Pieniądze miały zamknąć usta krytykom i wyciszyć wielką aferę, która wybuchła po strzelaninie na placu Nisur, w sercu stolicy Iraku. 16 września ochroniarze Blackwater, eskortujący amerykańskich dyplomatów, otworzyli ogień do przechodniów, ponieważ wydawało im się, że pasażerowie samochodu jadącego pod prąd - kobieta i jej syn - zamierzają ich zaatakować. Zabili 17 osób, ranili kilkadziesiąt.
Masakra wywołała w Iraku oburzenie, ponieważ pracownicy Blackwater byli tam od lat znani z kowbojskich metod i pogardy dla ludzkiego życia. Brali udział w blisko 200 strzelaninach, z czego w 160 przypadkach strzelali jako pierwsi. Pijany pracownik Blackwater zabił nawet ochroniarza wiceprezydenta Iraku, za co do dziś nie został ukarany. Wprawdzie zwolniono go z firmy, ale zatrudniła go inna, również pracująca dla rządu
USA. Blackwater była bezkarna, bo pierwszy amerykański namiestnik Iraku Paul Brehmer wydał dekret zwalniający pracowników firmy z odpowiedzialności za działania na irackiej ziemi.
Amerykańscy dyplomaci wysoko cenili sobie bezpieczeństwo, jakie zapewniali im bezwzględni najemnicy Blackwater. Firma uzyskała kontrakty od rządu USA, głównie w Iraku, na kwotę 1,5 mld dol. - w większości bez przetargów. Zdobywanie kontraktów ułatwiały Blackwater dobre kontakty w Waszyngtonie, np. wiceszef firmy Cofer Black był kilka lat temu dyrektorem wydziału antyterrorystycznego
CIA.
Jak pisze
dziennik "New York Times", milion dolarów na łapówki dla Irakijczyków zaaprobował ówczesny szef firmy Gary Jackson. Niektórzy jego podwładni protestowali, ponieważ amerykańskie prawo zakazuje przekupywania zagranicznych rządów, ale gotówkę przesłano do Bagdadu. Nie wiadomo, czy została rozdysponowana. Nawet jeśli tak, to bez sukcesów. Wściekły premier Nuri Maliki ogłosił po masakrze, że bezkarność Blackwater godzi w suwerenność Iraku, i cofnął firmie licencję. Żądał też wydania sprawców masakry.
Jednak iracki premier został zupełnie zignorowany - Blackwater nadal chroniła dyplomatów USA, a ochroniarzy z placu Nisur odesłano do USA (dopiero za trzy miesiące ma zacząć się ich proces w Waszyngtonie). Sprawa Blackwater nieustannie odbijała się czkawką w relacjach Bagdadu z Waszyngtonem i wreszcie w styczniu 2009 r. Departament Stanu poinformował firmę, że nie przedłuży jej kontraktu. Ma ona za to kontrakt na ochronę dyplomatów w Afganistanie.
Zła sława Blackwater dawno już przekroczyła granice Iraku. Jej pracowników nazywa się powszechnie "najemnikami", a nie ochroniarzami. Okazało się, że Blackwater zatrudnia Chilijczyków, którzy służyli w siłach bezpieczeństwa reżimu Augusto Pinocheta. W lutym 2009 r. firma zmieniła nazwę na Xe Services LLC, a jej rzecznik tłumaczył, że poprzednia nazwa "za bardzo kojarzy się z okupacją Iraku".
Niedawno okazało się, że najsłynniejsza firma ochroniarska świata dostała też od administracji George'a Busha kontrakt w ramach tajnego programu CIA, którego celem było skrytobójcze likwidowanie ważnych członków Al-Kaidy. Program nie wszedł w życie, ale przeprowadzono szkolenia, za które Blackwater dostała kolejne miliony.