Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
27 kwietnia 2007 r. por. Grzegorz S. z katowickiej delegatury
ABW kierował trzyosobowym zespołem, który w Siemianowicach Śląskich miał zatrzymać Barbarę Blidę. Prokuratura zamierzała przedstawić jej zarzut pośredniczenia w przekazaniu 80 tys. zł łapówki prezesowi jednej ze spółek węglowych (po przegranych przez
PiS wyborach sprawa została umorzona - śledczy uznali, że nie ma dowodów przestępstwa). Informacje o zatrzymaniu Blidy na specjalnej konferencji prasowej miał ujawnić
Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości w rządzie PiS, a ABW miała przekazać dziennikarzom film z zatrzymania posłanki
SLD. Akcja ABW zakończyła się jednak tragedią. Blida zastrzeliła się we własnej łazience.
Odpowiedzialnością za jej samobójstwo obarczono por. Grzegorza S. Prokuratura oskarżyła go niedopełnienie obowiązków służbowych. - Nie polecił podwładnym, aby zrewidowali łazienkę oraz udającą się do niej Blidę - wyjaśniał wczoraj prokurator Rafał Sławnikowski.
Dziennikarze nie mogli się jednak zapoznać ze szczegółami aktu oskarżenia, bo sąd proces utajni. - Tego wymaga interes państwa - uzasadnił sędzia Adam Mainka-Pawłowski.
Porucznik Grzegorz S. wyjaśnienia będzie składał dopiero w przyszły czwartek. W trakcie śledztwa nie przyznał się do winy i twierdził, że akcja zatrzymania posłanki była źle zaplanowana. Zarzucił przełożonym, że nie poinformowali go, że w domu Blidów jest broń. Taką informację można było uzyskać w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach (ma spis pozwoleń na broń), ale ABW nie zrobiła tego, bojąc się przecieku o planowanej akcji.
- Ktoś przekazał mi nierzetelne informacje i wysłano mnie z kolegami na tzw. realizację z narażeniem własnego życia - mówił śledczym Grzegorz S. Za niedopełnienie obowiązków podczas akcji grozi mu trzech lata więzienia oraz wydalenie z ABW.
Oskarżycielami posiłkowymi w procesie oficera ABW są Henryk i Jacek Blida, mąż i syn posłanki. Liczą, że funkcjonariusz zostanie skazany.
- Jednak sprawiedliwość zatriumfuje dopiero wtedy, kiedy przed sądem staną osoby, które doprowadziły do tego, iż ABW otrzymało polecenie zatrzymania mojej mamy - mówił Jacek Blida.
Prokuratura w Łodzi w dalszym ciągu bada kulisy narad u premiera Jarosława Kaczyńskiego, podczas których miano omawiać najważniejsze śledztwa w Polsce. Janusz Kaczmarek, były szef
MSWiA w rządzie PIS, zeznał w prokuraturze, że podczas jednego z takich spotkań Ziobro oraz Bogdan Święczkowski mieli zapewniać premiera, iż "przez Blidę można by, mówiąc żargonem, wyjść na osoby z wierchuszki SLD".
Te kwestie wyjaśnia też sejmowa komisja śledcza.
Kilkanaście dni temu zarzuty przekroczenia uprawnień w sprawie Barbary Blidy przedstawiono generałowi Witoldowi M., poprzednikowi Święczkowskiego na stanowisku szefa ABW. To on wydał agentom rozkaz filmowania zatrzymań znanych osób. Z tego powodu w kwietniu 2007 r. przed domem Blidy czekała ekipa z kamerą.