- To dla dobra lewicy - tłumaczył w Radiu ZET
Ryszard Kalisz. Liderów
SLD zirytowały informacje o kryzysie partii, która jest podzielona, stoi w sondażach, a kolejni kandydaci na prezydenta - Jolanta Kwaśniewska, Włodzimierz Cimoszewicz i Jacek Majchrowski - odmawiają.
W gazetach działacze krytykują szefa SLD i sugerują, że nowym mógłby być wicemarszałek Sejmu
Jerzy Szmajdziński. Wypowiedzi są zwykle anonimowe. Gdy poseł Bogusław Wontor w "Gazecie" pod nazwiskiem skrytykował Grzegorza Napieralskiego za sojusz z PiS w sprawie mediów publicznych, zaczął mieć w partii problemy.
Inni politycy SLD sugerują z kolei - też anonimowo - że
Aleksander Kwaśniewski z Cimoszewiczem chcą budować nową formację lewicową. - Mam wrażenie, że otoczenie przewodniczącego Napieralskiego inspiruje teksty, które mają straszyć Kwaśniewskim, Cimoszewiczem i Szmajdzińskim - mówi "Gazecie" były szef SLD, europoseł
Wojciech Olejniczak, który nie obawia się mówić otwartym tekstem (wcześniej bronił Wontora).
- W SLD nie ma żadnego dwugłosu. Jesteśmy bardzo silną formacją. Wiele osób chciało nas rozbić i im się nie udało - tak z kolei mówi sam Napieralski. Intensywnie jeździ po Polsce i - jak przyznaje jeden z jego zwolenników - buduje pozycję przed grudniową konwencją. W sobotę w Olsztynie przekonywał do likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej i przeznaczeniu zaoszczędzonych pieniędzy na refundację in vitro.
W niedzielę Napieralski był już - w towarzystwie Szmajdzińskiego - we Wrocławiu.
- SLD nie ulega histerii przed wyborami prezydenckimi ze strony dwóch wojujących polityków [Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego]. Mamy swój kalendarz - powiedział Napieralski.
Szmajdziński mówił z kolei, że jest gotów kandydować "jak każdy polityk, który powinien być przygotowany do założenia cięższej zbroi".
Prostował w ten sposób Kalisza, który w Radiu ZET powiedział, że Szmajdziński zadeklarował w gronie liderów SLD, iż nie będzie kandydował na prezydenta. - Zdaje się, że będąc na jednym spotkaniu, pan Kalisz był na innym - komentował Szmajdziński.
Później Kalisz tłumaczył, że został źle zrozumiany, bo chodziło mu o kandydowanie na szefa partii.