Nabierają tempa prace komisji, która w ciągu czterech miesięcy ma zbadać 9 lat procesu legislacyjnego ustawy o grach losowych. We wtorek prezydium komisji i jej śledczy spotkali się, by zaplanować jak będą wyglądały najbliższe tygodnie komisji. I ustalono, że wtorek, środa, czwartek i piątek będą dniami pracy komisji w tygodniu, gdy nie ma posiedzenia Sejmu. W tygodniu sejmowym śledczy spotykać się będą: we wtorek, środę i piątek.
- Była taka atmosfera, że przedstawiciele mediów z głodu by poumierali, gdyby tak wyglądały posiedzenia komisji - żartuje Franciszek Stefaniuk z
PSL. I zaraz poważnie dodaje: - To było typowe rozpoznawczo - organizacyjne posiedzenie.
Bardziej rozmowny jest
Zbigniew Wassermann: - To były rozważania o funkcjonowaniu komisji. Ponieważ poza mną i poseł Beatą Kempą, pozostali zasiadają w komisji śledczej po raz pierwszy, padały pytania: jak powoływać ekspertów, co z asystentami, jak powoływane będą uchwały.
Wassermann przyznaje, że bez zastrzeżeń śledczy przyjęli propozycję, by wystąpić po dokumenty, np. do Komendy Głównej Policji o analizy na temat zagrożeń na rynku hazardu. Śledczy nie rozmawiali o tym kogo i w jakiej kolejności przesłuchiwać. Ani też, co budzi spór, czy najpierw badać czasy
SLD czy PO. Konkretne decyzje mają zapaść już w czwartek na posiedzeniu komisji. Wtedy każdy z śledczych będzie mógł zgłosić swoje propozycje, a komisja je przegłosuje lub nie.
Śledczy mają jeszcze jeden kłopot - certyfikat dostępu do informacji niejawnej.
- Zrobiłem co do mnie należało, teraz czekam tylko na decyzję - mówi Bartosz Arłukowicz, wiceszef komisji. Nie on jeden nie mógłby czytać akt z klauzulą ściśle tajne. Na pewno mogliby to zrobić Kempa i Wassermann. jako jedyni mają certyfikaty. - Formalnie czeka się trzy miesiące, ale praktycznie można go dostać w miesiąc - mówi Wassermann.