http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rząd gra ostro. Będzie kontra?

Rafał Zasuń, Tomasz Grynkiewicz
2009-10-29, ostatnia aktualizacja 2009-10-29 12:02

Uchwalenie zakazu hazardu nie będzie proste. Protestują branża i kluby sportowe. Rząd może czekać spór z Komisją Europejską

Jednoręki bandyta gotowy do gry
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Jednoręki bandyta gotowy do gry
SERWISY
Wtorkowy "przekaz dnia" w wydaniu Donalda Tuska był jasny - szybkie uchwalenie ustawy likwidującej automaty do gry stojące dziś w barach i centrach handlowych. 50 tys. "jednorękich bandytów" ma zniknąć w ciągu 5 lat (przestaną być wydawane zezwolenia, a obecne wygasną). Przez ten czas ich właściciele zapłacą znacznie większe podatki. Teraz to 180 euro miesięcznie od automatu, po zmianie ustawy będzie aż 480 euro (czyli ok. 2 tys. zł). Znikną też salony gier.

Zostaną kasyna, ale one także dostaną po kieszeni - będą musiały zapłacić 50-, a nie jak dziś 45-proc. podatek od zysku. Ostre restrykcje mają też spotkać hazard w sieci, który dziś jest nielegalny, ale nikt z nim nie walczy. Tusk mówił wczoraj, że oczekuje bardzo szybkiego uchwalenia ustawy. Najlepiej, aby posłowie w ogóle nie zgłaszali poprawek.

Czy to się uda? Branża zapowiada, że się nie podda. - Czekamy na projekt ustawy. Mam nadzieję, że nie żyjemy w Azji i jakaś debata jednak się odbędzie - mówi "Gazecie" Stanisław Matuszewski, prezes zrzeszającej branżę Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych. - Rząd nie wie, co robi. Automaty przeniosą się do szarej strefy, a po kieszeni dostanie 100 tys. ludzi. Tyle zatrudniają firmy wstawiające automaty, producenci, serwisanci no i właściciele barów, w których stoi 90 proc. automatów. Bez automatów część barów będzie musiała się zwinąć. A po podwyżce podatków 70 proc. automatów zniknie w ciągu jednego roku - przewiduje Matuszewski.

Dla premiera to zapewne dobra wiadomość. Ale wiceminister finansów Jacek Kapica aż takim optymistą nie jest. - Sądzimy, ze wycofywane będzie ok. 10 tys. automatów rocznie - mówił wczoraj dziennikarzom. Powtarzał słowa Tuska z wtorku - że rządowi nie zależy na dochodach z tych gałęzi hazardu, które mają być likwidowane (ok. 600 mln zł rocznie), lecz na uchronieniu ludzi, zwłaszcza młodzieży, od uzależnień. Dlatego po nowelizacji ustawy knajpiarze, którzy mają u siebie automaty, będą musieli legitymować graczy.

Resort finansów zapowiada też ostrą walkę z hazardem w sieci. Dziś jest on - zdaniem Ministerstwa Finansów - nielegalny, ale mnóstwo firm oferuje go zupełnie bezkarnie. To zarówno międzynarodowi potentaci, którzy działają na podstawie koncesji wydanej w Wielkiej Brytanii czy Austrii, jak i nasz celebryta Michał Wiśniewski, który ma stronę internetową do gry w pokera.

Jak zakaz gry w sieci ma wyglądać w praktyce? Operatorzy internetu - tacy jak TP SA - będą mieli obowiązek blokowania stron z e-hazardem, tak aby nie były dostępne dla klientów. Listę zakazanych stron będzie dostarczać resort finansów, ale operatorzy będą też musieli blokować je z własnej inicjatywy. Czy to będzie działać? - Metody na blokowanie zawsze się znajdą, z prostszych rozwiązań można choćby wprowadzać filtry, wpisując adresy internetowych kasyn na tzw. czarne listy - mówi Andrzej Skrzeczkowski, szef działu inżynierii sieci z Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej. Ale zaraz dodaje: - Nie chciałbym tego nazwać walką z wiatrakami, ale to taki ping-pong. Jeżeli gra toczy się o dużą stawkę, to zawsze znajdą się sposoby, by ominąć blokady - dodaje.

Przykład - serwisy z serialami czy filmami, które teoretycznie nie są dostępne dla internautów z Polski. Ale ci, którzy choć trochę orientują się w sieci, wiedzą, jak oszukać blokady i udawać, że łączą się z serwisem np. z amerykańskiego komputera. Służą temu tzw. serwery proxy zarejestrowane najczęściej w Azji.

Rząd szykuje też drugą pułapkę dla kilkuset tysięcy polskich e-hazardzistów. Dziś najczęściej grają, przelewając pieniądze na konta kasyn czy bukmacherów w polskich bankach. Teraz banki miałyby obowiązkowo informować o takich przelewach. Wówczas łatwo byłoby zidentyfikować gracza i go ukarać. - To będzie działać na krótką metę - mówi nam szef jednej z firm e-hazardowych. - Przecież pieniądze do Anglii można wysyłać za pomocą tzw. systemów płatniczych zarejestrowanych na Wyspach, np. Moneybookers. Wysyłamy pieniądze z Polski do takiego pośrednika, a dopiero on przekazuje je do kasyna czy bukmachera. Nie do wykrycia. Możemy też np. wysyłać klientom karty kredytowe.

Ale nasz rozmówca z branży e-hazardu nie ukrywa, że część firm się zapewne wycofa z polskiego internetu. Z tego powodu protesty zapowiadają kluby sportowe, które sponsorują e-bukmacherzy. - Wszystkie kluby dostają od nich ok. 50 mln zł - mówi Michał Lipczyński, szef marketingu Lecha Poznań. Twierdzi, że kontrakt z e-bukmacherem betcklick to najlepsza umowa w dziejach Lecha. - To są bardzo duże pieniądze, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.

W obronie internetowych bukmacherów może też wystąpić Komisja Europejska, która uważa, że takie zakazy naruszają swobodę świadczenia usług. Ale wiceminister finansów Jacek Kapica uważa, że rząd musi chociaż spróbować walczyć z hazardem w sieci.

Zostań fanem serwisu Wyborcza.pl na Facebooku i Blipie, zasubskrybuj nasz newsletter i kanał RSS, wstaw nasz gadżet na swoją stronę.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':