Wicemarszałek Sejmu z PO Niesiołowski wytoczył proces Warszawskiej Prowincji Redemptorystów - wydawcy RM, za słowa, które padły na antenie w listopadzie 2008 r. Stacja nadała audycję o organizacji opozycyjnej Ruch. Jej działacze zostali aresztowani w czerwcu 1970 r. W 1971 r. w procesie sześciu przywódców Ruchu Niesiołowskiego skazano na siedem lat więzienia za "próbę obalenia ustroju PRL". Odsiedział cztery lata i trzy miesiące. Do prowadzącego audycję redemptorysty o. Benedykta Cisonia dzwonili słuchacze. Z wierszykiem "Stefan Obciachowiec", z komentarzami "dostał taki mały wyrok w komunie, który został zmniejszony o połowę", "on po prostu okropnie kapował". - Wszystko wskazuje na to, że już od 20 czerwca 1970 r.
Stefan Niesiołowski zaczął donosić, czyli zaczął sprzedawać swoich kolegów pierwszego dnia aresztowania - odpowiedział Cisoń. - Czyli to, o co pan pyta, dlaczego tak mały wyrok - to było w nagrodę za taką postawę. Niesiołowski uznał te słowa za "zbiór kłamstw o wyjątkowo zniesławiającym charakterze". Wskazał, że audycja była nierzetelna, a telefonujący go szkalowali, "co spotykało się ze zrozumieniem i zachętą".
Łódzki sąd rejonowy przyznał rację wicemarszałkowi Sejmu. Uznał, że w audycji padły
sformułowania naruszające jego cześć i dobre imię, mogące poniżać go
w oczach społeczeństwa. Wskazał też, iż nie można przypisać politykowi, że donosił na kolegów za mniejszą karę, bo dostał najwyższy wyrok. A słowa o. Cisonia uznał za "niedbalstwo dziennikarza", bo powołał się tylko na wypowiedź Elżbiety Królikowskiej-Avis skonfliktowanej z Niesiołowskim. Wyrok nie jest prawomocny.
Niesiołowski przypomina, że stacja o. Rydzyka mówiła o nim, gdy o "sypanie" podczas przesłuchania oskarżył go z trybuny sejmowej prezes
PiS Jarosław Kaczyński: - Sąd przyznał, że
Radio Maryja kłamało. Ale te insynuacje zaczęły się od Kaczyńskiego i właściwie jego też należałoby pozwać. Zastanowię się nad tym.
Sąd odrzucił pozew Niesiołowskiego o 10 tys. zł zadośćuczynienia od "Naszego Dziennika".