Traktat wprowadza dwa nowe urzędy - stałego przewodniczącego Rady Europejskiej (rady szefów państw członkowskich) zwanego prezydentem Unii oraz szefa unijnej dyplomacji. Wygląda na to, że szef dyplomacji będzie z lewicy. - Przygotowujemy własną listę kandydatów na szefa dyplomacji. Włoch Massimo D'Alema jest świetnym kandydatem - przekonuje Poul Rasmussen, szef Europejskiej Partii Socjalistycznej.
Polski minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz nie chciał komentować szans Włocha, ale przyznał, że frakcja chadecka w europarlamencie, do której należy PO, zgadza się, by dyplomację wziął lewicowiec. - To normalne, że skoro szef Komisji Europejskiej jest chadekiem, to jego zastępcą - bo szef dyplomacji UE będzie także zasiadał w Komisji - powinien być socjalista - mówi Dowgielewicz.
- Ja wywodzę się z chadeków. Nie wskazuję nazwisk, ale nie byłoby źle, gdyby na czele Komisji Europejskiej była zachowana różnorodność największych sił politycznych - przyznał niedawno José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej.
Frakcja socjalistów, która tworzą m.in. brytyjscy laburzyści, niemieckie SPD i polski
SLD, jest po chadekach drugą co do wielkości grupą polityczną w Parlamencie Europejskim.
Na rzecz lewicowego ministra dyplomacji przemawiają też nasilające się spekulacje, że prezydentem UE może zostać chadek - belgijski premier Herman Van Rompuy. W brukselskich kuluarach wśród lewicowych kandydatów wymienia się m.in. szefa brytyjskiego
MSZ Davida Milibanda (ale myśli on raczej o przejęciu władzy w Partii Pracy po jej przewidywanej porażce wyborczej w 2010 r.), byłą francuską minister ds. europejskich Elisabeth Guigou oraz wspomnianego D'Alemę.
Zdaniem części dyplomatów Włoch wysuwa się na czoło wyścigu, a rząd Silvia Berlusconiego sygnalizuje pełne poparcie dla D'Alemy, choć jest on działaczem centrolewicowej opozycji. Domagając się ważnego stanowiska w Unii, Włosi argumentują, że ich kandydat na szefa europarlamentu Mario Mauro ustąpił miejsca Jerzemu Buzkowi.
Przywódcy krajów nominują prezydenta i szefa dyplomacji na szczycie kadrowym najprawdopodobniej 12 listopada. Jak powiedział wczoraj Dowgielewicz, przewodzący UE szwedzki premier Fredrik Reinfeldt zacznie niebawem telefoniczne konsultacje w tej sprawie. Szef polskiego rządu
Donald Tusk podobnie jak inni przywódcy UE może spodziewać się dwóch telefonów ze Szwecji. Najpierw Reinfeldt zapyta, kogo zgłasza Polska, a potem przedstawi Tuskowi tzw. krótką listę kandydatów. To z niej zostaną wyłonieni zwycięzcy.