http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zachód okopuje się w Afganistanie

Wojciech Jagielski
2009-11-10, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 23:57

Brytyjskie wojska w Afganistanie poddadzą talibom część podległej im prowincji Helmand, by móc rządzić i panować nad większymi miastami. Posterunki w odległych powiatach i dolinach porzucają też Amerykanie



Ziemie i wioski, z których wycofają się zachodni żołnierze, zostaną natychmiast zajęte przez talibów.

Nowa strategia, na której przyjęcie przez prezydenta USA Baracka Obamę nie mogą się doczekać dowódcy zachodnich wojsk w Afganistanie, ma zakładać skoncentrowanie sił i środków na obronie kilkunastu miast i ważniejszych dróg. Generałowie uważają, że nawet 100 tys. stacjonujących obecnie w Afganistanie żołnierzy to zdecydowanie za mało, by walczyć z talibami w każdym zakątku kraju i bronić przed partyzantami każdej wioski czy powiatu.

Amerykańskie wojska wycofały się już z sześciu twierdz - czterech we wschodniej prowincji Nuristan i dwóch z południowo-wschodniej Paktiki. Powiaty, z których wyjechali Amerykanie, natychmiast dostały się pod kontrolę talibów.

Według londyńskich gazet także Brytyjczycy w Helmandzie, będącym ostatnio główną areną afgańskiej wojny, zamierzają wycofać wojska z najodleglejszych, słabo zaludnionych powiatów, położonych głównie w górzystej, północnej części prowincji.

Brytyjscy żołnierze opuszczą m.in. liczący 20 tys. dusz powiat Musa Kala, o który w ciągu ostatnich dwóch lat toczyli krwawe walki z talibami. W 2006 r., nie mając wystarczająco wielu żołnierzy, by bronić Musa Kali, Brytyjczycy wycofali się już z niej, zawierając pakt z miejscową starszyzną i talibami, którzy zobowiązali się nie zajmować powiatu. Partyzanci zajęli jednak Musa Kalę, jak tylko wyjechał z niej ostatni brytyjski żołnierz. Dopiero w grudniu 2007 r. Brytyjczycy odbili powiat.

Brytyjscy dowódcy nie mają złudzeń, że jeśli wyjadą z Musa Kali, zostanie ona zaraz zajęta przez talibów, a miejscowa ludność poczuje się oszukana i zdradzona. Oszukany i śmiertelnie zagrożony poczuje się też mułła Abdul Salam, były komendant talibów, który namówiony przez Brytyjczyków zdradził partyzantów i przyjął od cudzoziemców posadę wójta Musa Kali.

Poza Musa Kalą Brytyjczycy wycofają się z powiatu Nau Zad i całej północy Helmandu. Pozostaną jedynie w Kadżaki, by strzec tamtejszej elektrowni wodnej zaopatrującej w prąd całe afgańskie południe.

Skoncentrowanie się na obronie i kontroli miast, dróg i najważniejszych dla gospodarki regionów i obiektów ma ułatwić odbudowę kraju, zapewnić bezpieczeństwo objętej ochroną ludności cywilnej i przekonanie jej, że to z zachodnich wojsk, a nie z talibów Afganistan będzie miał większe korzyści. Przeciwko poddawaniu jakichkolwiek powiatów talibom protestować będzie gorąco prezydent Hamid Karzaj, ale rozstrzygające słowo w tej sprawie i tak będzie miał prezydent Obama. Także nowa brytyjska strategia nie zacznie być wcielana w życie, zanim decyzji nie podejmie Amerykanin.

Dowódca zachodnich wojsk w Afganistanie jeszcze w sierpniu poprosił Obamę o przysłanie dodatkowych 40-50 tys. żołnierzy, bez których - jego zdaniem - nie da się skutecznie walczyć z talibami. Zwiększaniu liczby wojsk sprzeciwia się wiceprezydent Joseph Biden, który w ogóle przekonuje do tego, by Ameryka zaczęła myśleć, jak wyplątać się z wojny z talibami i w zamian za to walczyć z Al-Kaidą w Afganistanie i Pakistanie przy pomocy komandosów i uzbrojonych w rakiety bezzałogowych samolotów szpiegowskich.

Według londyńskich gazet Obama zwleka i skłania się do pośredniego wariantu i za radą sekretarza obrony Roberta Gatesa pośle do Afganistanu dodatkowe 30 tys. żołnierzy. Obama ma ogłosić to dopiero pod koniec listopada, by wcześniej, podczas zapowiedzianej na 23 listopada narady NATO, wymusić na zachodnich sojusznikach, by i oni posłali więcej wojska na afgańską wojnę.

Na razie tylko Brytyjczycy, których zginęło w Afganistanie już ponad 230 i którzy utrzymują tam już prawie 10-tysięczną armię, obiecali, że wyślą dodatkowe pół tysiąca żołnierzy.

Inni myślą raczej, jak z Afganistanu się wycofać. Kanadyjski szef sztabu gen. Walter Natynczyk potwierdził, że wydał swoim dowódcom rozkaz, by przygotowali ewakuację prawie 3 tys. żołnierzy, którzy mają zostać wycofani z Kandaharu do końca czerwca 2011 r. Do końca 2010 r. z południowej prowincji Uruzgan ma też wyjechać 1,6 tys. Holendrów.

Przed wysyłaniem do Afganistanu dodatkowych wojsk przestrzegł zachodnich aliantów ostatni przywódca Związku Radzieckiego Michaił Gorbaczow, który w rozmowie z telewizją CNN przypomniał, że pod koniec lat 80., niedługo przed wycofaniem wojsk, Kreml też zdecydował się posłać do Afganistanu więcej żołnierzy i rozkazał im skupić się na ochronie większych miast i ważniejszych dróg, a bezludne pustynie i wąwozy poddać partyzantom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':