http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wojenka z hazardem - wyższe podatki, delegalizacja automatów

Renata Grochal, Rafał Zasuń
2009-11-07, ostatnia aktualizacja 2010-08-12 23:38

Jeden z salonów z jednorękimi bandytami. Do maszyny można wrzucać wielokrotność złotówki
Jeden z salonów z jednorękimi bandytami. Do maszyny można wrzucać wielokrotność złotówki
Fot. YYYY

Rząd chce walczyć z hazardem na raty - najpierw podwyżka podatków i delegalizacja automatów do gry. Potem ustawa ograniczająca hazard w internecie

SERWISY

Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Ustawę rząd zdecydował się podzielić na dwie części. Obie zostaną przyjęte we wtorek, ale tylko jedna będzie od razu wysłana do Sejmu. Drugą prześwietli Komisja Europejska. Potrwa to pewnie kilka miesięcy.

W pierwszej części znajdą się ostre ograniczenia hazardu. 50 tys. automatów do gry, tzw. jednorękich bandytów, które stoją dziś w barach i na stacjach benzynowych, będzie musiało zniknąć w ciągu pięciu lat. Podobny los spotka salony gier (tam też stoją automaty, ale można na nich więcej wygrać). Jednocześnie w górę pójdą podatki płacone przez branżę - właściciele automatów zapłacą 2 tys. miesięcznie od maszyny, a nie, jak dziś, 180 euro, czyli niecałe 800 zł.

Z 45 do 50 proc. wzrośnie podatek dla kasyn. 25-proc. podatkiem zostaną też obłożone loterie audiotele.

Branża ostro protestuje.

- Po kieszeni dostanie 100 tys. ludzi. Tyle zatrudniają firmy wstawiające automaty, producenci, serwisanci, no i właściciele barów, w których stoi 90 proc. automatów. Knajpiarze dostają 50 proc. zysków z automatów. Bez tego część barów będzie musiała się zwinąć, bo po podwyżce podatków 70 proc. automatów zniknie w ciągu roku - mówił "Gazecie" Stanisław Matuszewski, prezes Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych.

Resort finansów nie pokusił się w uzasadnieniu projektu o obliczenie, ile osób straci na ograniczeniu legalnego hazardu. Wiadomo, że w salonach gry pracuje dziś 1900 osób i tyle straci pracę w ciągu pięciu lat. Dużo więcej związanych jest z automatami w barach, ale resort finansów nie potrafił podać chociaż przybliżonych liczb.

A co z hazardem w sieci, który dziś jest nielegalny, ale nikt go nie ściga?

Tu rząd rozważa złagodzenie wcześniej zapowiadanych restrykcji. - Zastanawiamy się nad dopuszczeniem w internecie zakładów wzajemnych (czyli bukmacherów), pod warunkiem że zarejestrują spółkę i domenę internetową w Polsce oraz uzyskają zezwolenie na działalność - wyjaśnia "Gazecie" minister Michał Boni, szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Dziś firmy działające w Polsce w sieci zarejestrowane są głównie w Wielkiej Brytanii i na Malcie. Czy takie rozwiązanie zaakceptuje Komisja Europejska, która stoi na straży swobody świadczenia usług w całej UE?

- Mamy pozytywną opinię Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej - mówi Boni.

Twardy hazard w sieci - czyli poker, ruletka czy symulatory gier na automatach - oraz bukmacherzy, którzy nie zarejestrują się w Polsce, będą ścigani. Powstanie specjalny rejestr stron zakazanych, które będą musieli blokować operatorzy internetu (np. TP SA). Rejestr prowadzić będzie zapewne Urząd Komunikacji Elektronicznej. Banki będą musiały informować o przelewach związanych z nielegalnym hazardem. Rejestr obejmie też strony z pornografią dziecięcą i propagujące narkotyki.

To także będzie musiała zaakceptować Bruksela. Jak powiedział "Gazecie" Ton van Lierop, rzecznik unijnego komisarza ds. przedsiębiorczości, Komisja wyjaśni, czy projekt nie narusza unijnych standardów społeczeństwa informacyjnego.

Wczoraj premier rozmawiał o rządowych propozycjach w sprawie hazardu z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem (PSL) i szefami klubów. Donald Tusk mówił po spotkaniu, że kluby przyjęły główne pomysły rządu na walkę z hazardem. Dodał, że partyjni liderzy zarezerwowali sobie prawo do zgłaszania poprawek. Premier mówił, że chce, aby ustawa znalazła się na biurku prezydenta przed końcem listopada, choć nie ma wątpliwości, iż podatki dotyczące hazardu można zmieniać w dowolnym momencie roku, a nie jak podatek dochodowy - do końca listopada.

- Zdaję sobie sprawę, że porwaliśmy się na przedsięwzięcie obarczone różnymi zagrożeniami i dużym ryzykiem, ale jestem zdeterminowany, by tę sprawę doprowadzić do końca. Jestem przekonany, że damy radę - podkreślił Tusk.

Wczoraj premier miał rozmawiać o trybie prac nad ustawą o grach z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim, a dziś w Gdańsku z marszałkiem Senatu Bogdanem Borusewiczem. Niewykluczone, że w sprawie ustawy o grach będzie zwołane dodatkowe posiedzenie Sejmu.

- Trudno mówić o poprawkach, jak nie ma projektu. To tak, jakby powiedzieć, czy założymy płaszcz, nie wiedząc, czy deszcz pada - ironizował po spotkaniu z Tuskiem szef klubu PiS Przemysław Gosiewski. Zapewnił, że PiS będzie za bardzo radykalnymi rozwiązaniami. - Szkoda, że premier nie dał nam projektu. Obiecał, że po południu będzie dostępny w internecie - dodał Gosiewski.

Podobnie mówił szef SLD Grzegorz Napieralski: - Nie ma co komentować, skoro nie ma projektu.

Szef klubu PSL Stanisław Żelichowski powiedział, że jak najszybciej przekaże ekspertom do analizy nowelizacje dotyczące hazardu. - W ciągu kilku dni będziemy wiedzieli, czy mamy poprawki - mówi "Gazecie" Żelichowski.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów