http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Klaus skapitulował

Lubosz Palata, Praga
2009-11-04, ostatnia aktualizacja 2009-11-03 20:52

Vaclav Klaus wreszcie podpisał ratyfikację traktatu lizbońskiego. - Rozpoczynamy rozmowy o obsadzie urzędów szefa unijnej dyplomacji oraz przewodniczącego Rady Europejskiej - ogłosił w poniedziałek szwedzki premier Frederik Reinfeldt.

- Szanuję orzeczenie trybunału konstytucyjnego, choć jestem odmiennego zdania. O godzinie 15 podpisałem ustawę ratyfikującą traktat. Republika Czeska wraz z przyjęciem traktatu lizbońskiego traci suwerenność jako państwo - oświadczył prezydent Klaus.

Kilka godzin wcześniej trybunał konstytucyjny już po raz drugi orzekł, że traktat lizboński jest zgodny z konstytucją Czech. Za takim werdyktem opowiedziało się 15 sędziów, czyli cały skład trybunału, co jest w Czechach dość nadzwyczajne.

Decyzja trybunału to wielka prestiżowa porażka prezydenta Vaclava Klausa i 17 związanych z nim senatorów. Zwłaszcza że trybunał odmówił wczoraj odpowiedzi na 15 pytań Klausa przesłanych mu przed tygodniem. - Co to za kwestionariusz? - pytał sarkastycznie przewodniczący trybunału Pavel Rychetsky. Większość pytań sprowadzała się bowiem do tego samego zarzutu, że Lizbona obiera Czechom niepodległość. - Nie można przenosić odpowiedzialności za decyzje politycznie na trybunał konstytucyjny - oświadczył przewodniczący Rychetsky.

Trybunał przestrzegł, że dalsze próby skarżenia traktatu będą bezprzedmiotowe. Jednak niestrudzeni przeciwnicy Lizbony zapowiedzieli - skazane na porażkę - skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Wypominają przewodniczącemu czeskiego trybunału, że kilka tygodni temu przyjął u siebie ambasadora Niemiec, co miałoby sugerować bezprawne naciski Berlina na Pragę.

Afera wokół spotkania z nowym ambasadorem Niemiec, który złożył też wizytę premierowi, szefowi MSZ i kilku innym dygnitarzom, to nie pierwsza niemiecka karta wyciągnięta w Czechach przez adwersarzy Lizbony. Przywódcy UE musieli przed kilkoma dniami dołączać do Lizbony deklarację, która ogranicza w Czechach działanie Karty Praw Podstawowych (załączonej do Lizbony), bo zażądał tego Klaus. Jego zdaniem Karta groziła roszczeniami majątkowymi Niemców wywłaszczonych i wysiedlonych z Czechosłowacji po II wojnie światowej.

Podpis Klausa oznacza, że traktat lizboński wejdzie w życie 1 grudnia. - Wreszcie pokonaliśmy ostatnią przeszkodę. Możemy obsadzać nowe stanowiska - ogłosił wczoraj Frederik Reinfeldt, premier Szwecji, która przewodniczy obecnie UE. Niewykluczone, że szczyt kadrowy odbędzie się już 12 listopada.

Głównym celem traktatu lizbońskiego jest usprawnienie działań instytucji unijnych, które po rozszerzeniu UE muszą ogarniać interesy aż 27 krajów członkowskich, oraz demokratyzacja Unii poprzez wzmocnienie Parlamentu Europejskiego. Europarlament jest bowiem jedyną instytucją UE, która pochodzi z bezpośrednich wyborów.

Traktat wprowadza nowy urząd stałego przewodniczącego Rady Europejskiej (czyli rady szefów krajów członkowskich), czyli tzw. prezydenta UE. Ma on koordynować działania oraz zapewniać ciągłości prac Rady Europejskiej, która - pod zapisami odchodzącego do historii traktatu nicejskiego - miała w tym roku aż czterech przewodniczących: dwóch premierów Czech, prezydenta Klausa (reprezentował UE m.in. podczas szczytu UE - Rosja) oraz premiera Szwecji.

- Skoro na tak szybką rotację na szczytach władzy nie pozwala sobie żadna porządna firma ani klub piłkarski, to tym bardziej trzeba ją jak najszybciej znieść w UE - mówił niedawno José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej. Lizbona nie likwiduje jednak zasady rotacyjnego półrocznego przewodnictwa krajów UE (Polska w 2011 r.), lecz silnie ogranicza ich kompetencje na rzecz prezydenta UE.

Drugi nowy urząd to szef unijnej dyplomacji, czyli człowiek pod "numerem telefonu do Europy", na którego brak narzekał kiedyś Henry Kissinger. Nominowany przez przywódców UE szef dyplomacji będzie jednocześnie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej, co uczyni go łącznikiem między Radą Europejską (przywódcy krajów UE) oraz Komisją Europejską (reprezentuje interesy Unii, a nie poszczególnych krajów). Niewykluczone, że szef dyplomacji wkrótce przerośnie znaczeniem prezydenta UE.

Dla Gazety

Daniel Cohn-Bendit

przywódca Zielonych w Parlamencie Europejskim

Zawsze twierdziłem, że Vaclav Klaus w końcu podpisze traktat i że tamtejszy trybunał konstytucyjny uzna go za zgodny z konstytucją. Gdy wyrok trybunału zapadł, Klaus nie miał wyboru. Zrobił to jak najszybciej, by wszyscy jak najszybciej zapomnieli o sprawie i jego roli. Teraz nie ma już żadnych wątpliwości, że traktat wejdzie w życie, prawdopodobnie 1 grudnia. Nie sądzę, by Czechy miały z powodu tej sprawy pozostać czarną owcą w UE. Wielu ma na sumieniu grzechy, także bracia Kaczyńscy. W Europie tak to wygląda: robi się dwa kroki naprzód, potem krok wstecz i tak w kółko, aż w końcu udaje się osiągnąć jakiś cel. Wtedy licznik znów zaczyna bić od zera i nie zachowuje się urazy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':