Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Blida zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału ze swojego sześciostrzałowego rewolweru Astra 680. Była wtedy w łazience.
Reszta to przypuszczenia. Gdzie dokładnie była w tym czasie funkcjonariuszka
ABW Barbara P., która miała jej pilnować? Czy w łazience - jak sama twierdzi? Czy w przedpokoju, na poręczy fotela - jak zeznał mąż Blidy? Czy Blida chciała się zabić, czy doszło do szamotaniny z funkcjonariuszką i przypadkowego wystrzału? Dlaczego kula przeszyła ciało Blidy pod takim kątem, jakby była posłanka miała nienaturalnie wykręconą rękę?
Komisja śledcza odnajduje nowe poszlaki. - Wszystko, co odkrywamy, może świadczyć o tym, że komuś bardzo zależało na zatarciu śladów przebiegu wypadków - mówi nam jeden z członków komisji.
Szef komisji
Ryszard Kalisz (Lewica) mówi tylko: - Uważnie badamy zarówno wszystkie ślady, jak i ich brak.
Cząstki ołowiu niewiadomego pochodzenia Komisja śledcza zdziwiła się, gdy wczytała się w zeznania eksperta Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego. Zeznał: "Ołów znajdował się również w spłonce amunicji, której charakterystyczne cząsteczki ujawniono na dłoniach Barbary P. [funkcjonariuszki ABW]". Spłonka to mały ładunek inicjujący wybuch właściwego materiału wybuchowego.
Pociski w rewolwerze Blidy miały spłonki z ołowiem. Jak cząstki ołowiu ze spłonki mogły trafiły na ręce funkcjonariuszki? - pytam posłów z komisji. Kryminolodzy, do których zwrócili się sejmowi śledczy, twierdzą, że jest tylko jedno wyjaśnienie: funkcjonariuszka musiała tej broni dotknąć.
Ale kiedy? Barbara P. zeznała, że od dawna nie brała udziału w ćwiczeniach na strzelnicy. - Czyżby więc szarpała się z Blidą i doszło do tragicznego postrzału? Wtedy na dłoniach funkcjonariuszki osiadły cząsteczki ołowiu ze spłonki? - pyta sejmowy śledczy.
Naczelnik wydziału ds. przestępczości gospodarczej w łódzkiej prokuraturze okręgowej Rafał Sławnikowski, który od trzech lat bada okoliczności śmierci Blidy, twierdzi, że na dłoniach Barbary P. nie było cząstek ołowiu ze spłonki.
A zeznanie eksperta? - To zdanie wyrwane z kontekstu. Biegły mówił, że na podstawie chemicznych badań cząstek ołowiu nie da ustalić, z jakiego przedmiotu pochodzą.
Prok. Sławnikowski twierdzi natomiast, że kuliste ślady ołowiu wykryto na kurtce funkcjonariuszki: - Ale w tak małych ilościach, że biegły nie był w stanie ustalić, skąd pochodzą. Biegły sugeruje, że po wystrzale powstała chmura ze śladami ołowiu i tak mogła dostać się na ubranie funkcjonariuszki. Ale z małej ilości cząstek ołowiu nie da się wnioskować, gdzie w momencie wystrzału była Barbara P. i co robiła.
Proch niewiadomego pochodzenia Prok. Sławnikowski przyznaje, że na dłoniach Barbary P. wykryto ślady prochu powstałe w związku z wystrzałem.
Skąd ten proch? - Zdaniem biegłych takie ślady powstają, jak ktoś strzelał albo trzymał tzw. brudną broń.
Funkcjonariuszka zeznała, że nie brała udziału w ćwiczeniach na strzelnicy. Jaką brudną broń mogła trzymać w ręku? - Może swoją, jak rano szykowała się na wyjazd do Blidy. Bo miała wtedy przy sobie broń.