http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent Unii w spódnicy?

Tomasz Bielecki, Jacek Pawlicki, Bruksela
2009-10-30, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 21:52

Kto będzie prezydentem Unii? Raczej nie Brytyjczyk Blair i raczej nie Luksemburczyk Juncker. Polska milczy w tej sprawie, a szef europarlamentu Jerzy Buzek mówi: - Byłoby dobrze, gdyby na czele Rady UE stanęła kobieta

Przewodniczący PE Jerzy Buzek
Fot. Yves Logghe AP
Przewodniczący PE Jerzy Buzek
Głównie w kuluarach wczorajszego brukselskiego szczytu Unii toczyła się nieformalna dyskusja o obsadzie najważniejszych foteli przewidzianych w traktacie lizbońskim - przewodniczącego Rady Unii Europejskiej zwanego prezydentem Unii i wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, czyli ministra dyplomacji.

- Zapomnijmy o nazwiskach. Wrócimy do tego za dwa tygodnie - mówił nam minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz.

- To szczyt o polityce, a nie o nazwiskach - dodawał gospodarz szczytu szwedzki premier Frederik Reinfeldt.

A miał to być szczyt właśnie o nazwiskach, których ponad tuzin przewinął się ostatnio przez media, a nowe wciąż się pojawiają. Plany pokrzyżowały jednak Czechy i ich prezydent, który jako ostatni w Unii nie podpisał się dotąd pod ratyfikacją traktatu z Lizbony. Jak wiadomo, wielki eurosceptyk Vaclav Klaus zażądał gwarancji, że dołączona do traktatu Karta Praw Podstawowych nie umożliwi roszczeń Niemców sudeckich wysiedlonych z Czechosłowacji po 1945 r. na podstawie dekretów prezydenta Benesza.

Przywódcy Unii zaakceptowali wczoraj wstępne porozumienie z Pragą co do formy gwarancji - ma to być rodzaj wyłączenia Czech z Karty. Mimo to szwedzki premier dmuchał na zimne. - Są wciąż przeszkody w ratyfikacji traktatu i nie rozwiążemy ich na tym szczycie - mówił Reinfeldt.

Idzie naturalnie o orzeczenie trybunału konstytucyjnego w Brnie w sprawie zgodności traktatu z czeską konstytucją, które ma być ogłoszone 3 listopada. Bez werdyktu na korzyść Lizbony Klaus ratyfikacji nie podpisze. Dlatego do sprawy gwarancji Unia wróci na kolejnym szczycie 11-12 listopada i wtedy też zapewne zapadną decyzje personalne.

Brytyjczycy ostro walczyli wczoraj o fotel prezydenta dla swego byłego premiera Tony'ego Blaira. - My, Wielka Brytania popieramy Tony'ego Blaira - mówił premier Gordon Brown. A ich minister spraw zagranicznych zapewniał, że Blair nie jest człowiekiem, który dzieli Unię, ponieważ poparł wojnę w Iraku. I odpierał zarzuty, że Brytyjczyk nie może być prezydentem Unii ponieważ jego eurosceptyczny kraj nie jest ani w strefie euro, ani w strefie Schengen.

Szanse Blaira chyba pogrzebał hiszpański premier, socjalista Jose Luis Zapatero, który odmówił mu poparcia. Blaira nie popiera też frakcja socjalistyczna w europarlamencie, w której są brytyjscy laburzyści. A szykujący się do powrotu do władzy w Londynie po 12 latach w opozycji konserwatyści mówią wprost: wybór socjaldemokraty Blaira byłby dla nas aktem wrogim.

No i Blair ma mocną konkurencję. Już oficjalnie jego kontrkandydatem jest premier Luksemburga Jean-Claude Juncker. Łotwa zapowiedziała, że na prezydenta zaproponuje szanowaną w Europie Veirę Vike-Freibergę, byłą łotewską głowę państwa. Litwa sygnalizuje, że mogłaby ją poprzeć.

Na korzyść Łotyszki przemawia to, że jest kobietą, a wielu w Unii uważa, że jedno z kluczowych stanowisk powinno przypaść kobiecie.

- Powinniśmy rozważyć mianowanie kobiety na to stanowisko. Symbolika takiej decyzji byłaby ogromna - mówił Jerzy Buzek. Kłopot w tym, że niewiele jest kandydatek, które wcześniej były premierami czy prezydentami, a jest to jednak nieformalny wymóg. W Brukseli spekuluje się jeszcze o byłej prezydent Irlandii Mary Robinson. Wieczorem pojawiła się niespodziewanie kandydatura premiera Belgii Hermana Van Rompuya. W kuluarach pojawiła się plotka, że kandydatem kompromisowym mógłby być szwedzki premier Frederik Reinfeldt.

Ani premier Donald Tusk, ani min. Dowgielewicz nie mówili, kogo poprze Polska, która jest za słabym prezydentem (czyli raczej nie za Blairem) i mocnym szefem MSZ. Lider Platformy Obywatelskiej w europarlamencie Jacek Saryusz-Wolski widziałby na fotelu prezydenta Estończyka Toomasa Ilvesa (to obecny prezydent tego kraju), a jako szefa dyplomacji Carla Bildta, szefa MSZ Szwecji.

Wśród kandydatów na to ostatnie stanowisko wymienia się też byłą szefową MSZ Austrii Ursulę Plassnik, komisarza UE ds. rozszerzenia Fina Olli Rehna i byłego francuskiego komisarza Michela Barniera.

Tusk milczy być może dlatego, że za poparcie któregoś z kandydatów chce coś dostać. Jeden z polskich polityków sugeruje, że nowy szef dyplomacji UE powinien mieć od dwóch do czterech zastępców, w tym jednego odpowiedzialnego za politykę wschodnią, na co nie ma na razie zgody. Wówczas taki fotel mógłby przypaść Polakowi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':