Kandydaci opozycyjnych Republikanów wygrali wybory na gubernatorów New Jersey i Wirginii. To spore stany, w obu rządzili dotąd demokraci i oba głosowały rok temu na Obamę. Teraz jednak oba poparły Republikanów, Wirginia - zdecydowanie, bo aż 59 do 41 proc. Republikanie wygrali także wiele innych lokalnych wyborów - w Wirginii, Pensylwanii czy Michigan. W stanie Maine prawica zwyciężyła prawdopodobnie, choć nieznacznie, referendum o tym, czy zalegalizować małżeństwa homoseksualne.
Szefowie Partii Republikańskiej już późnym wieczorem we wtorek ogłosili, że to początek odrodzenia prawicy. Demokraci jednak twierdzą, że nie mają wielkich powodów do paniki. - Wczorajsze wybory o niczym nie świadczą, prezydent Obama nie obserwował nawet na żywo ich wyników- uspokajał wieczorem jego rzecznik. Rzeczywiście, w obu wyścigach na gubernatorów Demokraci mieli dość słabych kandydatów. A z sondaży wynika, że choć w obu stanach Obama dość energicznie popierał kandydatów demokratycznych, to dla większości wyborców prezydent nie był powodem, dla którego wybrali Republikanów. Obama osobiście pozostaje nadal dość popularny - poparcie dla niego w sondażach utrzymuje się powyżej 50 procent.
Jednak dla całej Partii Demokratycznej wtorkowe wybory są sygnałem ostrzegawczym. Wyborcy deklarowali, że nie podoba im się stan gospodarki
USA i w coraz większym stopniu winą obarczają za to rządzących i Białym Domem, i Kongresem Demokratów. Okazuje się także, że popularne są hasła protestów z miesięcy letnich przeciwko rosnącym wydatkom państwa i jego kontroli nad gospodarką. To może mieć znaczenie w nadchodzących tygodniach - gdy demokraci i senatorowie z gorących stanów będą się zastanawiać, czy poprzeć plan reformy systemu zdrowia Obamy.
Jednak dla Demokratów przyszły też dobre wieści - z północy stanu Nowy Jork. Tam w nadzwyczajnych wyborach na kongresmena politycy Republikanów: konserwatysta i kandydatka bardziej umiarkowana walczyli przeciw sobie (ona wycofała się tuż przed wyborami, ale i tak głosowało na nią sporo osób) i w efekcie wygrał demokrata.
Za rok w USA dużo ważniejsze wybory, które będą rzeczywiście oceną polityki Obamy - Amerykanie wybiorą wówczas całą Izbę Reprezentantów i jedną trzecią Senatu. Jeśli, co jest prawdopodobne, scenariusze walk wewnętrznych między umiarkowanym i konserwatywnym skrzydłem repulikanów będą się za rok powtarzać, mogą oni zapomnieć o wielkim comebacku do władzy. Po wczorajszych wyborach jest jednak pewne, że wieści o śmierci Partii Republikańskiej, zapowiadanej przez niektórych komentatorów rok temu, okazały się dalece przedwczesne. Wahadło amerykańskiej polityki, skierowane rok temu zdecydowanie na lewo, przesunęło się teraz na prawo, choć tylko trochę.