Rząd Szwecji wczoraj rano zgodził się, aby konsorcjum Nord Stream ułożyło gazociąg na szwedzkich wodach. Dwie podmorskie rury mają dostarczać rosyjski gaz do niemieckiego miasteczka Lubmin w pobliżu Szczecina, omijając przez Bałtyk Polskę i inne państwa UE w Europie Środkowej.
Zobacz też:
Gazocią Północny zostanie bez gazu? Szwedzki minister środowiska Andreas Carlgren, który do niedawna nie krył obaw, że inwestycja może doprowadzić do szkód ekologicznych na Bałtyku, mówił wczoraj: - To byłoby sprzeczne z prawem międzynarodowym, gdybyśmy powiedzieli "nie".
Inwestycję szacowaną na 8 mld euro szykuje szwajcarska firma Nord Stream, której kontrolny pakiet 51 proc. akcji ma
Gazprom, po 20 proc. należy do niemieckich koncernów E.ON i BASF, a resztę ma holenderska firma Gasunie. Nord Stream ma transportować 55 mld m sześc. gazu, jedną dziesiątą zużycia UE.
Polska nigdy nie była zachwycona tym projektem. Mówiła, że taniej można zwiększyć eksport rosyjskiego gazu na Zachód, jeśli Gazprom wybuduje drugą nitkę gazociągu jamalskiego uzgodnioną przez rządy Polski i Rosji w 1993 r.
Nieoficjalnie podnoszone były też obawy, że po wybudowaniu Nord Stream Gazprom może stawiać nas pod ścianą, przykręcając kurek z gazem dla Polski i nie zmniejszając przy tym dostaw na Zachód.
- Pracujemy nad komunikatem w tej sprawie, wydamy go w ciągu kilku dni - powiedział "Gazecie" Piotr Paszkowski, rzecznik
MSZ.
Od urzędników ministerstwa usłyszeliśmy nieoficjalnie, że są zaskoczeni tak szybką decyzją Szwecji.
Ma ona kluczowe znaczenie dla planów Nord Stream, który wiosną chce zacząć inwestycję i zakończyć w dwa lata. Bo prawie połowa z 1,2 tys. km gazociągów ma być ułożona na szwedzkich wodach. Na dodatek jest to decyzja symboliczna, bo
Szwecja obecnie przewodzi UE. A za niespełna dwa tygodnie w Sztokholmie odbędzie się szczyt UE -
Rosja. Będą na nim omawiane stosunki Rosji z UE, którą czekają reformy po ratyfikacji traktatu lizbońskiego.
Kilka godzin po decyzji Sztokholmu zielone światło dla bałtyckiej rury dał także rząd Finlandii. A dwa tygodnie temu na inwestycję jako pierwsza zgodziła się Dania. Do kompletu Nord Stream potrzebuje już tylko zezwoleń Niemiec i Rosji. Ale to raczej formalność, bo oba państwa w 2005 r. tę inwestycję zaplanowały i są nią najbardziej zainteresowane.
- To, że w poparcie Nord Stream osobiście zaangażował się premier Rosji
Władimir Putin, oznacza, że wydanie zgody przez Rosję zajmie pięć minut - powiedział agencji AP Siergiej Pikin z rosyjskiej Fundacji Rozwoju Energii.
Polska, Litwa, Łotwa i Estonia mogły tylko zgłaszać uwagi do planów Nord Stream, ale nie mogły ich zablokować lub zmienić. Bo trasę rury poprowadzono po wodach, na których nie obowiązuje prawo tych państw. A właśnie te nowe państwa członkowskie UE miały najwięcej zastrzeżeń.
Czy mamy podłączyć się do bałtyckiej rury? Takie podłączenie - ale za pośrednictwem niemieckich gazociągów - proponowała Polsce kanclerz Angela Merkel. Sceptycznie ocenia to Janusz Steinhoff, wicepremier w rządzie Jerzego Buzka. - Nikt nie zabroni firmom, aby importowały z Niemiec gaz dostarczany przez Nord Stream. Ale nie ma możliwości takiego importu, bo podpisujemy umowę o zwiększeniu importu od Gazpromu i budujemy gazoport - powiedział "Gazecie" Steinhoff.
A jeśli rosyjski gaz z bałtyckiej rury będzie tańszy niż gaz zamówiony przez PGNiG? - Trudno to sobie wyobrazić, bo Nord Stream to bardzo kosztowna inwestycja. Chyba że ktoś położyłby ekonomię na ołtarzu polityki - mówi Steinhoff.