Od kilku dni wszyscy w Bagdadzie zachodzą w głowę, jak było możliwe, że dwie ciężarówki wypełnione ładunkami wybuchowymi przejechały przez liczne posterunki wojska i policji, zaparkowały przed ważnymi budynkami rządowymi - ministerstwem sprawiedliwości i urzędem gubernatora irackiej stolicy - po czym wyleciały w powietrze. Tym bardziej że w tym rejonie stolicy za dnia obowiązuje zakaz wjazdu ciężarówek.
Świadkowie zauważyli tuż przed wybuchem jednej z ciężarówek, że miała namalowany napis "Departament Gospodarki Wodnej, Falludża". Miasto Falludża, kiedyś bastion rebeliantów rozbity przez Amerykanów, znajduje się 50 km od Bagdadu i ciężarówka po drodze musiała przejechać przez kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt posterunków.
Wydaje się niemożliwe, by stało się to bez udziału sił bezpieczeństwa. Dlatego właśnie aresztowano 61 osób, w tym 11 wysokich rangą oficerów, którzy w niedzielę odpowiadali za rejon przylegający do Zielonej Strefy - ufortyfikowanej, rządowej dzielnicy Bagdadu. Wśród aresztowanych są dowódcy wszystkich 15 posterunków drogowych w okolicy. Specjalna komisja rządowa ma ustalić, czy są winni.
Premier Nuri Maliki poprosił ONZ, by przeprowadził w sprawie zamachu własne śledztwo. Sekretarz generalny Narodów Zjednoczonych Ban Ki-moon obiecał, że wyśle do Bagdadu kogoś na konsultacje.
Źródło: Gazeta Wyborcza