Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
To kolejna wersja dokumentu przygotowywanego od czasu wyborów 2007 r. Sejm miał ją dostać w październiku, ale na przeszkodzie stanęła afera hazardowa, w wyniku której stracił stanowisko szef klubu PO Zbigniew Chlebowski, który nadzorował prace. Teraz w klubie PO za projekt są odpowiedzialni Gowin i Arkadiusz Rybicki. O projekcie napisała sobotnia "Polska".
- Z chwilą uchwalenia ustawy likwidacji ulegnie Kolegium
IPN. W jego miejsce zostanie powołana Rada Instytutu - mówi "Gazecie" Rybicki.
To bardzo ważna zmiana. Obecne Kolegium wybrane przez Sejm i Senat w czasach rządów PiS jest odbiciem ówczesnej sceny politycznej. Poza prof. Andrzejem Paczkowskim zasiadają w nim nominaci koalicji PiS-
LPR, Samoobrony oraz prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Kolegium w tym składzie niemal zawsze popierało działania prezesa Instytutu Janusza Kurtyki. Akceptowało publikację IPN oskarżającą Lecha Wałęsę, że był agentem, dziką lustrację duchowieństwa, ataki na sędziów Trybunału Konstytucyjnego i na przeciwników politycznych PiS.
Kolegium wybiera kandydata na prezesa (ostatecznie akceptuje go parlament). Kadencja Kurtyki kończy się jesienią przyszłego roku. Jest bardzo prawdopodobne, że Kolegium w obecnym kształcie zaakceptowałoby jego wybór na kolejne pięć lat, ewentualnie wybrałoby kogoś wskazanego przez PiS.
Rada, która w myśl nowelizacji powstanie w miejsce Kolegium, nie byłaby tak upolityczniona. Jej skład - dziewięć, a nie jak dotąd 11 osób - ma wybierać nie Sejm, lecz kolegium elektorów wytypowanych przez rady wydziałów polskich uniwersytetów. Kandydaci do Rady mają się wywodzić z kręgu naukowców zajmujących się historią XX wieku.
Nowelizacja ogranicza też uprawnienia prezydenta. Będzie mógł wskazać dwóch kandydatów do Rady, ale wcześniej typuje ich Krajowa Rada Sądownictwa. Da to gwarancję, że w Radzie zasiądą prawnicy.
Wskazany przez Radę IPN kandydat na prezesa będzie wybierany jak dotąd przez Sejm. Co roku musi składać Radzie sprawozdanie. Sejm może go odwołać ze stanowiska zwykłą większością. W obecnej ustawie o IPN jest to możliwe przewagą 3/5 głosów. - Nie ma żadnego powodu, by prezes IPN miał silniejszą pozycję niż premier czy ministrowie, do których odwołania wystarczy zwykła większość - tłumaczy Rybicki. W projekcie do listy zwyczajowo podawanych powodów odwołania jak ciężka choroba czy prawomocny wyrok dopisano "utratę sił".
Zmiany mogą sprawić, że z Instytutu zdjęty zostanie balast politycznego zaangażowania. Nowe władze zapewne nie wybrałyby ponownie Kurtyki krytykowanego za sprzyjanie PiS.
Ale czy nowelizacją uda się zablokować wybór nowego prezesa przez dzisiejsze zideologizowane Kolegium?
- Możemy nie zdążyć - mówi nam jeden z autorów projektu i wylicza: - W grudniu 2010 r. kończy się kadencja prezesa Kurtyki. To oznacza, że najpóźniej w połowie roku musi zostać rozpisany konkurs na szefa Instytutu. Byłoby niezręcznie, gdyby nowa ustawa weszła w życie w trakcie trwającego konkursu. Mogłaby go unieważnić, ale rozpętałaby się polityczno-historyczna burza z esbeckimi teczkami w tle. Chcielibyśmy tego uniknąć.
To oznacza, że ustawa musi wejść w życie najpóźniej do kwietnia-maja.
A tu na przeszkodzie może stanąć prezydent Lech Kaczyński. Platforma jest pewna, że ustawa mu się nie spodoba, ale nie wiadomo, co z nią zrobi. - Gdyby zawetował, szybko zostałaby uchwalona ponownie - mówi autor projektu - bo możemy liczyć na głosy lewicy. Gorzej, gdyby prezydent przed podpisaniem ustawę skierował do Trybunału Konstytucyjnego - to by mogło ją na długo zablokować.
Trybunał Konstytucyjny ma tylko od samego prezydenta kilkanaście pytań o konstytucyjność różnych ustaw. W kolejce na rozpatrzenie oczekuje aż kilkaset spraw.
Oczywiście, jest możliwość, że akurat sprawę ustawy o IPN rozpatrzy w trybie pilnym, wiedząc, że niesie ona za sobą konsekwencje zupełnie innego usytuowania IPN.
Co jeszcze nowego jest w projekcie zmian? Zniknąć ma tzw. zbiór zastrzeżony, czyli akta komunistycznej bezpieki, które złożone do IPN nadal pozostają tajne. Teczki osób publicznych będą dostępne w internecie. Zakreślone (zanonimizowane) zostaną tylko tzw. dane wrażliwe - dotyczące życia seksualnego, nałogów, stanu zdrowia. Zgodnie z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego dostęp do materiałów IPN na swój temat będą miały osoby, które czują się pomówione o to, że współpracowały z bezpieką.