Sąd w Mediolanie skazał wczoraj Roberta Seldona Lady'ego, byłego szefa placówki
CIA w tym mieście, na osiem lat więzienia, a innych 22 agentów amerykańskiego wywiadu we Włoszech - na pięć lat za kratkami. Wszyscy są bezpieczni w
USA, choć prokuratura już dawno rozesłała za nimi listy gończe, bo rząd Silvia Berlusconiego nie wystosuje zapewne wniosków ekstradycyjnych do Waszyngtonu. - Jestem całkowicie niewinny. Tylko wykonywałem polecenia swych przełożonych. To moja jedyna odpowiedzialność - mówił Lady w niedawnym wywiadzie dla włoskiej prasy. Amerykańskie władze wyraziły rozczarowanie wyrokiem.
Porwanie mediolańskiego imama Abu Omara w 2003 r. to najlepiej udokumentowany w Europie przypadek łamania prawa w imię walki z terroryzmem po ataku Al-Kaidy na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 r. Egipcjanin miał we Włoszech status uchodźcy ze względu na represje polityczne w swoim kraju. Prowadził główny muzułmański ośrodek w Mediolanie, gdzie jednak podpadł władzom z powodu szerzenia radykalnych haseł islamistycznych.
Służby specjalne nabrały podejrzeń, że werbował ochotników do tajnej organizacji Ansar al-Islam, oskarżanej wówczas o bezpośrednie związki z Al-Kaidą. Dlatego Abu Omar był regularnie przesłuchiwany przez prokuraturę, podsłuchiwany przez policję za zgodą sądu i śledzony przez włoską bezpiekę współpracującą z CIA.
Amerykanie doszli jednak do wniosku, że te "zwyczajne metody" nie wystarczają w "wojnie nowego typu", jaką jest globalna walka z Al-Kaidą. Postanowili wywieźć Abu Omara poza Europę - tam, gdzie sądy nie przeciwstawiają się torturom oraz nazbyt długiemu przetrzymywaniu podejrzanych w aresztach bez wyraźnych dowodów winy.
- Idę pomodlić się do meczetu - powiedział Abu Omar swej żonie 17 lutego 2003 r. i nie dał znaku życia przez kolejnych kilkanaście miesięcy. Kiedy włoska prokuratura pytała włoskie i amerykańskie służby o los Egipcjanina, te przez kilka tygodni odpowiadały, że "przepadł chyba gdzieś na Bałkanach".
Służby długo kryły prawdę o wspólnej akcji agentów CIA i włoskiego wywiadu wojskowego SISMI, którzy wepchnęli Abu Omara do furgonetki przy mediolańskiej Via Guerzoni i szybko przewieźli do eksterytorialnej amerykańskiej bazy wojskowej w Aviano. Agenci rozmawiali ze sobą poprzez zarejestrowane na siebie oficjalne telefony - ich billingi były jednym z dowodów. Potem wsadzili go do samolotu, który oficjalnie miał przewozić wojskowych notabli USA, i przetransportowali do amerykańskiej bazy w Ramstein w Niemczech. Stamtąd trafił do Egiptu.
- W Kairze przez kilkanaście dni słyszałem te same pytania. "Byłeś w Bośni? Byłeś w Afganistanie? Podasz namiary na swą terrorystyczną siatkę?" - opowiadał potem Abu Omar za pośrednictwem swego adwokata. Egipscy śledczy mieli mu przykładać elektrody do jąder, zezwalać na gwałty przez współwięźniów oraz bić tak skutecznie, że stracił słuch w jednym uchu oraz - częściowo - władzę w nogach. Jego prawnicy zapowiadają proces o 10 mln euro odszkodowania ze strony państwa włoskiego. Wczoraj sąd w Mediolanie przyznał mu jeden milion do czasu końcowego orzeczenia o rekompensacie.
Egipski sąd wypuścił Abu Omara do aresztu domowego w 2004 r., lecz kiedy ten natychmiast zadzwonił do żony we Włoszech, aby poinformować ją, że żyje, z powrotem trafił za kratki. Sąd ponownie uwolnił go w 2007 r., uznając areszt za "nieuzasadniony".
Abu Omar nadal nie ma jednak pełnej swobody. Nie może wrócić do Włoch, a za zbyt częste kontakty z zachodnimi obrońcami praw człowieka, którzy usiłują potwierdzić fakt jego torturowania, egipscy śledczy narzucają mu co jakiś czas areszt domowy.
Włoskie media zaczęły opisywać aferę "Imam Rapito" ("Porwany imam") w 2005 r., ale włoskie władze długo zaprzeczały udziałowi SISMI w uprowadzeniu Egipcjanina. Zarówno były centrolewicowy premier Romano Prodi, jak i prawicowy rząd Silvia Berlusconiego usiłowali torpedować proces w sprawie porwania, nakładając na akta klauzulę najwyższej tajności.
Postępowanie odblokował dopiero trybunał konstytucyjny, ale dwaj szefowie SISMI, którzy najpewniej koordynowali wspólną operację z CIA, i tak uniknęli wczoraj skazania. Sędzia orzekł, że nie może ich osądzić, bo władze Włoch nie udostępniły mu wszystkich dokumentów związanych z porwaniem. Prokuratura zapowiada apelację. Do więzienia na trzy lata trafią natomiast dwaj pomniejsi agenci SISMI, którzy pomagali w porwaniu.
- Wyrok nie w pełni nas zadowala. Sąd jednak uznał, że włoskie władze są współwinne współpracy w nielegalnych działaniach CIA. Przyznaję, że sąd wykazał się odwagą - mówi Joanne Marine z Human Rights Watch.