uznali, że nie ma dowodów przestępstwa). Informacje o zatrzymaniu Blidy na specjalnej konferencji prasowej miał ujawnić Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie PiS, a ABW miała przekazać dziennikarzom film z zatrzymania posłanki SLD. Akcja ABW zakończyła się jednak tragedią. Blida zastrzeliła się we własnej łazience.

Odpowiedzialnością za jej samobójstwo obarczono por. Grzegorza S. Prokuratura oskarżyła go niedopełnienie obowiązków służbowych. - Nie polecił podwładnym, aby zrewidowali łazienkę oraz udającą się do niej Blidę - wyjaśniał wczoraj prokurator Rafał Sławnikowski.

Dziennikarze nie mogli się jednak zapoznać ze szczegółami aktu oskarżenia, bo sąd proces utajni. - Tego wymaga interes państwa - uzasadnił sędzia Adam Mainka-Pawłowski.

Porucznik Grzegorz S. wyjaśnienia będzie składał dopiero w przyszły czwartek. W trakcie śledztwa nie przyznał się do winy i twierdził, że akcja zatrzymania posłanki była źle zaplanowana. Zarzucił przełożonym, że nie poinformowali go, że w domu Blidów jest broń. Taką informację można było uzyskać w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach (ma spis pozwoleń na broń), ale ABW nie zrobiła tego, bojąc się przecieku o planowanej akcji.

- Ktoś przekazał mi nierzetelne informacje i wysłano mnie z kolegami na tzw. realizację z narażeniem własnego życia - mówił śledczym Grzegorz S. Za niedopełnienie obowiązków podczas akcji grozi mu trzech lata więzienia oraz wydalenie z ABW.

Oskarżycielami posiłkowymi w procesie oficera ABW są Henryk i Jacek Blida, mąż i syn posłanki. Liczą, że funkcjonariusz zostanie skazany.

- Jednak sprawiedliwość zatriumfuje dopiero wtedy, kiedy przed sądem staną osoby, które doprowadziły do tego, iż ABW otrzymało polecenie zatrzymania mojej mamy - mówił Jacek Blida.

Prokuratura w Łodzi w dalszym ciągu bada kulisy narad u premiera Jarosława Kaczyńskiego, podczas których miano omawiać najważniejsze śledztwa w Polsce. Janusz Kaczmarek, były szef MSWiA w rządzie PIS, zeznał w prokuraturze, że podczas jednego z takich spotkań Ziobro oraz Bogdan Święczkowski mieli zapewniać premiera, iż "przez Blidę można by, mówiąc żargonem, wyjść na osoby z wierchuszki SLD".

Te kwestie wyjaśnia też sejmowa komisja śledcza.

Kilkanaście dni temu zarzuty przekroczenia uprawnień w sprawie Barbary Blidy przedstawiono generałowi Witoldowi M., poprzednikowi Święczkowskiego na stanowisku szefa ABW. To on wydał agentom rozkaz filmowania zatrzymań znanych osób. Z tego powodu w kwietniu 2007 r. przed domem Blidy czekała ekipa z kamerą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':