"Kommiersant" pisze, że według "wysokiego rangą przedstawiciela" administracji kremlowskiej oceną tego, co powiedział polski minister, powinny się zająć
Ministerstwo Zdrowia lub Światowa Organizacja Zdrowia.
Rozwiniętą medyczną wiwisekcję słów Sikorskiego przeprowadził na łamach tej samej gazety Michaił Margiełow, szef komisji spraw zagranicznych wyższej izby parlamentu. Polityk przypomina przypadek Jamesa Forrestala, sekretarza obrony
USA, który równo 60 lat temu na skutek załamania nerwowego popełnił samobójstwo, a wcześniej, pogrążając się w obłędzie, powtarzał, że "Rosjanie nadchodzą, Rosjanie są wszędzie".
"Po to, by dziś powtarzać Forrestalowskie frazy niekoniecznie trzeba stracić zmysły. W każdym razie do momentu swego ostatniego wystąpienia o zagrożeniu rosyjskim Sikorski był w sensie medycznym poza wszelkim podejrzeniem" - pisze polityk, przechodząc od analizy pojedynczego przypadku do uogólnienia. "Przywódcy wszystkich krajów byłego obozu socjalistycznego, które teraz stanowią nowy mur berliński, nie są całkowicie zdrowi, a cierpią na nerwicę pograniczną, co znaczy, że znajdują się na granicy - w sensie i dosłownym, i przenośnym".
Margiełow nie poprzestaje na diagnozie psychiatrycznej i, kończąc swój komentarz, dodaje, że "polski resort spraw zagranicznych" cierpi na "antyrosyjskie wzdęcie".
Psychoanalizą Sikorskiego zajęli się jeszcze w czwartek wieczorem dwaj komentatorzy Radia Echo Moskwy - Maksim Szewczenko i Anton Orech. Ten pierwszy powtarzał, że chętnie spotkałby się z psychiatrą, który opiekuje się takimi polskimi politykami, jak Sikorski. Z kolei Orech zapewnił słuchaczy, że wypowiedź ministra świadczy o tym, że "psychiczni są nie tylko w polityce rosyjskiej".
Znacznie spokojniej reaguje rosyjskie
MSZ. Wczoraj rzecznik resortu oświadczył, że resort "weryfikuje informacje" o wypowiedzi Sikorskiego. Dodał przy tym, że jeśli to, co piszą media się potwierdzi, to "pozostanie nam tylko wyrazić skrajne zdumienie".
Ostrożność rosyjskiego dyplomaty jest uzasadniona. Z udostępnionego "Gazecie" nagrania wypowiedzi szefa polskiego MSZ wynika, że nie użył on np. powtarzanej przez gazety frazy o tym, że Polska chce mieć u siebie "żołnierzy USA jako tarczę przed agresją rosyjską".
Prymitywna polemika z Sikorskim daje za to bardzo złe świadectwo samej Rosji. Dowodzi, że tu nie potrafią i nie chcą nawet rozmawiać z tymi, którzy mają inne zdanie.
Przechodziliśmy już przez coś takiego. Nie tak przecież dawno w ZSRR władza wysyłała do szpitali psychiatrycznych dysydentów, bo za nic nie chciała ich słuchać. Dziś politycy i komentatorzy tacy jak Margiełow wskazują, że miejsce dla szefa polskiego MSZ, a także "wszystkich przywódców krajów byłego bloku" jest w psychiatryku.
Tacy jak Margiełow, robiąc wariatów z dysydentów, już kiedyś sami wyszli na idiotów. Nie umieli słuchać, nie chcieli rozumieć oponentów i doprowadzili swój kraj do katastrofy.