Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Te skomplikowane inwestycje zwane przez bankowców pieszczotliwie "strukturami" niespodziewanie stały się trzecim - po tradycyjnych lokatach i kontach oszczędnościowych - najczęściej wybieranym przez Polaków sposobem lokowania oszczędności. Bankowcy coraz częściej oferują je klientom zamiast lokat, obiecując nawet kilkanaście procent zysku bez ryzyka straty.
"Świat zysków", "Polskie giganty", "Mocna piątka" - kuszą chwytliwe nazwy "struktur". Tak samo jak miraże zysków. Np. na "Mocnej piątce" można zarobić do 24 proc. w trzy lata. Ze zwykłej lokaty można wycisnąć ok. 5-6 proc. rocznie.
- Z centrali dostajemy przynajmniej dwie-trzy nowe "struktury" miesięcznie. Obdzwaniamy wszystkich ważnych klientów i liczymy, że uda się im to sprzedać. Ciśnienie centrali jest duże - mówi nam anonimowo pracownik jednego z dużych banków detalicznych.
W tym roku połowa inwestycji w produkty strukturyzowane nie przyniosła ich klientom ani grosza zysku! Tylko jedna na sześć "struktur" osiągnęła wynik lepszy niż 10 proc.
Wielkie powodzenie "struktur" nie dziwi, bo na pozór łączą one ogień i wodę. Klient z jednej strony otrzymuje gwarancję zwrotu zainwestowanych pieniędzy (ma pewność, że nie straci ani grosza). Z drugiej dostaje szansę na kilkanaście procent rocznego zysku z inwestycji. Dają ją tzw. opcje, czyli bardzo ryzykowne instrumenty finansowe. W opcje jest inwestowana niewielka część pieniędzy klienta. Jeśli opcja da zarobić - cała "struktura" jest sukcesem. Jeśli nie - klient dostaje tylko to, co wpłacił.
Ale jak wynika z wyliczeń "Gazety" i sieci doradców finansowych Open Finance, połowa z ponad 50 zakończonych w tym roku inwestycji w produkty strukturyzowane nie przyniosła ich klientom ani grosza zysku. Średni zysk ze wszystkich zakończonych od stycznia do października produktów strukturyzowanych wyniósł 0,55 proc. w skali roku. Czyli niemal dziesięć razy mniej niż zarobek na zwykłej lokacie bankowej.