Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Dwudniowe głosowanie w wyborach parlamentarnych, europejskich i prezydenckich oraz w referendach to jeden z pomysłów organizacji pozarządowych na zwiększenie frekwencji. W Polsce głosuje zwykle mniej niż połowa obywateli, w ostatnich wyborach do europarlamentu do urn poszło niecałe 25 proc. uprawnionych. Zapis o dwudniowym głosowaniu był w projekcie zmian w prawie wyborczym, ale
PiS złożył poprawkę o jego wykreśleniu.
Za przyjęciem poprawki PiS było 226 posłów (PiS,
PSL,
SLD), przeciw - 202 (PO).
- Kto chce głosować, to w niedzielę znajdzie czas, jednodniowe głosowanie wystarczy. I nie pochłonie tylu pieniędzy co dwudniowe. W przypadku wyborów prezydenckich to 50 mln zł mniej z budżetu - mówił Eugeniusz Kłopotek (PSL), wiceszef nadzwyczajnej komisji, która zajmuje się zmianami w prawie wyborczym.
- Czasem warto wydać trochę więcej i dać ludziom więcej czasu. W Europie mamy niemal najgorsze wskaźniki frekwencji - oponował Waldy Dzikowski z PO.
Awantury w koalicji rządowej nie będzie. - Poparcie poprawki PiS nie było nielojalne. Są sprawy, co do których jesteśmy jako koalicja umówieni, ale są też inne, gdzie każdy ma prawo przedstawiać własny pogląd - powiedział Kłopotek.
Wprowadzone wczoraj zmiany mają ułatwić głosowanie osobom niepełnosprawnym. Nowe przepisy zobowiązują wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do utworzenia lokali wyborczych dostosowanych do potrzeb niepełnosprawnych we wszystkich wyborach i referendach.
Posłowie uporządkowali też finansowanie kampanii prezydenckiej. Nowość to zakaz prowadzenia publicznych zbiórek na rzecz komitetów wyborczych. O usunięcie tzw. cegiełek od dawna apelowały organizacje pozarządowe, wskazując, że to pole do nadużyć.
Komitety wyborcze w wyborach prezydenckich mają czerpać pieniądze tylko od partii oraz z wpłat od osób fizycznych. Każdy będzie mógł wpłacić najwyżej 15-krotność minimalnego wynagrodzenia, czyli obecnie 20 tys. zł. Co istotne - wyłącznie czekiem, przelewem lub kartą płatniczą.