http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wroniec - fragment nowej książki Jacka Dukaja

Jacek Dukaj
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-05 14:47

Fragmenty najnowszej powieści

''Wroniec'', Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie, Kraków
''Wroniec'', Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie, Kraków
Zapalały się światła w oknach bloków. Adaś widział małych ludzi poruszających się w małych kwadracikach w betonie - na tle żółtym i na tle szaroniebieskim. Szaroniebieskie było tam, gdzie włączono telewizory.

Babcia też włączyła telewizor. W telewizorze pokazywali gadających panów. Potem gadających panów w mundurach. Potem żołnierzy z armatami i czołgami. Potem znowu gadających panów. A potem jednego pana w mundurze, z wielką głową i w wielkich okularach.

Ktoś zapukał do drzwi i babcia wyszła. Adaś został sam w pustym mieszkaniu, ze śpiącą w łóżeczku siostrzyczką i grającym telewizorem.

Przycisnął policzek do zimnej szyby.

Osiedle znikało w ciemności. Przymknął lewe oko. Pomyślał, że jest jedynym człowiekiem na całej ziemi. No, byli ci w podświetlonych oknach - ale przecież nieprawdziwi.

Chuchnął na szybę. Świat zaszedł parą i rozemglił się przyjemnie, bajkowo.

Babcia wróciła. Raz spojrzała na Adasia, przyłożyła mu dłoń do czoła i prędko zapakowała pod pierzynę. Adaś rzeczywiście pociągał już głośno nosem. Babcia winiła wujka Kazka. Przepowiadała, że wujek wszystkich w domu pozaraża.

Adaś zasnął na trochę, obudził się, znowu zasnął i znowu obudził. W pokoju było ciemno. Tylko rysa światła pod drzwiami pozwalała odróżnić meble od potworów.

Poszedł do łazienki. Rodzice, wujek i babcia siedzieli w kuchni i kłócili się przyciszonymi głosami. Adaś wysikał się i słuchał przez chwilę. Aż zrobiło mu się zimno i wzięły go dreszcze.

Wrócił do łóżka.

Zasypiał i budził się. Śniły mu się widoki z telewizora. Czarno-biali generałowie. Wielka wrona ponad żołnierzami. Puste ulice ciemnych miast. Pocił się bardzo. Mama dała mu jeszcze do wypicia gorącą herbatę z sokiem malinowym. Opatuliła go dobrze i ucałowała. Chciał zapytać, co się dzieje, ale zobaczył, że mama też się boi. Tylko nasunął wyżej pierzynę, aż pod oczy. Teraz był prawie bezpieczny.

***

Panowie pod sztandarami pili herbatę i palili papierosy. - Moja córka - mówił pan Oporniejszy. I wzdychali.
- Moi rodzice - mówił ksiądz. I wzdychali.

- Moje oko - mówił pan Beton. I wzdychali.

- Moja młodość - mówił staruszek. I wzdychali.

Panowie pod sztandarami pili herbatę i palili papierosy.

- Tak trzeba! - wołał pan Oporniejszy. - Narodem całym! - I walił pięścią w stół.

- Tak trzeba! - wołał ksiądz. - Duszą i sercem! - I walił się w pierś.

- Tak trzeba! - wołał pan Beton. - Siłą, kupą na czołgi, na armaty! - I walił dłonią w dłoń.

- Tak trzeba! - wołał staruszek. - Z dziadami, pradziadami, z duchami dziadów! - I walił laską w ziemię.

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':