http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cimoszewicz: Walczyć o prezydenturę? Tylko gdyby groziła reelekcja Kaczyńskiego

Agnieszka Kublik, Monika Olejnik
2009-11-04, ostatnia aktualizacja 2009-11-07 13:00

Fragment wywiadu Dwie na Jednego, który ukaże się w sobotę w Gazecie Świątecznej

Część wyborców lewicy chciałaby na stanowisku głowy państwa zobaczyć Włodzimierza Cimoszewicza
Fot. Igor Morye / AG
Część wyborców lewicy chciałaby na stanowisku głowy państwa zobaczyć...
SERWISY
Agnieszka Kublik, Monika Olejnik: Pan nie chciałby być prezydentem?

Włodzimierz Cimoszewicz: Mówię z całą otwartością, potwierdzając złośliwostki, że jestem człowiekiem niezdecydowanym: nie odczuwam w sobie bardzo silnej potrzeby, ambicji bycia prezydentem.

Mógłbym to zrobić, gdyby to był najlepszy scenariusz z punktu widzenia funkcjonowania państwa. Gdyby nie było szansy, że umiarkowany, przyzwoity człowiek zostanie prezydentem, a na 99 proc. znów byłby nim Lech Kaczyński, to bym się zastanowił.

Ale mówię to trzy czwarte żartem, jedna czwarta serio.

Powiedział pan: "W społeczeństwie, które jako całość odnosi sukces, SLD staje się rzecznikiem klęski. To zdumiewające".

- Błąd dzisiejszej lewicy polega na tym, że nie rozumie skali zmian, jakie zaszły w tym społeczeństwie. Dzisiejsza retoryka lewicy, przypominająca tę sprzed 15, 17 czy nawet 18 laty, jest nieporozumieniem. Żyjemy w innej Polsce. Warunki materialnej ogromnej większości ludzi się poprawiły. Żyjemy w społeczeństwie, w którym zamiast 3 czy 4 proc. ludzi z wyższym wykształceniem mamy już ok. 15 proc.

Społeczeństwo jest znacznie bardziej indywidualistyczne, znacznie bardziej skłonne do podejmowania ryzyka, znacznie mniej etatystyczne, nie oczekuje od państwa w kategoriach dawania, w wymiarze materialnym. To społeczeństwo jest zdecydowanie bardziej otwarte, odważne. I nie można z nim rozmawiać tak, jak się rozmawiało dawno temu. Bo to oznacza, że się nie rozumie własnego społeczeństwa i - co mnie najbardziej może nawet zaskakuje - własnego pokolenia. Jestem głęboko przekonany, że ja reprezentując zupełnie inne pokolenie lepiej rozumiem pokolenie dzisiejszych 30-latków, niż 30 kilkuletni przywódcy dzisiejszego SLD. I to jest właśnie infantylizm i to jest błąd.

Dziś SLD zachowuje się jak PiS.

- To kolejny dramatyczny błąd. Przecież wiadomo dokąd poszli wyborcy lewicy z 2001 r. Część, tych bardziej roszczeniowo nastawionych, rozczarowanych, rozgoryczonych, słabiej wykształconych, starszych poparła PiS. Duża część stała się zwolennikami PO.

Jeżeli lewica, czy centrolewica chciałaby doprowadzić do jakiegoś zrównoważenia sytuacji na scenie politycznej w Polsce, to musiałaby liczyć na częściowy powrót dawnych zwolenników, którzy często w badaniach opinii publicznej wyraźnie mówią, że popierają Platformę bo są przeciwko powrotowi PiS do władzy, a nie dlatego, że to jest partia ich pierwszego wyboru. Dziś SLD nic nie robi, by o ten elektorat walczyć.

Kto dzisiaj nadaje ton na lewicy?

- Nie ma nikogo takiego. Jeżeli lewica ma 8-12 proc. poparcia, to tak naprawdę gdzie jest ta lewica? To jest - niestety - już resztówka po lewicy. Mówię to z przykrością.

Cały wywiad w sobotę w "Gazecie Świątecznej", a w niedzielę na www.wyborcza.pl

  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    54 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':