http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nie kontrola, lecz chęć szczera

Wojciech Staszewski
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-12 13:01

Pracownik, który grzebie w internecie, dostanie komunikat: "Stary, weź się do roboty". Rozmowa z pracodawcami


"Wychodząc wcześniej z pracy, mówię, że idę na spotkanie z klientem. Nikt mnie nie sprawdza, bo przecież część mojej pracy to spotkania. A że tymi klientami są moje przyjaciółki, to już inna sprawa" - poczytaj jak ludzie wymigują się od pracy



Dlaczego ludzie obijają się w pracy?

- Ja bym zapytał odwrotnie: co dolega firmie, że się obijają? Dlaczego ludzie siedzą w pracy bez sensu i zabijają czas, grając w kulki?

Więc dlaczego?

- Bo w firmie rządzi budżet. Dział HR ma pieniądze na zatrudnienie określonej liczby osób, a tu firma się zmienia, wchodzą nowe linie technologiczne. Trzeba by zmniejszyć zatrudnienie albo przesunąć ludzi do innych działów, żeby nie siedzieli bezczynnie. Ale nikt z tym nic nie robi. Jak pan rozlicza delegacje?

W komputerze, jest system.

- Ale 90 proc. firm ma wciąż całą strukturę dostosowaną do papierologii. Ktoś wypełnia druki, podbija pieczątki. A kiedy przechodzą na system komputerowy, część obowiązków znika, a ludzie zostają. I co ci ludzie mają zrobić z dodatkowymi minutami, które ofiarował im nowy system?

Wielkie mecyje! Pięć minut!

- Te minuty się sumują latami, bo uczymy się pracować coraz wydajniej. W jednej firmie odzieżowej przez ostatnie dziesięć lat wydajność w części produkcyjnej wzrosła z 1,9 do 2,4 tzw. sztuki umownej na pracownika dziennie. W księgowości też: jest mniej osób, chociaż firma się rozrosła, bo proces księgowania jednej faktury został skrócony

z 40 do 15 sekund.

Zaraz dojdziemy do tego, że ludzie są winni, że za szybko pracują.

- Po kolei. Pracownik sprzedaje firmie swój czas, ale to pracodawca odpowiada za jego zagospodarowanie.

Pracownik sam nie będzie szukał sobie roboty.

- Wręcz przeciwnie. W dobrej organizacji nastawionej na sukces pracownik idzie do szefa i mówi, że potrzebuje więcej pracy.

Jakieś żarty! Chyba że za ekstra premię.

- Niekoniecznie. W porządnych korporacjach stanowiska są kadencyjne, po pięciu latach szefem zostanie ktoś z zespołu. Warto więc się starać.

Jednak ludzie wolą często kasę od kariery, więc może lepiej bat i marchewka - kupa roboty i wysoka premia? Znam analityka bankowego, który po pracy nie wyłączał nawet komputera, żeby rano nie tracić czasu na logowanie.

- Tak można pracować dwa-trzy lata, a potem frustracja, wypalenie, depresja, zawał albo i coś gorszego.

Z punktu widzenia efektywności lepiej, by pracować krócej niż dłużej. Norma musi być możliwa do osiągnięcia w 7,5 godziny, a nie w 16 godzin.

Znajomy został szefem dużego koncernu. Najpierw zakazał siedzenia po 18, potem po 17.30. Teraz pracują do 17, a w piątek do 14.30. Ludzie się zmobilizowali do roboty, efektywność wzrosła, bo ludzie nie przesiadują w pracy, tylko pracują.

Źródło: Duży Format
  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    31 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':