Trzema projektami - PO,
PiS i
SLD - cały dzień zajmowali się posłowie dwóch komisji sejmowych: finansów publicznych i ustawodawczych. Od początku co chwila wybuchjały sprzeczki i polemiki.
Najpierw posłowie pokłócili się o to, kto ma im przewodniczyć. Czy szef komisji ustawodawczej Wojciech Szarama z PiS czy Paweł Arndt z PO, szef komisji finansów publicznych.
Ludwik Dorn z Polski Plus próbował rozstrzygnąć wątpliwości: - Zgodnie z prawem, projekty w sprawie powołania sejmowych komisji śledczych ich powołania trafiają zawsze do komisji ustawodawczej, komisja finansów w tej sytuacji pełni rolę uzupełniającą - przekonywał. Ale nieskutecznie. - Nie narażajmy na śmieszność tak ważnych komisji, skierujmy sprawę do prezydium Sejmu, by to rozstrzygnęło - proponował Marek Wikiński, poseł Lewicy.
- A może przewodniczący Arndt po wysłuchaniu tych argumentów sam zrzeknie się przewodniczenia? - pytał retorycznie Tomasz Dudziński, poseł PiS.
PO nie pomógł nawet koalicjant. - Wiodącą komisją jest ustawodawcza - mówił Eugeniusz Kłopotek, poseł
PSL. - Rozumiem, że polityka bierze tutaj górę, ale być może
matematyka to rozstrzygnie.
Propozycji rozwiązania konfliktu było więcej: - Może niech przewodniczący prowadzą obrady rotacyjnie, co godzinę inny - kpiła Elżbieta Rafalska z PiS.
Ostatecznie posłowie rozstrzygnęli głosując. Najpierw za wnioskiem, by prezydium Sejmu rozstrzygnęło kto ma przewodniczyć posiedzeniu połączonych komisji. Wniosek upadł. Za głosowało 35 posłów, przeciw 39.
W tej sytuacji posłowie mieli głosować czy przewodniczącym będzie Arndt czy Szarama. Ale znów pojawił się kolejny wniosek: By przewodniczącego nie wybierać w głosowaniu jawnym. Ale i to nie przeszło.
Posłowie głosowali jawnie. Przewodniczącym został Paweł Arndt z PO. Za głosowało 40 posłów, przeciw - 33, jeden wstrzymał się od głosu. Minęło 45 minut odkąd komisje zaczęły obrady. Teraz posłowie zajmą się projektami PiS, PO, SLD w sprawie powołania komisji śledczej.
Posłanka Kempa: nie zawsze najładniejsza jest najmądrzejsza I znów spór. Tym razem o to jak najtrafniej znaleźć kompromisową wersję projektu. - Nie wyobrażam sobie, żeby teraz ponad 70 osób na sali zajmowało się trzema projektami - mówił Stanisław Rydzoń, poseł Lewicy. - Powołajmy podkomisję, siedmio, dziesięcioosobową, która opracuje koncyliacyjny projekt i go nam przedstawi.
Przewodniczący obradom poseł PO Paweł Arndt obalał tę propozycję: - Komisja ma powstać szybko, jeśli powołamy podkomisję, możemy nie zdążyć na to posiedzenie Sejmu.
- Jestem pod wrażeniem tego co się dzieje, ale lepiej zastanówmy się jak to pohamować - mówił Marian Filar (koło Stronnictwa Demokratycznego) i opowiedział anegdotę: - Jeśli kawaler chce się ożenić i ma do wybory trzy narzeczone, to najpierw wybiera tę najładniejszą, a potem się zastanawia jakie elementy wziąć z pozostałych. Pomysł, żeby z trzech narzeczonych zrobić czwartą jest skazany na niepowodzenie.
Na to zareagowała Beata Kempa z PiS: - Nie zawsze najładniejsza jest najmądrzejsza.
Filar odpowiedział: - Przepraszam, nie panią miałem na myśli.
Po 25 minutach słownych przepychanek posłowie PO, wykorzystując swoją większość, przegłosowali sposób wyboru projektu tak jak chciał przewodniczący Arndt z PO. Zaczęła się prezentacja trzech propozycji. Każdy z posłów sprawozdawców dostał pięć minut, by przekonać pozostałych do swojej wersji.
Przechodzi projekt PO I znów awantura. Tym razem o to, czy posłowie usłyszą opinie biura analiz sejmowych przed głosowaniem w sprawie wiodącego projektu dotyczącego powołania komisji śledczej. Posłowie opozycji twierdzili, że są one "miażdżące" dla PO. Posłowie Platformy, byli przeciw. Tłumaczyli, że nie ma sensu słuchać opinii do wniosków, które przepadną.
O 14.55 przewodniczący stwierdził: - Musimy rozpocząć pracę.
Na sali śmiech. Ostatecznie ponad siedemdziesięciu posłów zagłosowało by wiodącym projektem był projekt PO.