Judyta Watoła: Ministerstwo Zdrowia zaskoczyło w poniedziałek specjalistów. Zdecydowało, że na razie nie kupi szczepionki na świńską grypę, bo nie wiadomo, jakie będą jej skutki uboczne, szczególnie dla osób, które należą do grup ryzyka, np. kobiet w ciąży. Słusznie? Marek Balicki: Skoro minister zdrowia uważa, że szczepionki mogą być niebezpieczne, to po co w ogóle negocjowano ich zakup? To niezrozumiałe.
Najpierw otrzymujemy informację, że rząd chce kupić 4 mln dawek szczepionki. W piątek wiceminister Adam Fronczak mówi w telewizji, że toczą się negocjacje, a nawet - że skończą się za kilka dni. A w poniedziałek, niespodziewanie, że rząd nie będzie kupować tych szczepionek, bo nie są dobrze przebadane. Każdy obywatel ma prawo spytać, co takiego się stało, że nagle rząd zmienił front?
Może chodzi o to, że panika wokół świńskiej grypy jest przesadzona, a szczepionki robiono w pośpiechu i nie są tak dobrze przebadane jak inne preparaty? - Te szczepionki zarejestrowała EMEA [Europejska Agencja ds. Leków, odpowiednik polskiego Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych], a to oznacza, że zostały przebadane w stopniu wystarczającym i mogą być stosowane we wszystkich krajach należących do UE. Wiele z tych krajów, jak
Niemcy czy
Wielka Brytania, kupuje już preparaty i organizuje szczepienia.
Na stronie NHS, czyli brytyjskiego odpowiednika naszego
NFZ, można także po polsku przeczytać informacje o świńskiej grypie. U nas nie ma takich informacji ani na stronie NFZ, ani Ministerstwa Zdrowia.
Może rząd nie chce podsycać niepokoju, skoro grypa sezonowa jest bardziej zjadliwa? - Chodzi raczej o to, że informacje z Ministerstwa Zdrowia są mętne. Jeśli polski rząd uznaje, że nie potrzebujemy na razie szczepionki na świńską grypę, niech wytłumaczy jasno, czym się kieruje, skoro w krajach, które mają lepiej zorganizowany system ochrony zdrowia od nas, rządy postępują zupełnie inaczej.
Jeśli natomiast rząd uważa sezonową grypę za większe zagrożenie od świńskiej, niech zakupi zwykłe szczepionki przeciwgrypowe z przeznaczeniem dla osób z grup ryzyka, na przykład dla chorych przewlekle czy pracowników ochrony zdrowia.
A jeśli brakuje mu na to pieniędzy? - To nie są wielkie koszty [koszt jednej szczepionki jest szacowany na około 5 euro], zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak wysokie mogą być koszty masowych zakażeń w razie pandemii.
Jeśli ministerstwo kupi 4 mln szczepionek na sezonową grypę, wyda co najmniej 50-60 mln zł. To wcale nie jest mało. - A jeśli co czwarty lekarz i co czwarta pielęgniarka zachoruje na grypę i przez pięć dni nie będzie w pracy, kto będzie dyżurował w szpitalach, nie mówiąc o zajmowaniu się chorymi na grypę?
Istotą sprawy nie jest to, że świńska grypa okazała się, jak dotąd, mniej zjadliwa od grypy sezonowej, ale to, że i tak spowoduje nieobecność w pracy i wielkie zamieszanie w szpitalach i przychodniach.
*Marek Balicki - poseł niezrzeszony, dyrektor Szpitala Wolskiego w Warszawie, były minister zdrowia
Więcej grypy w Polsce Ponad 10,6 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę odnotowano w Polsce w ostatnim tygodniu października. W tym samym okresie ub. roku było ich ponad 4,3 tys. - wynika z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego Państwowego Zakładu Higieny.
Jak powiedział we wtorek PAP Tomasz Misztal z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, wzrost zachorowań spowodowany jest głównie tym, że sezon grypowy rozpoczął się wcześniej. Ma na to wpływ pogoda.
Najwięcej zachorowań w ostatnim tygodniu października wystąpiło w województwach mazowieckim i łódzkim, najmniej - w świętokrzyskim i lubelskim.
Według danych GIS na terenie Polski do tej pory potwierdzono 185 przypadków zakażenia wirusem A/H1N1. Zdecydowana większość miała łagodny przebieg.