Dzień pamięci ofiar represji politycznych 30 października ustanowiono 18 lat temu. Jestem przekonany, że pamięć o narodowych tragediach jest tak samo święta jak pamięć o zwycięstwach. Ważne, żeby młodzi nie tylko mieli wiedzę historyczną, ale także poczucie obywatelskości. By byli zdolni przeżywać jedną z największych tragedii w historii Rosji. A nie jest to wcale łatwe.
Dwa lata temu socjologowie przeprowadzili badanie - prawie 90 proc. obywateli Rosji w wieku od 18 do 24 lat nie potrafiło wymienić nazwisk znanych ludzi, którzy ucierpieli albo zginęli w czasie represji. To niepokoi.
Trudno sobie wyobrazić skalę terroru, którego ofiarą były wszystkie narody naszego kraju. Szczyt nastąpił w latach 1937-38. "Wołga narodowego bólu" - tak Aleksander Sołżenicyn nazwał nieskończoną rzekę represjonowanych w tym czasie. W ciągu 20 przedwojennych lat unicestwiano całe warstwy naszego narodu. Praktycznie zlikwidowano kozactwo. Rozkułaczono i wykrwawiono chłopów. Represjom politycznym podlegała inteligencja, robotnicy, wojskowi. Prześladowani byli przedstawiciele absolutnie wszystkich wyznań politycznych.
30 października jest dniem pamięci o milionach okaleczonych istnień. O ludziach rozstrzelanych bez sądu i bez śledztwa, o ludziach wysłanych do obozów i na zesłanie, pozbawionych praw obywatelskich za "nie to, co niesłuszne" albo słynne "pochodzenie społeczne". Etykietka "wrogów narodu" i ich "wspólników" przylgnęła wtedy do całych rodzin. Pomyślmy: miliony ludzi zginęły na skutek terroru i fałszywych oskarżeń. Miliony zostały pozbawione praw. Nawet prawa do godnego pochówku, a przez długie lata ich imiona były po prostu wykreślone z historii.
Do dziś można usłyszeć, że ofiary te można usprawiedliwić wyższymi celami państwowymi. Jestem przekonany, że żadne sukcesy ani ambicje kraju nie mogą być osiągane za cenę ludzkiego życia, bólu i strat. Nic nie może stać wyżej niż cena ludzkiego życia. Dlatego represji nie można usprawiedliwić.
Poświęcamy dużo uwagi walce z fałszowaniem naszej historii. Ale w dziwny sposób uważamy, że chodzi wyłącznie o niedopuszczalną rewizję skutków II wojny światowej. Niemniej ważne jest, żeby pod pozorem obrony historycznej sprawiedliwości nie usprawiedliwiać tych, którzy unicestwiali swój naród.
Prawdą jest także to, że zbrodnie Stalina nie mogą umniejszyć sukcesów narodu, który zwyciężył w II wojnie światowej. Przekształcił nasz kraj w potęgę przemysłową. Podniósł na światowy poziom nasz przemysł, naukę, kulturę.
Zaakceptować przeszłość taką, jaką była - na tym polega obywatelska dojrzałość. Niemniej ważne, żeby badać przeszłość, przemóc obojętność i próby zapomnienia tragicznych stron historii. Nikt poza nami samymi nie jest w stanie tego zrobić.
Rok temu, we wrześniu, byłem w Magadanie. Stojący tam pomnik "Maska bólu" Ernsta Nieizwiestnego zrobił na mnie wielkie wrażenie. Był przecież zbudowany nie tylko za państwowe pieniądze, ale także z datków. Potrzebne są nam takie miejsca, które będą przekazywać pamięć o przeszłości z pokolenia na pokolenie. Trzeba także szukać zbiorowych mogił ofiar represji, identyfikować zabitych, a w razie konieczności rehabilitować ich. Wiem, że ta sprawa niepokoi czytelników mojego blogu.
Bez poznania skomplikowanej i pełnej sprzeczności historii nie sposób zrozumieć dziejów naszego wielkiego państwa, nie sposób zrozumieć przyczyn naszych problemów, trudności dzisiejszej Rosji. Ale chciałbym podkreślić jeszcze raz: nikt poza nami samymi nie rozwiąże tych problemów. Nie wychowa dzieci w duchu szacunku dla prawa, szacunku dla praw człowieka, wartości życia ludzkiego, norm moralnych biorących się z naszych tradycji narodowych i naszej religii.
Nikt oprócz nas samych nie zachowa pamięci historycznej ani nie przekaże jej nowym pokoleniom.