Rankiem 13 sierpnia 1961 r. tysiące ludzi szły do pracy do zachodnich sektorów. Tylko tam można było zarobić zachodnie marki, za które na wschodzie można było jako tako żyć. Tymczasem na drogach prowadzących na zachód pojawiły się zasieki i uzbrojeni żołnierze. Później pojawiły się ekipy murarzy. Pod nadzorem pograniczników i oficerów enerdowskiej bezpieki Stasi zaczęły wznosić prowizoryczny mur z cegieł.
Prasa w NRD nazwała go "antyfaszystowskim murem ochronnym". Pilnie strzeżona zapora miała uchronić wschodnie
Niemcy przed zalewem sabotażystów i prowokatorów z zachodnich Niemiec. Propaganda okraszała te wiadomości, rysując wizję odradzającego się na zachodzie nazizmu.
Fakty były jednak takie, że mur wznoszono nie po to, by nikogo do NRD nie wpuszczać, ale by nikogo z NRD nie wypuścić.
W latach 60. przez Berlin zNRD uciekały tysiące osób. Było to całkiem proste. Wystarczyło dotrzeć do wschodniej części miasta, wsiąść do metra jadącego na zachód i już się było wolnym. Zachodni Berlin procedury przyjmowania uciekinierów dopracował do perfekcji - natychmiast znajdowano dla nich dach nad głową, pracę, szkołę dla dzieci. Ci, którzy chcieli, mogli polecieć do RFN.
Stasi usiłowało zamknąć ten kanał. Konfidenci donosili na sąsiadów i znajomych, którzy myśleli o ucieczce. Kontrolowano wszystkich enerdowców wybierających się do stolicy. Ale potok uciekinierów nie malał. W 1961 r. władze NRD wiedziały, że jak tak dalej pójdzie, zostaną w kraju same. Gdy zgodę wydał sowiecki przywódca Nikita Chruszczow, decyzja obudowie zapadła.
Gdy mur już stał, ZSRR oświadczył, że Zachód nadużywał swobody poruszania się po Berlinie. Reakcja wschodnioberlińskiego społeczeństwa była natychmiastowa. Ci, którzy mogli, tak jak stali, uciekli na zachód. Kamery uchwyciły wówczas dramatyczne sceny: ludzie skakali z okien albo usiłowali sforsować prowizoryczne zasieki, dotkliwie się przy tym kalecząc.
Do końca sierpnia uciekło 400 osób, w tym prawie setka żołnierzy. Jednak gdy mur stanął, ucieczka była praktycznie niemożliwa. Wyburzono budynki sąsiadujące z murem. W pobliżu zapory osiedlono jedynie ideologicznie pewnych obywateli, funkcjonariuszy partii czy Stasi.
Mimo to Niemcy nie rezygnowali. Skutki były zazwyczaj tragiczne. Według różnych szacunków przez prawie 30 lat enerdowscy pogranicznicy zabili tam 200 osób. Złapani żywcem, lądowali w więzieniach.
Kilka spektakularnych prób skończyło się powodzeniem. Pod murem robiono podkopy, Niemcy uciekali, przebierając się za amerykańskich żołnierzy, w kryjówkach w samochodach, czy po prostu fałszując dokumenty.