A to oznacza, że szef
PiS Jarosław Kaczyński nie może już liczyć na to, że raz w tygodniu dziennikarz "Jedynki" przyjedzie do siedziby PiS wieczorem, nagra wywiad, potem zmontuje, by puścić go rano w "Sygnałach" o 7.15. i udawać, że to wywiad na żywo. Takie przywileje - jako jedyny polityk - miał Kaczyński, gdy prezesem
radia był Krzysztof Czabański.
I tak też było w zeszłym tygodniu, w czwartek. Wywiad został wyemitowany w czwartek rano o 7.15, a nagrany został wieczorem w środę. Słuchacze nie zostali poinformowani, że wywiad szedł z puszki.
Hińcza twierdzi, że nic o tym nie wiedział, że była to decyzja p.o. kierownika "Sygnałów" Henryka Szrubarza. To właśnie on przeprowadził wywiad z Kaczyńskim. I już Szrubarz nie jest kierownikiem "Sygnałów", w programie zostaje jako prowadzący.
Hińcza pytany, czy Szrubarza odwołał za wywiad z puszki z prezesem PiS, odparł: - Nie, były i inne powody. Hińcza podkreśla, że dziennikarz może jechać do polityka i nagrać z nim wywiad wcześniej tylko w wyjątkowych wypadkach, np. gdy polityk zachoruje albo gdy wybiera się zagranicę, a przed wyjazdem na coś ważnego do powiedzenia. - Ale słuchacz musi być poinformowany, że nie jest to rozmowa na żywo - dodaje Hińcza.