http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Strzelanina w amerykańskiej bazie. Co najmniej 13 osób nie żyje

Mab, Waszyngton
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-06 15:54

Fort Hood
Fort Hood
Fot. Brian K. Diggs AP

Co najmniej 13 osób zginęło w strzelaninie w Fort Hood w Teksasie - największej bazie wojskowej na terenie USA. Zamachowiec, wbrew temu co mówiono przez wiele godzin, jednak przeżył

Fort Hood. Zdjęcie archiwalne
Fot. STEVE TRAYNOR AP
Fort Hood. Zdjęcie archiwalne
Natychmiast kondolencje rodzinom ofiar złożył Barack Obama
Fot. CNN
Natychmiast kondolencje rodzinom ofiar złożył Barack Obama
Generał Bob Cone
Fot. CNN
Generał Bob Cone
Wjazd do Fort Hood, największej bazy wojskowej w USA
Fot. HO Reuters
Wjazd do Fort Hood, największej bazy wojskowej w USA
Strzały rozpoczęły się w czwartek ok. 13.30 (20.30 w Polsce) w punkcie, z którego wysyła się żołnierzy z jednostek w Fort Hood na wojny w Afganistanie i Iraku. Od początku tragedii podawano, że jednym z 12 zabitych był morderca. Przed północą w Polsce ogłoszono, że zabójcą jest major armii USA, wyznawca islamu, który - podobno - nie chciał zostać wysłany na wojnę w Iraku. Niedługo potem podano jego nazwisko: Malik Nidal Hasan. 39-letni major by doktorem - psychiatrą szpitala wojskowego w bazie. Dopiero po prawie ośmiu godzinach od strzelaniny wojsko podało, że wbrew wcześniejszym informacjom, Hasan przeżył i jest ranny w areszcie. Strzelał do ludzi z dwóch pistoletów, dopóki nie trafili go policjanci. - To wyglądało na przygotowaną akcję, a nie na nagły napad szału czy załamanie nerwowe - mówiły telewizjom amerykańskim źródła wojskowe.

Rannych jest co najmniej 31 osób. Wiadomo, że ofiar mogło być wiele więcej, gdyby nie szybka reakcja innych żołnierzy i policjantów. Bardzo szybko zamknięto drzwi od audytorium, gdzie odbywała się uroczystość z 600 kadetami. Pierwsza, jak podał dowódca bazy gen. Bob Cone, "postrzeliła Hasana oficer policji - kobieta". Potem, zanim jeszcze przyjechały karetki, żołnierze udzielali pierwszej pomocy rannym, m.in. robić opatrunki z własnych podartych mundurów.

Motywy Malika Nidala Hasana nie są do teraz znane. - Na razie nie rozmawia on ze śledczymi - podały ok. 22 (5 rano w Polsce) władze. Nie wiadomo było, w jak ciężkim jest stanie, choć pewne było, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

W kolejnych godzinach zaczęło pojawiać się dużo wiadomości o zamachowcu. Hasan, psychiatra od 2001 roku, jeszcze przed zamachami 11 września zaczął pracować dla armii, w centrum medycznym Walter Reed pod Waszyngtonem. Wraz z rozwojem wojen w Afganistanie i Iraku Hasan zaczął zajmować się zdrowiem psychicznym żołnierzy wracających z wojen, w tym rannymi. W ostatnich latach coraz częściej krytykował politykę USA. Jego kolega, emerytowany major Terry Lee mówi, że na początku tego roku na jakimś sympozjum Hasan "agresywnie wzywał, by muzłumanie powstali przeciw najeźdźcom z USA". Podobno w tej sprawie wszczęto dochodzenie, ale nie oficjalne śledztwo. Na pewno krótko potem Hasana przeniesiono do bazy w Teksasie i chciano za kilka tygodni wysłać do Iraku. Podobno Hasan głośno się temu sprzeciwiał i żądał od dowódców zmiany decyzji. Występujący w telewizji kuzyn Hasana mówi: - To był spokojny człowiek, dobry Amerykanin, urodzony w Wirginii. To jest dla nas szok. Kuzyn mówił, że z powodu jego antywojennych poglądów Hasan miał konflikty z innymi oficerami, a nawet, że "był przez nich obrażany". Podobno jakiś czas temu poprosił wojskowych prawników o pomoc w opuszczeniu armii z tego powodu.

Media podają jednak także inne kłopoty Hasana. Już na wstępnej praktyce miał podobno problemy "ze stosunki z pacjentami", agencje podają także, że ostatnio był też oceniany przez przełożonych z powodów zawodowych. Źródła w FBI podały, że wiosną badano jego wpisy na radykalnych stronach bliskich bojownikom islamskim, gdzie miał wyrażać podziw dla zamachowców-samobójców. W swym meczecie pod Waszyngtonem, gdzie szukał żony, w ankiecie podał, że jest Palestyńczykiem, choć był Amerykaninem pochodzenia jordańskiego.

Przez wiele godzin po strzelaninie przychodziły dziesiątki informacji, czasem sprzecznych, często takich, które potem dementowano. Najpierw podano, że strzały trwały co najmniej godzinę, potem jednak - że tylko kilka minut. Podano, że zatrzymano i przesłuchiwano dwóch innych mężczyzn, zapewne żołnierzy. Długo nie było wiadomo, o co są podejrzewani, czy i jak pomagali zabitemu zabójcy. Przed 17 (północ w Polsce) gubernator Teksasu Rick Perry poda, że oni też strzelali. Następnie to zdementowano. Około 18.30 ich zwolniono - i pojawiła się odwrotna informacja: że to oni próbowali pierwsi powstrzymać zabójcę.

W czasie strzelaniny w mieście koło bazy wybucha panika, władze wzywały ludzi, by nie wychodzili na ulice ani nie zbliżali się do okien. Dopiero przed 16 władze oznajmiły, że wszystko jest pod kontrolą. Po 17 po południu (północ w Polsce) podano jednak, e wojsko nadal szuka w bazie Fort Hood jeszcze jednego podejrzanego. Potem ponownie to zdementowano. Początkowo podawano także, że Malik Nidal Hasan nawrócił się na islam, w końcu po wielu godzinach zdementował to jego kuzyn, mówiąc, że Hasan by muzłumaninem od urodzenia.

Prezydent Barack Obama oświadczył: - Moje modlitwy są z rodzinami ofiar oraz rannymi. Ale zaraz dodał, że "nadal jest w tej sprawie bardzo wiele niewiadomych".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':