Rozkręca się wojna domowa w Stronnictwie Demokratycznym. Po jednej stronie jest Paweł Piskorski (szef partii od lutego tego roku) i ściągnięci przez niego ludzie, m.in. posłowie
Bogdan Lis i Marian Filar. Chcą sprzedać partyjne
nieruchomości i za uzyskane pieniądze mocno wejść w politykę. Popierają kandydaturę Andrzeja Olechowskiego na prezydenta. Po drugiej stronie walczą "starzy" działacze SD, którzy zarzucają Piskorskiemu metody wodzowskie.
Wojna zmierza ku końcowi, a żadna ze stron nie chce brać jeńców. Jutro sąd partyjny może zdecydować o wyrzuceniu z SD Piskorskiego. Ten, spodziewając się takiej decyzji, kontruje. Na dziś zwołał kongres nadzwyczajny. W tajemnicy. Zapowiedzi zjazdu próżno było wczoraj szukać na opanowanej przez ludzi Piskorskiego stronie internetowej partii.
- Plan Piskorskiego jest prosty. Chce, by dzisiejszy kongres powołał nowe władze. Nową radę naczelną, a przede wszystkim sprzyjający Piskorskiemu sąd - mówi "Gazecie" Michał Marczak, zawieszony wiceszef rady naczelnej Stronnictwa.
Tyle że - jak mówi Marczak - kongres liczy 106 delegatów, a Piskorski ma poparcie ok. 20. - Łatwy rachunek, Piskorski musiałby zawiesić ponad 60 osób - tłumaczy Marczak.
I od kilku dni zarząd pod wodzą Piskorskiego zawiesza. Do wczoraj (stan na 17.54) zawieszonych było już dokładnie 40 członków rady naczelnej.
Piskorski - jak twierdzi Marczak - nie ograniczył się tylko do rady, zawieszał też hurtowo delegatów z rad regionalnych. - Wiem, że zawieszeni zostali wszyscy delegaci z rad rzeszowskiej, szczecińskiej i lubelskiej, a także pojedynczy delegaci z innych regionów. Prewencyjnie, "z uwagi prawdopodobieństwa działania na szkodę Stronnictwa" - opowiada Marczak.
W ten sposób 21 delegatów - zwolenników Piskorskiego - to już większość na dzisiejszym kongresie, która pozwoli Piskorskiemu przetrwać - dodaje Marczak.
Piskorski był dla nas wczoraj nieosiągalny.