http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

I w bólach rodzić będziesz? A lekarzowi kończy się dyżur

Natalia Waloch, Toruń
2009-10-30, ostatnia aktualizacja 2010-08-13 00:02

"Serdeczne podziękowania dla dr. Romualda R. Dzięki niemu moja żona doświadczyła porodu w sposób świadomy i bolesny oraz poznała metody średniowiecznej medycyny" - takie ogłoszenie ma się dziś ukazać w "Expressie Bydgoskim"


Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta

Nie wolno było zostawić wijącej się z bólu kobiety z poczuciem, że ma tak cierpieć z powodu kaprysu lekarza. To nie po ludzku, panie doktorze! - pisze Piotr Pacewicz



- Coś musiałem zrobić, bo ten człowiek nie powinien odbierać porodów - tłumaczy Jarosław Rostowski.

Jego żona Iwona trafiła na porodówkę bydgoskiego Szpitala Miejskiego nocą 22 października. Wybrała tę lecznicę, bo oferuje znieczulenie zewnątrzoponowe.

- Doktor R. znieczulenia odmówił - opowiada Jarosław - Nie wyjaśnił czemu. Żona cierpiała, nawet położna go prosiła, by dał leki przeciwbólowe. Odmówił. A po porodzie nie wyłyżeczkował macicy. Pielęgniarki musiały ściągnąć innego lekarza.

Rostowski nie zdążył dojechać na poród z Warszawy, ale gdy usłyszał relację żony i teściowej, postanowił działać: - Do sądu? Sprawa ciągnęłaby się miesiącami, a ja nie chcę, by inne kobiety tak cierpiały. Wpadłem na pomysł ogłoszenia.

Prawnicy "Expressu Bydgoskiego" najpierw obawiali się, że lekarz wytoczy im proces. Stanęło na tym, że nie będzie pełnego nazwiska lekarza ani nazwy placówki. Rostowski ominął drugie ustalenie i obok "podziękowań" dla medyka zamieścił podziękowania dla położnych i szpitala.

- Pielęgniarki zadbały o żonę wspaniale. Musiałem zaznaczyć, o jaki szpital chodzi, by ogłoszenie miało sens.

- Nie czuję się winny - mówi dr Romuald R. - Na podanie znieczulenia zewnątrzoponowego było za późno, bo akcja porodowa była zaawansowana. Zresztą pacjentka o to nie prosiła. Podałem leki rozkurczowe.

- To nieprawda, żona ich nie dostała mimo próśb położnej - ripostuje Rostowski. - Doktor swych decyzji nie wyjaśniał, a w końcu pacjentka ma do tego prawo.

- Nie było czasu - odpowiada dr R. - Ten pan mówi o medycynie średniowiecznej. A poród, proszę pani, bolał i w średniowieczu i teraz i trzeba się z tym pogodzić. Najlepszy jest poród naturalny i ten taki był. Dziecko żyje, matka żyje, czują się dobrze. Nic im nie zagrażało.

Łyżeczkowanie? Ginekolog twierdzi, że nie wykonał go, bo skończył dyżur.

Dyrektor szpitala Krzysztof Tadrzak: - Wierzę pacjentce i jej rodzinie. Rezygnuję z usług doktora, bo to nie pierwsza skarga.

Tłumaczy, że przyjął lekarza, kiedy odeszli wszyscy ginekolodzy. - Musiałem zatrudniać każdego chętnego. Ale zorientowaliśmy się, że dr R. nie jest najlepszym nabytkiem. Ograniczyliśmy jego pracę do dyżurów. Widzę, że i to źle wpływa na reputację oddziału, a na to nie mogę sobie pozwolić.

Dr R. będzie się bronił: - Jeśli ogłoszenie będzie godziło w moje dobra osobiste, wytoczę proces. Zażądam sprostowania i nawiązki na dom dziecka.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 575 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    293 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':