http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świadek: Nie dałem posłance łapówki

Grzegorz Szaro, Gdańsk
2009-10-30, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 19:20

- Za obietnicę wyjścia z aresztu zeświniłem się. Kłamałem, żeby zaszkodzić Małgorzacie Ostrowskiej - na pierwszej rozprawie oskarżonej o korupcję byłej posłanki SLD główny świadek oskarżenia odwołał zeznania.


Fot. Renata Dąbrowska / Agencja
Były komendant policji w Malborku Piotr M., Małgorzata Ostrowska oraz pięć innych osób (w tym czterech policjantów) odpowiadają w procesie mafii paliwowej. Z aktu oskarżenia wynika, że funkcjonariusze przez kilka lat współpracowali z Piotrem K. - milionerem skazanym w 2006 r. za udział w nielegalnym obrocie paliwami i oszustwa podatkowe. Piotr K. regularnie opłacał policjantów, fundował im samochody i paliwo. Zaprzyjaźnionych zapraszał na kolacje i zakrapiane imprezy. W zamian miał ochronę i informacje o toczących się przeciwko niemu postępowaniach. Był też informowany o patrolach, które mogą zatrzymać cysterny z "chrzczonym paliwem".

Zdaniem prokuratury latem 2001 r. Ostrowska przyjęła 105 tys. zł łapówki od Piotra K. Po aresztowaniu w 2004 r. mafioso dobrowolnie poddał się karze. Jego późniejsze zeznania pogrążyły Ostrowską. Piotr K. twierdził, że za pieniądze pomagała mu w zakupie nieruchomości w Malborku. Pośrednikiem w przekazywaniu pieniędzy miał być komendant Piotr M., znajomy posłanki. W 2006 r. policjant potwierdził prokuratorom, że był świadkiem korupcji Ostrowskiej.

Nieoczekiwanie przed sądem w środę Piotr M. zmienił zdanie. - Nigdy nie współpracowałem z przestępcami. Nie ma na mnie żadnych dowodów poza kłamstwami Piotra K. - powiedział. A potem odwołał swoje zeznania, którymi obciążał Ostrowską: - Nigdy nie wręczyłem jej żadnej korzyści majątkowej. Nie zrobiłem tego w swoim imieniu ani w imieniu innej osoby.

Na sali sądowej przeprosił Ostrowską, a ta się popłakała. Dlaczego Piotr M. przed sądem zmienił zeznania?

- Przez siedem miesięcy w areszcie siedziałem ze skazanymi za zabójstwa. Gdy dowiedzieli się, że jestem policjantem, musiałem walczyć o życie. Moja sytuacja za kratami była gorsza niż zwykłego pedofila. Wykorzystała to prokuratura i wywierała naciski. W końcu - za obietnicę wyjścia z aresztu na święta - zgodziłem się ześwinić i obciążyłem panią Ostrowską. Celowo i świadomie zeznałem w prokuraturze nieprawdę - zeznał były komendant.

Z jakiego powodu prokuraturze miałoby zależeć na wrobieniu posłanki SLD? Zdaniem Piotra M., gdy ministrem sprawiedliwości był Zbigniew Ziobro, "szukało się haków na polityków".

- Byłem brakującym ogniwem do uknucia intrygi przeciwko Ostrowskiej. Zostałem instrumentalnie wykorzystany do zniszczenia jej życia. Z tym piętnem będę żył do końca - dodał przed sądem b. funkcjonariusz.

Ostrowska była posłanką w latach 1993-2007, w przedterminowych wyborach w 2007 r. startowała bez powodzenia z listy LiD. Wyjaśnienia będzie składać jako ostatnia, dopiero za kilka tygodni. Grozi jej do dziesięciu lat więzienia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':