W ostatnich miesiącach pozytywne informacje docierające z frontu walki z kryzysem rozgrzały umysły ekonomistów. Jeszcze rok temu na wyścigi obniżali prognozy gospodarcze dla Polski (niektórzy liczyli na 2-proc. spadek PKB w tym roku), teraz ścigają się w podnoszeniu prognoz. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego nasz PKB w 2010 r. wzrośnie o 2,2 proc., według Bank of America/Merrill Lynch - aż o 3,5 proc.
Ale fali optymizmu nie daje się porwać Bank Światowy. Przewiduje w najnowszych prognozach, że wzrost gospodarczy w tym roku w Polsce osiągnie 1,1 proc., a w przyszłym - 1,3 proc.
- Wcześniej, gdy inni obniżali prognozy dla Polski, my byliśmy ostrożni - mówi Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego ds. Polski. Bank Światowy, w czasie gdy inni wieszczyli nam recesję, przewidywał polskiej gospodarce ciągle 0,5 proc. wzrost. - Teraz sytuacja się powtarza - mówi Kąsek. - Na razie nie mamy solidnych informacji, aby zmieniać prognozy na przyszły rok - dodaje.
W swoim najnowszym raporcie ekonomicznym obejmującym nowe kraje członkowskie Unii Europejskiej Bank Światowy ocenia, że sytuacja w naszym regionie ustabilizowała się. W II kw. spadek PKB sięgnął w Europie Środkowo-Wschodniej około 5 proc., w krajach bałtyckich nawet 15-20 proc.
- Eksport zaczął stabilizować się już koło marca. Później poprawiła się produkcja przemysłowa szczególnie w Polsce i na Węgrzech - mówi Kaspar Richter, ekonomista Banku Światowego w naszym regionie. W II i III kw. tego roku wyraźnie poprawiło się nastawienie inwestorów względem Europy Centralnej. Kwartalnie napływ kapitału zwiększył się z 2,5-5 mld dol. na początku roku do 7-10 mld, z czego największa jego część jest inwestowana w obligacje.
Nie sprawdziły się też pesymistyczne prognozy o lawinowo rosnącej fali złych kredytów. Według Banku Światowego tylko na Łotwie, Litwie oraz w Rumunii przekroczyły one 10 proc. ogółu kredytów. Jednak to poziom daleki od notowanego w czasie kryzysu w Rosji w 1998 r. (40 proc.) czy Korei w 1997 r. (35 proc.).
- Polska na tle regionu wyraźnie się wybija - mówi Kaspar Richter. - Jest mniej uzależniona od eksportu, a osłabienie złotego było mocniejsze niż innych walut, co poprawiło konkurencyjność eksportu - tłumaczy przyczyny, dlaczego jako jedyni w tym roku odnotujemy wzrost gospodarczy.
- Kryzys się jeszcze nie skończył. Może mieć reperkusje jeszcze przez kilka lat - przestrzega Leszek Kąsek.
Ekonomiści Banku Światowego ostrzegają, że wzrost gospodarczy w naszym regionie może przez kilka lat być słabszy niż przed kryzysem. Problemem pozostaje bezrobocie - w ciągu roku przybyło w nowych krajach członkowskich UE prawie milion bezrobotnych. Szczególnie mocno odczuwają to osoby słabo wykształcone i młode, a sytuację na rynku pracy pogarszają powroty migrantów z Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Hiszpanii - według Banku Światowego do swoich krajów powróciło około miliona osób.
Prawdziwym wyzwaniem będzie redukowanie deficytów budżetowych i powstrzymanie rosnących długów publicznych.