http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prawdziwy koniec Chlebowskiego: mogłem ale nie chciałem

Dominika Wielowieyska
2009-11-02, ostatnia aktualizacja 2009-11-02 17:34

Przeraża to jak czołowy polityk PO, postrzega instytucje państwa. W ostatnich wywiadach dowodzi, że miał wielką władzę i mógł załatwiać wszystko o czym zamarzył. Ale nie chciał, bo jest uczciwy. To taką władzę ma szef klubu Platformy? To jest dopiero kompromitująca wiadomość dla ekipy Tuska. Chyba, że to kolejne czcze o przechwałki posła Chlebowskiego, co też nie wystawiaia mu najlepszego świadectwa.


Fot. Wojciech Olkuśnik
Po ujawnieniu stenogramów z podsłuchanych przez CBA rozmów z biznesmenami od hazardu, Zbigniew Chlebowski, szef klubu PO, stracił tę funkcję i zawiesił członkostwo w partii do zakończenia prac komisji śledczej.

Ale w ostatnich dniach przerwał milczenie i zaczął się bronić na łamach "Polska the Times" i "Newsweeka". Nie jest jednak zbyt przekonujący. Jego linia obrony sprowadza się głównie do tego, że to resort finansów i inni politycy PO mają więcej za uszami w sprawie nowelizacji ustawy hazardowej. To - delikatnie rzecz ujmując - bardzo wątły argument z serii: "A w Ameryce biją Murzynów...".

Chlebowski wypomina różne grzechy swoim kolegom, głównie Januszowi Palikotowi i Jarosławowi Gowinowi, którzy otwarcie namawiali do wyrzucenia go z partii. Pytanie tylko co ma piernik do wiatraka? Problemem polityka PO jest patologiczny lobbing hazardowy, a nie potknięcia klubowych kolegów.

"Mam największy żal do ministra finansów. W ministerstwie finansów toczą się gry od kilkunastu lat. To w ministerstwie ścierają się różne interesy. Skoro w ministerstwie rodzi się pomysł dopłat, wideoloterii czy oddania hazardu samorządowcom, to czy jest to wina Drzewieckiego i Chlebowskiego?" - mówi Chlebowski w "Newsweeku". A w "Polska the Times" wyjaśnia: "Ktoś zagrał moją głową. Zawsze uważałem, że dopłaty są złym pomysłem, który przyniósłby budżetowi straty. Sugerowałem ministrowi finansów, żeby - zamiast stosować dopłaty - podnieść podatki. Dopłaty są jedynie zasłoną dymną. Rzecz idzie o wideoloterie. One są największym zagrożeniem".

Trzeba oddać sprawiedliwość Chlebowskiemu, że jeszcze przed wybuchem całej awantury domagał się podwyżki podatków zamiast wprowadzenia dopłat. Tak wynika z relacji wiceministra finansów Jacka Kapicy. Ostatecznie rząd taką właśnie przyjął opcję: zrezygnował z dopłat i zdecydował się podnieść podatki branży hazardowej.

Ale nigdzie nie widać śladu protestów Chlebowskiego w sprawie wideoloterii, które ktoś (nie wiadomo dokładnie kto) forsował w ministerstwie finansów. Chlebowski oskarża, że wideoloterie były w interesie amerykańskiej firmy, współpracującej z Totalizatorem Sportowym, a dzięki nowej ustawie firma ta mogła liczyć na kolejny lukratywny kontrakt. Czy poruszył niebo i ziemię, by zaalarmować opinię publiczną w tej sprawie? Albo przynajmniej zameldował premierowi, że coś złego dzieje się w resorcie finansów? Nic o tym nie wiemy.

Były szef klubu PO tłumaczy się też, że obiecywał biznesmenom z branży hazardowej załatwienie sprawy dopłat, bo chciał, żeby się od niego odczepili. I przecież opowiadał się za obciążeniem ich wyższymi podatkami, a więc działał w interesie państwa. Przyjmując tę najbardziej pozytywną dla Chlebowskiego interpretację zdarzeń, i tak uważam, że nagrane rozmowy kompromitują tego polityka.

Chlebowski rozmawia z lobbystą tak jak podwładny z przełożonym - tłumaczy się, kluczy. To niedopuszczalne. Poseł jest w tym przypadku niczym sędzia. Głosując za daną ustawą musi rozstrzygnąć spór pomiędzy różnymi lobbies. Jak ocenialibyśmy sędziego, który daje się tak traktować przez jedną ze stron sądowego sporu? Czy jego werdykty budziłyby nasze zaufanie?

Przeraża to, jak polityk PO postrzega instytucje państwa. W "Polska the Times" dowodzi, że miał wielką władzę i mógł załatwiać wszystko o czym zamarzył. Ale nie chciał, bo jest uczciwy:" Mam zresztą na to dowód: w spółce, w której udziały ma córka Sobiesiaka, Golden Play, w lipcu 2008 roku zmieniony został statut. Dlatego minister finansów odmówił przedłużenia jej zezwolenia na prowadzenie salonu gier na automaty, chociaż miał taki obowiązek. Spółka odwołała się do wojewódzkiego sądu administracyjnego i po siedmiu miesiącach sąd nakazał ministrowi wydanie zezwolenia. Czy myślicie, że przy mojej pozycji w Platformie, przy tym, że jestem szefem komisji finansów, gdybym był lobbystą, nie mógłbym tego załatwić? Sobiesiak musiałby czekać aż siedem miesięcy? Bzdura."

To w rządzie Tuska można takie rzeczy załatwiać na piękne oczy? Taką władzę ma szef klubu Platformy? To jest dopiero kompromitująca wiadomość dla ekipy Tuska. Chyba, że to czcze o przechwałki posła Chlebowskiego, co też nie wystawia mu najlepszego świadectwa.

Były szef klubu PO został surowo ukarany za swoje kontakty z branżą hazardową, dlatego nie ma powodu, by kopać leżącego. Ma prawo bronić swojego dobrego imienia, ale i ja mam prawo uznać, że po tej historii dla Zbigniewa Chlebowskiego nie ma już miejsca w pierwszej lidze politycznej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':