http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szczyt UE: Ile władzy w ręce Brukseli?

Tomasz Bielecki, Bruksela
2009-10-28, ostatnia aktualizacja 2009-10-28 18:48

Unijni przywódcy zaczynają w czwartek debatę o tym, ile władzy oddać w ręce nowego prezydenta oraz szefa dyplomacji Unii Europejskiej

Budynek Parlamentu Europejskiego
Fot. Joanna Blewąska / Agencja Gazeta
Budynek Parlamentu Europejskiego
Choć traktat lizboński wciąż nie wszedł w życie z powodu braku podpisu prezydenta Czech, to zaczynający się w czwartek w Brukseli szczyt przywódców (m.in. z Donaldem Tuskiem i Lechem Kaczyńskim) zajmie się interpretacją zapisów Lizbony w sprawie nowych urzędów - stałego przewodniczącego Rady Europejskiej zwanego prezydenta UE oraz szefa unijnej dyplomacji.

- Traktat opisuje ich kompetencje nieprecyzyjnie, co rodzi ryzyko zbytniego rozszerzenia ich kompetencji. Dlatego musimy zmontować zbudowaną językiem prawnym klatkę, do której wsadzimy prezydenta i szefa unijnego MSZ - mówi polski dyplomata.

Głównym polem sporów kompetencyjnych po wejściu Lizbony w życie mogą być relacje między prezydentem oraz krajem przewodniczącym akurat Unii. Polska, która będzie przewodniczyć UE już za dwa lata, zamierza walczyć o zachowanie silnej pozycji krajów sprawujących rotacyjną półroczną prezydencję.

Premier Donald Tusk już tydzień temu przekazał Brukseli projekt kilku reguł, które miałyby zagwarantować "pełną współpracę nowych instytucji z krajami członkowskimi".

Warszawa chce m.in. wzmocnienia uprawnień rad ministrów UE (tzw. rad ogólnych), które przygotowują szczyty UE, bo - zgodnie z traktatem - tym radom szefuje kraj sprawujący rotacyjne przewodnictwo, a nie prezydent UE.

Jeśli udałoby się przeforsować ten pomysł, to podczas polskiej prezydencji w 2011 r. nasz minister spraw zagranicznych (a nie prezydent UE) przygotowywałby listę priorytetów UE oraz kierowałby pracami przygotowawczymi nad dokumentami zatwierdzanymi potem przez szczyt UE. Polska zachowałaby dzięki temu znaczący wpływ na politykę rozszerzenia UE, regulacji handlowych oraz dotowania uboższych regionów UE, a więc kwestii bardzo dla nas ważnych.

Z tych samych powodów Polska chce też zachowania prawa poszczególnych stolic do organizowania szczytów szefów krajów UE, choć najbardziej rozpowszechniona interpretacja traktatu lizbońskiego daje to prawo wyłącznie prezydentowi UE.

Zabiegi Polski na rzecz zachowania silnej pozycji rotacyjnej prezydencji znajdują się nieco na uboczu najgorętszej debaty, która teraz w Brukseli toczy się między zwolennikami oddania prezydentury UE Tony'emu Blairowi bądź luksemburskiemu premierowi Jeanowi-Claude'owi Junckerowi. Choć rzeczywiste szanse obu są mocno wątpliwe, to te dwa nazwiska stały się sztandarami, pod którymi zbierają się zwolennicy dwóch przeciwstawnych modeli unijnej prezydencji.

Były premier Wielkiej Brytanii podoba się rzecznikom prezydenta silnego, charyzmatycznego, zdolnego do partnerskiego dialogu m.in. z USA. Ale jego wybór niósłby ryzyko, że kierowanie Unią wpadnie w ręce polityków z najpotężniejszych krajów UE, które mają pokusę do narzucania swej woli słabszym oraz do lekceważenia innych unijnych instytucji.

Natomiast Luksemburczyk to kandydat zwolenników szybkiego zacieśniania integracji, którzy chcą silnej Brukseli, co podoba się zwłaszcza mniejszym krajom. - Kraj średni, jakim jest Polska, musi być czujny w obu wypadkach. Musimy szukać równowagi w relacjach zarówno z Brukselą, jak i największymi stolicami - mówią polscy dyplomaci.

Choć nominacje na prezydenta i szefa dyplomacji UE będą jednym z głównych tematów czwartkowego szczytu UE, to - z powodu braku czeskiej ratyfikacji - ostateczne decyzje kadrowe zostaną zapewne przesunięte na połowę listopada. Wtedy też José Manuel Barroso, szef Komisji Europejskiej, ostatecznie postanowi o podziale tek między komisarzy UE. Potem zatwierdzi ich Parlament Europejski. Janusz Lewandowski prawdopodobnie zostanie komisarzem ds. budżetu.

Szczyt UE powinien też wypracować stanowisko Unii na grudniową konferencję ONZ w Kopenhadze w sprawie walki z globalnym ociepleniem. Jednak Polska wraz z dziewięcioma innymi nowymi krajami UE jest gotowa zawetować uchwalenie tego wspólnego stanowiska, jeśli nie zdoła obniżyć swej składki na pomoc w ograniczaniu emisji CO2 w krajach rozwijających się.

•  Łotwa zgłosi kandydaturę swojej byłej prezydent Vairy Viki-Freibergy na stanowisko przewodniczącego Rady Unii Europejskiej

O polskich propozycjach na szczyt dotyczących ograniczenia emisji gazów cieplarnianych s.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':