Zapalały się światła w oknach bloków. Adaś widział małych ludzi poruszających się w małych kwadracikach w betonie - na tle żółtym i na tle szaroniebieskim. Szaroniebieskie było tam, gdzie włączono telewizory.
Babcia też włączyła telewizor. W telewizorze pokazywali gadających panów. Potem gadających panów w mundurach. Potem żołnierzy z armatami i czołgami. Potem znowu gadających panów. A potem jednego pana w mundurze, z wielką głową i w wielkich okularach.
Ktoś zapukał do drzwi i babcia wyszła. Adaś został sam w pustym mieszkaniu, ze śpiącą w łóżeczku siostrzyczką i grającym telewizorem.
Przycisnął policzek do zimnej szyby.
Osiedle znikało w ciemności. Przymknął lewe oko. Pomyślał, że jest jedynym człowiekiem na całej ziemi. No, byli ci w podświetlonych oknach - ale przecież nieprawdziwi.
Chuchnął na szybę. Świat zaszedł parą i rozemglił się przyjemnie, bajkowo.
Babcia wróciła. Raz spojrzała na Adasia, przyłożyła mu dłoń do czoła i prędko zapakowała pod pierzynę. Adaś rzeczywiście pociągał już głośno nosem. Babcia winiła wujka Kazka. Przepowiadała, że wujek wszystkich w domu pozaraża.
Adaś zasnął na trochę, obudził się, znowu zasnął i znowu obudził. W pokoju było ciemno. Tylko rysa światła pod drzwiami pozwalała odróżnić meble od potworów.
Poszedł do łazienki. Rodzice, wujek i babcia siedzieli w kuchni i kłócili się przyciszonymi głosami. Adaś wysikał się i słuchał przez chwilę. Aż zrobiło mu się zimno i wzięły go dreszcze.
Wrócił do łóżka.
Zasypiał i budził się. Śniły mu się widoki z telewizora. Czarno-biali generałowie. Wielka wrona ponad żołnierzami. Puste ulice ciemnych miast. Pocił się bardzo. Mama dała mu jeszcze do wypicia gorącą herbatę z sokiem malinowym. Opatuliła go dobrze i ucałowała. Chciał zapytać, co się dzieje, ale zobaczył, że mama też się boi. Tylko nasunął wyżej pierzynę, aż pod oczy. Teraz był prawie bezpieczny.
***
| Panowie pod sztandarami pili herbatę i palili papierosy. | - Moja córka - mówił pan Oporniejszy. I wzdychali. |
- Moi rodzice - mówił ksiądz. I wzdychali.
- Moje oko - mówił pan Beton. I wzdychali.
- Moja młodość - mówił staruszek. I wzdychali.
Panowie pod sztandarami pili herbatę i palili papierosy.
- Tak trzeba! - wołał pan Oporniejszy. - Narodem całym! - I walił pięścią w stół.
- Tak trzeba! - wołał ksiądz. - Duszą i sercem! - I walił się w pierś.
- Tak trzeba! - wołał pan Beton. - Siłą, kupą na czołgi, na armaty! - I walił dłonią w dłoń.
- Tak trzeba! - wołał staruszek. - Z dziadami, pradziadami, z duchami dziadów! - I walił laską w ziemię.