Częstochowa nie słynie z wysokiej frekwencji wyborczej. Trzy lata temu prawicowego prezydenta Tadeusza Wronę w drugiej turze wybierało niespełna 26 proc. uprawnionych. Aby niedzielne referendum było ważne, w głosowaniu musi wziąć udział 30 788 osób, czyli prawie 16 proc.
Prezydent i jego zwolennicy wzywają częstochowian, by nie szli do urn. Wspierają ich księża w wielu częstochowskich kościołach.
"To nie jest moje referendum" - pisze w liście do mieszkańców Wrona. Inicjatorom zarzuca, że "przywracają tradycję liberum veto, która doprowadziła do upadku Rzeczypospolitej". Samo referendum nazywa "nadużyciem demokracji".
Przeciwnicy Wrony przypominają jednak, co mówił w Sejmie, gdy był posłem AWS: "Instytucja referendum lokalnego jest nierozłączną cechą samorządności lokalnej. Jest swoistym bezpiecznikiem chroniącym społeczność przed nadużyciem ze strony władz lokalnych, przed wprowadzeniem przez nie decyzji niezgodnych z wolą ogółu mieszkańców".
Wrona twierdzi, że referendum to polityczna akcja
SLD, na którą "nałożyły się partykularne interesy wąskiej grupy osób". To radni Sojuszu chcieli przeprowadzić przez radę miasta wniosek o referendum. Gdy to się nie udało, powstał obywatelski komitet referendalny. Lecz teraz do udziału w referendum wzywa nie tylko Sojusz, ale też PO i
PiS. Nawet rada miasta przyjęła stanowisko zachęcające mieszkańców do udziału w referendum.
Przeciwnicy prezydenta zarzucają mu, że dba bardziej o pielgrzymów niż mieszkańców, a inwestycje przeprowadzone za jego rządów nie wpływają na rozwój miasta. Ich zdaniem Wrona remontuje reprezentacyjne budynki, zamiast uzbrajać tereny dla inwestorów i modernizować drogi.
- Inwestycje w mieście realizuje się we wszystkich sferach zadań publicznych samorządu: od dróg, przez budynki mieszkalne, szkoły, hale sportowe, kanalizację, obiekty służące ochronie zdrowia czy kulturze, po boiska sportowe - zapewnia prezydent.
Według badań na zlecenie SLD frekwencja w referendum może wynieść nawet ponad 60 proc. Przeprowadzono je jednak przed prezydencką kampanią na rzecz bojkotu głosowania.