Podczas niedawnego
Festiwalu Literackiego im. Czesława Miłosza w Krakowie odbyła się debata „Zniewolony umysł - Umysł wyzwolony”.
Adam Michnik zaprosił intelektualistów z różnych krajów, by razem z nim zastanowili się nad tym, czy postawiona przeszło 50 lat temu w książce Miłosza diagnoza mechanizmów uległości wobec ideologii totalitarnych jest nadal aktualna. Publikujemy fragmenty tej debaty.
Adam Michnik, redaktor naczelny "Gazety": "Zniewolony umysł" jest jedną z najważniejszych książek, jakie przeczytałem. Miałem może 17 lat i nie wszystko z niej zrozumiałem. To była, jak się wtedy mówiło, książka nielegalna, za którą szło się do kryminału. Diagnoza Miłosza była pionierska. Zwykle interpretuje się postawy ludzi żyjących pod dyktaturą w kategoriach strachu przed terrorem. Miłosz zaproponował inną diagnozę: dla wielu ludzi źródłem fascynacji dyktaturą i ideologią bolszewizmu było umysłowe zniewolenie. Mówiąc słowami innego myśliciela, Edgara Morina, komunizm przyciągał, bo odwoływał się do tego, co w ludziach najlepsze, po czym wywoływał to, co w nich najgorsze. Najistotniejsze dla Miłosza było, że ludzi zniewalała wpojona im pewność, iż historia się toczy w jednym, określonym kierunku i że iść w drugą stronę to jakby chcieć wyczerpać Wisłę łyżeczką do herbaty. Sam Miłosz zresztą - stąd wielka wiarygodność tej książki - przyznaje, że temu ulegał. Ale ta książka opowiada zarazem o odrzuceniu komunizmu, o zerwaniu ze światem terroru i kłamstwa. "Zniewolony umysł" był często atakowany, choćby przez Herlinga-Grudzińskiego, jako opowieść wymyślona przy biurku - nie było żadnej fascynacji koniecznościami dziejowymi, był tylko strach. Andrzej Bobkowski pisał w 1956 r., że nie było żadnego trzęsienia ziemi, tylko trzęsienie portkami. Czy w Rosji występował fenomen uwiedzenia przez projekt marksistowski, a później zniewolenie umysłów przez ideologię imperialną wielkorosyjskiego nacjonalizmu i olbrzymiej siły? Można sobie wyobrażać, że dzisiejsi Rosjanie, którzy popierają politykę Putina, to karierowicze, ludzie cyniczni. Ale czy nie ma w Rosji ludzi, którzy po prostu uważają, że w inną stronę iść się nie da? Siergiej Kowaliow, rosyjski obrońca praw człowieka: Jesteśmy przyzwyczajeni do Realpolitik, którą opisał już Machiavelli. Wszyscy wiemy, że nie był on w sumie takim złym człowiekiem - po prostu opisał, jak jest naprawdę. On przecież nie nawoływał do dwulicowości, tylko zwyczajnie stwierdzał, że coś takiego istnieje. Jeżeli chcemy uprawiać politykę, powinniśmy przyzwyczajać się do takiego świata.
Niewątpliwie Miłosz we wczesnym stadium swej twórczości był zafascynowany marksizmem, ale nie dlatego, że była to jedyna realnie możliwa koncepcja. Miłosz i jemu podobni byli zafascynowani marksizmem, bo marksizm nawoływał do sprawiedliwości. To wiązało się jednak z myślą, że historię napędza siła, że bez przemocy nie ma postępu. Pozostaje pytanie, czy w ZSRR były osoby, które szczerze popierały stalinizm. Dziś nie ma już stalinizmu, a zwolenników idei stosowania przemocy na rzecz dobra na pewno nie brakuje.
Gdy byłem kilka lat temu w Kalifornii, powiedziałem przy kolacji żonie Roberta Faggena, że słyszałem, jakoby Ameryka była spolaryzowana jak nigdy w swej historii. Na co ona: "Nieee, już była. Podczas wojny secesyjnej". Miałem wrażenie, że wokół partii republikańskiej, a ściślej w otoczeniu prezydenta Busha uformowało się intelektualne centrum, wyposażone w ideologię krucjaty w imię rewolucji konserwatywnej czy moralnej. Czy da się objaśnić fascynację ludzi, którzy jej ulegli, posługując się kategoriami zaproponowanymi przez Miłosza? Robert Faggen, literaturoznawca amerykański: Obawiam się, że Ameryka po raz kolejny cię oszukała. Nie było żadnej intelektualnej rewolucji. U nas w ogóle nie dzieje się nic intelektualnego.
Tak naprawdę jedyną ideologią obecną dziś w Ameryce jest nadużywanie narkotyków. To na pewno dobry temat, skoro mówimy o zniewoleniu umysłu. Miłosz pisał przecież o pigułce Murti Binga, po zażyciu której zyskiwało się światopogląd, i w pewnym sensie przewidział przyszłość. Także Ken Kesey, opisując w "Locie nad kukułczym gniazdem" szpital dla psychicznie chorych, przewidział w pewnym sensie to, co spotka Amerykę.
W tej chwili staje się ona takim szpitalem. Wszyscy się leczą, biorą rozmaite pigułki, chcą być coraz bardziej efektywni, żeby zdobywać jak najwięcej pieniędzy i władzy. Miliardy dolarów idą na leki, przede wszystkim antydepresanty i pochodne amfetaminy. Amerykanie pochłaniają olbrzymie ilości dolarów pod postacią pigułek, aby wypełnić pustkę, która ich otacza. To też jest zniewolenie.
Jeśli zaś chodzi o podziały polityczne, są one zupełnie bezsensowne. Całkiem jak reklama. Nawet jeśli nazywamy Obamę Hitlerem czy Stalinem - a podobne inwektywy padają codziennie - to nie ma to żadnego sensu.
30 lat temu w Iranie religia przekształcona w ideologię zawładnęła umysłami setek tysięcy ludzi, doprowadziła do wstrząsu i utworzenia Islamskiej Republiki Iranu, państwa ideologicznego. W jakim sensie irańscy intelektualiści podczas tamtej rewolucji ulegli fascynacji nową wiarą? Jak próbowali uporządkować świat wedle reguł, które proponował im ajatollah Chomeini, i jak się z tej wiary wyzwalali? Według Ramina Dżahanbeglu, ta ideologia, przynajmniej wśród intelektualistów, jest w Iranie martwa - dzisiaj władza to przemoc i korupcja. Ramin Dżahanbeglu, filozof irański: Proces polityzacji religii wydaje się ściśle powiązany z pojęciem uwiedzenia. Gandhi rozróżniał uduchowienie polityki i polityzację religii, uważał, że do polityki należy wprowadzić etykę. Miłosz uważał podobnie. Mogliby go z wielkim pożytkiem czytać Irańczycy.
Jest taka formuła Simone Weil, że dystans jest duszą piękna. Jeśli ja, Irańczyk, czytam "Zniewolony umysł", co do mnie przemawia? Przede wszystkim jest to dzieło, które bada sumienie, a my potrzebujemy takiego badania. Potrzebna jest nam opowieść o tym, jak pewien człowiek szukał swego sumienia. Gdy czytałem "Zniewolony umysł" na nowo przed tą dyskusją, znalazłem coś, co za pierwszym razem umknęło mojej uwadze. Jest tam rozdział "Ketman". My też używamy tego terminu, dla mnie to opis moralnego upadku w sytuacji zewnętrznej opresji. Wierzę, że czytanie Miłosza w Teheranie mogłoby pomóc przejść od ideologii kłamstwa do ideologii prawdy.
Pamiętam wydarzenie, które mną wstrząsnęło podczas pobytu w Izraelu. Widziałem w Jerozolimie demonstrację młodych ludzi, którzy coś krzyczeli po hebrajsku. Mój przyjaciel przetłumaczył mi, że krzyczą: "Idź do ziemi, Rabinie" - chodziło o premiera Icchaka Rabina - i pokazał jego kukłę w gestapowskim mundurze. Wkrótce potem Rabin został zamordowany. Jakiego typu fanatyczną wiarę trzeba mieć, żeby ubrać izraelskiego premiera w gestapowski mundur, a potem go zamordować? To skrajna postać umysłowego zniewolenia. Aaron Szabtai, poeta izraelski: „Zniewolony umysł” to krajobraz duszy. Ale mamy też obraz zewnętrzny, obraz obozów koncentracyjnych. Dlatego tak się wstydzę, gdy przyjeżdżam do Krakowa. Znajdujemy się w miejscu, w którym tylu zamordowano, a przyjeżdżają tu generałowie, prezydenci, także ci odpowiedzialni za zbrodnie. Te osoby jadą do Auschwitz, a ja mam udawać, że kogoś tutaj reprezentuję? Muszę mówić w imieniu tych, którzy zginęli w obozach.
W wierszu "Campo di Fiori" Miłosz przypomina Giordana Bruna. Opowiada, że na miejscu jego śmierci ludzie kupują owoce, oliwę, żyją swoim życiem. Skoro mówimy o "Zniewolonym umyśle", powinniśmy się odnieść do tego, co dzieje się tu i teraz. Trzeba powiedzieć prawdę. Mieszkam w kraju, gdzie ponad trzy miliony Palestyńczyków żyje na wygnaniu, bez praw. Campo di Fiori to dzisiaj Strefa Gazy i Tel Aviw. To, co powiedział pan o Rabinie, jest częścią ideologicznej pułapki. Spotkała go niezawiniona, tragiczna śmierć. Na moim małym podwórku wyzwolenie umysłu oznaczałoby nadanie wszystkim ludziom w moim kraju takich samych praw.
Nie czuję się w prawie polemizować z pańskimi ocenami politycznymi. Powiem tylko, że wedle Miłosza są dwa rodzaje zniewolenia. Jedno polega na tym, że pana zamykają do więzienia, a drugie na tym, że pan w nim siedzi i tłumaczy bez przerwy, że pana słusznie zamknięto, choć nie zrobił pan nic złego. Podziwiam jednoznaczność pana poglądów, ale kiedy mi przysłano z Paryża zaproszenie do międzynarodowego komitetu obrońców więźniów politycznych w Izraelu, odmówiłem. Powiedziałem, że chętnie wstąpię do komitetu obrońców więźniów politycznych na całym Bliskim Wschodzie. Rozumiem przesłanie Miłosza mniej więcej tak: nie ma tortur reakcyjnych i postępowych. Tortury są torturami. Próba zrealizowania takiej wizji świata, w której jest miejsce na tortury postępowe i reakcyjne, to jest właśnie zniewolony umysł. W Chorwacji, która odłączyła się od Jugosławii, płacąc za to wojną, w pewnym momencie zwyciężyła ideologia radykalnego, etnicznego nacjonalizmu. Czy to także forma zniewolenia umysłu? Dubravka Ugresić, pisarka chorwacka: „Zniewolony umysł” jest dla mnie bardzo inspirującą książką, to studium antropologiczne. Nie tylko o tym, jak komunizm zmienia ludzi.
Parę lat temu zaczęłam rozmawiać w Rzymie ze starszą panią. Okazało się, że pochodzi z Chorwacji. Opowiedziała mi swoją historię. Była bardzo bogata, wiele podróżowała, wiodła luksusowe życie, w końcu zapragnęła osiąść w Chorwacji. Miała tam willę. Moje pierwsze skojarzenie było takie, że komuniści musieli jej tę willę skonfiskować. Odpowiedziała: "Nie, nie komuniści: ludzie". Kompletnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się raczej gorzkich wyrzutów.
Dla mnie książka Miłosza jest właśnie o ludziach. Można powiedzieć, że o wszystkich ludziach, a można też, że o intelektualistach czy pisarzach. Mnie się wydaje, że mówi o normalnych ludziach, którzy przystosowują się do sytuacji. Tylko nienormalni ludzie, jak ja, starają się stawiać opór. Większość potrafi się zaadaptować i to jest istota normalności, to jest istota faszyzmu czy społeczeństwa konsumpcyjnego. Lubimy przecież kupić sobie ładne ubranie, dobre buty, myśleć to, co inni myślą. Dlatego wszyscy płakaliśmy po księżnej Dianie, cały świat - nawet ci, którzy nie byli katolikami - po
Janie Pawle II. Największy strach ludzki to bycie wykluczonym. Chcemy być razem, w grupie. Na tym naszym strachu budują wszystkie religie i ideologie.
Adam Zagajewski, poeta: Dubravka powiedziała, że ludzie są religijni, bo chcą być z grupą. Jednym z najwybitniejszych myślicieli religijnych był Stanisław Brzozowski - najsamotniejszy z ludzi. Miłosz też był przez całe życie samotny. Dla wielu, a może raczej dla niewielu ludzi religia jest przeżyciem mistycznym, które bierze się z samotności i nie ma nic wspólnego z konformizmem grupowym. Myślę też, że Dubravka nie powinna była wierzyć tej starej damie z Chorwacji. Nie słyszałem, żeby np. w Szwajcarii, która jest dla jednych ludzi sympatyczna, a dla innych nie, komuś skonfiskowano willę. Tymczasem tam też są ludzie.
Mam wrażenie, że każdy z nas czytał inny "Zniewolony umysł". To jest siła tej książki. Słyszałem, że młodzi intelektualiści powiedzieli na tym festiwalu, że ta książka ich nudzi. To jest los książki klasycznej. Muszą być pokolenia, które będą się od niej odwracały, ale przyjdzie ktoś inny i powie, że jego ta książka inspiruje.