http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Granice nie drgnęły

Rozmawiała Krystyna Naszkowska
2009-11-09, ostatnia aktualizacja 2009-11-09 21:04

Rozmowa z Wojciechem Wieczorkiem, ostatnim ambasadorem w NRD i pierwszym w zjednoczonych Niemczech

Krystyna Naszkowska: Był pan w Berlinie, gdy tłum sforsował mur. Pamięta pan tę noc 9 listopada?

Wojciech Wieczorek: O tak, to była szalona noc. Przedtem do ambasady zgłosił się ktoś z policji zachodnioniemieckiej, że na ulice może wyjść z milion osób, więc nie wiadomo, co się będzie działo. Nasza ambasada była na głównej ulicy Berlina Unter der Linden, tuż obok radzieckiej i węgierskiej.

Zadzwoniłem do Warszawy i przekazałem ostrzeżenie, że trzeba być przygotowanym na zamieszki. Warszawa błyskawicznie przysłała nam dwóch mocno barczystych dodatkowych ludzi do pilnowania ambasady.

Przestraszył się pan zamieszek?

- Mur się zawalił ni z tego, ni z owego. Mogło dojść do masakry, gdyby otworzono ogień do ludzi, którzy go forsowali. Albo można się było z tym pogodzić i tych ludzi puścić. Na szczęście wygrał drugi wariant i zamiast masakry mieliśmy na ulicach wielki piknik. Sprzedawcy piwa i kiełbasek zbili fortunę.

Przed ambasadą ustawili się jacyś Niemcy z polską flagą, o którą wcześniej nas poprosili. To był gest przyjaźni. Ulica była zapchana ludźmi, głowa przy głowie, ale w ludziach była radość, a nie agresja. Wybito szybę w ambasadzie węgierskiej, ale to z powodu tego ścisku.

A czy z Warszawy dostał pan jakiś sygnał, że nasz rząd obawia się zjednoczenia Niemiec - że Niemcy staną się zbyt silne?

- Dawna opozycja, która przecież tworzyła rząd Mazowieckiego, uważała, że zjednoczenie Niemiec leży w naszym interesie, bo przybliża zachodnią granicę do Polski. Nie docierały do mnie żadne sygnały, że rząd boi się umocnienia Niemiec. Była w Warszawie jakaś narada nad wydaniem oświadczenia. I wtedy Mieczysław Pszon, pełnomocnik rządu Mazowieckiego do kontaktów ze stroną niemiecką, podobno powiedział: dajcie spokój, ludzie stoją już na murze, co się będziemy wygłupiać.

Potem była słynna konferencja "2 plus 4" z udziałem obu państw niemieckich i czterech mocarstw: USA, Wielkiej Brytanii, Francji i ZSRR. W części dotyczącej granic nowego państwa brał udział nasz minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski.

Ustalono, że zjednoczone Niemcy będą się składały z byłej Republiki Federalnej, byłej NRD i całego Berlina. Z tego wynikało, że granica polsko-niemiecka się nie zmieni. Jednocześnie kanclerz Helmut Kohl na spotkaniu z przesiedleńcami oświadczył im, że nie będzie żadnego przesuwania granic. Sprawy dla nas zasadnicze zostały więc rozstrzygnięte po naszej myśli. To było ważne, bo wiem z bezpośrednich spotkań ze stroną niemiecką, że nadzieje na zmianę granic w momencie zjednoczenia odżyły bardzo.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':