Mogło być i tak, że kobieta żądała znieczulenia "z góry", bo tak się bała bólu. A lekarz jej nie uspokoił, nie wytłumaczył, że znieczulenie zewnątrzoponowe jest ingerencją w poród (przedłuża i osłabia akcję, więcej po nim porodów kleszczowych, a nawet cesarskich cięć). Niesłusznie mąż ironizuje na temat porodu naturalnego, ale lekarz rodzącej do niego nie przekonał, a zarazem odebrał jej prawo wyboru.
Mogło być i gorzej. Skoro doktorowi R. kończył się dyżur, mógł bez wskazań podać oksytocynę, by przyspieszyć akcję porodową (to wciąż stosowana praktyka!). A to zwiększa ból i wymaga tzw. monitorowania kobiety, co wymusza leżenie na plecach. Kobieta nie może się ruszyć, zrelaksować, wybrać pozycji do rodzenia. I ból się nasila.
Tak czy inaczej, nie wolno było zostawić wijącej się z bólu kobiety z poczuciem, że ma tak cierpieć z powodu kaprysu lekarza.
To nie po ludzku, panie doktorze!
Źródło: Gazeta Wyborcza