O tym, by z powodu epidemii grypy, na skutek której zmarło już 140 osób, wprowadzić stan wyjątkowy i automatycznie przesunąć styczniowe wybory na maj, urzędnicy z otoczenia prezydenta Wiktora Juszczenki mówią od kilku dni. Byłoby to korzystne dla obecnej głowy państwa, bo Juszczenko ma fatalne notowanie i praktycznie zero szans na reelekcję. Dzięki stanowi wyjątkowemu miałby kilka miesięcy na odzyskanie zaufania Ukraińców.
Eksperci są jednak sceptyczni wobec pomysłu Juszczenki. - W czasie pokoju stan wyjątkowy wprowadza prezydent, ale wyłącznie na wniosek rządu. Jest to wyraźnie napisane w konstytucji - przypomina filozof i politolog prof. Myrosław Popowycz. - Nie ma potrzeby wprowadzania stanu wyjątkowego. Z kolei złamanie przez prezydenta konstytucji poprzez wprowadzenie stanu wyjątkowego bez zgody rządu byłoby katastrofą i cofnęłoby Ukrainę do szeregu takich państw autorytarnych jak
Białoruś czy
Rosja.
Wszystko wskazuje na to, że grożąc stanem wyjątkowym, Juszczenko chce postawić rząd pod ścianą i przekonać obywateli, że gabinet Julii Tymoszenko - w styczniowych wyborach głównej rywalki prezydenta w obozie pomarańczowych - nie radzi sobie z grypą. Prawdopodobnie temu samemu celowi ma służyć dzisiejsze posiedzenie prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obrony (odpowiednika polskiego BBN), które oceni rozmiary epidemii i to, czy rząd sobie z nią radzi. Wiceszef administracji Juszczenki Ihor Popow, który jako pierwszy w artykule opublikowanym w piątek w internetowej "Ukraińskiej Prawdzie" rzucił hasło wprowadzenia stanu wyjątkowego i przełożenia wyborów z połowy stycznia na 30 maja, tłumaczy, że w czasie epidemii trudno jest prowadzić kampanię i organizować imprezy masowe. A to może sprawić, że już po zakończonych wyborach przegrani wykorzystają to jako pretekst do zaskarżenia ich wyniku przed trybunałem konstytucyjnym.