Akcja rusza dziś. Młodzi w wieku 18-24 lata mogą na stronie internetowej (www.monjournaloffert.fr) wybrać
dziennik, który pragną otrzymywać. Na liście są najbardziej znane tytuły jak "Le Monde", "Le Figaro" i "Libération", dzienniki regionalne, a nawet angielskojęzyczny "International Herald Tribune". Osoby, które się zgłoszą, będą dostawać wybraną gazetę raz w tygodniu przez rok, a akcja ma trwać trzy lata. Państwo wyłoży na nią 15 mln euro, co ma pokryć przede wszystkim koszty przesyłek. Same gazety sfinansują wydawcy.
Akcja, którą prezydent Nicolas Sarkozy zapowiedział w styczniu po trzymiesięcznych konsultacjach z wydawcami, ma pomóc poważnym gazetom przetrwać kryzys i ograniczyć spadek czytelnictwa. Poważne dzienniki w całej Europie i
USA tracą dochody z reklam i muszą konkurować z internetem. We Francji sytuacja jest szczególnie trudna, ponieważ czytelnictwo gazet jest tu o prawie połowę niższe niż u sąsiadów o podobnym poziomie bogactwa. Według ONZ we Francji sprzedaje się 163 egzemplarze dziennie na tysiąc mieszkańców, podczas gdy w Wielkiej Brytanii 290, aw Niemczech 267 (w Polsce - 114). W dodatku związki zawodowe drukarzy i dziennikarzy wywalczyły korzystne warunki pracy, przez co produkcja gazet jest wyjątkowo droga.
Francuskie dzienniki i inne media od zawsze były subsydiowane przez państwo - już w XVII w. rządzący faktycznie krajem kardynał Richelieu finansował kolportaż pierwszej "La Gazette". Kolejne kryzysy wymuszają zwiększenie wsparcia. W styczniu Sarkozy zapowiedział ulgi podatkowe dla dostarczycieli gazet, podwojenie ilości płatnych ogłoszeń władz w gazetach. - Podstawowym obowiązkiem państwa jest interweniować w kryzysie, a teraz nastąpił kryzys wywołany spadkiem dochodów z reklam - mówił. W sumie dzienniki mają otrzymywać kilkaset milionów euro pomocy rocznie.
Częścią zapowiedzianego pakietu są darmowe prenumeraty dla młodych, którzy prasę papierową czytają jeszcze rzadziej niż starsi. Początkowo oferta obejmie tylko 200 tys. pierwszych osób, które się zgłoszą, ale władze zapowiadają rozszerzenie programu, jeśli okaże się popularny. Jeszcze zanim ruszyła strona internetowa, 30 tys. ludzi zapisało się u wydawców.
Wydawcy i niektórzy eksperci chwalą pomysł. - Gdy jest kryzys, ludzie częściej oglądają telewizję, która jest za darmo, a mniej kupują gazet, które są drogie. Dziś prasa potrzebuje pomocy bardziej niż kiedykolwiek. A pomysł, by oferować darmową subskrypcję, jest całkiem sprytny. Wiemy przecież, że nawyki czytelnicze wyrobione w młodości pozostają na całe życie - mówi "Gazecie" Monique Dagnaud, socjolog z Wyższej Szkoły Nauk Społecznych w Paryżu.
Nie wszyscy są jednak zachwyceni. Internetowy magazyn "Numerama" pisze tak: "To nie jest krok, by zachęcić do czytania młodych. Od kiedy mają w swoich pokojach internet, są lepiej poinformowani niż kiedykolwiek. Chodzi o subwencjonowanie starzejącej się prasy, która i tak korzysta już z różnego rodzaju kroplówek".
Spory dotyczą także tego, czy młodzi przyzwyczają się do gazet i będą je w przyszłości kupować. Podobne prezenty robiła im już od 2006 r. prasa lokalna. Dziennik "Ouest-France" podaje, że 65 proc. beneficjantów programu nadal czyta gazetę co najmniej raz w tygodniu, a 12 proc. wykupiło prenumeratę. Niektórzy wietrzą tu jednak kolejną pułapkę, w którą wpędzają się gazety po zaoferowaniu swej treści za darmo w sieci. - To tylko wzmacnia przekonanie, że gazety powinny być za darmo, co nie jest dobrym pomysłem - powiedział "New York Timesowi" Emmanuel Schwartzenberg, autor książki o kłopotach francuskiej prasy.
W Europie prasę wspierają także rządy Szwecji, Norwegii, Austrii, ale żaden nie jest tak hojny jak Paryż.