Dwa domy Agata mówi, że długo nie chciała otworzyć oczu i zobaczyć, że mąż
gra.
Wtedy, gdy zadzwonił do niej z Holandii, że musi sprzedać nerkę, bo nie wie już, co robić, wolała myśleć, że może ma porachunki z mafią.
Nawet wówczas, gdy dowiedziała się, że w drodze z Holandii ukradł wujkowi w Berlinie 5 tys. zł, nie łączyła tego z salonami gier.
Tydzień później, gdy ukradł jej kolonistom 120 zł, które przechowywała, była skłonna uwierzyć, że może to jednak ktoś inny jest złodziejem. A gdy następnego dnia próbował skoczyć z balkonu z czwartego piętra, nie przyszło jej do głowy, że to z powodu długów u lichwiarzy i niespłaconych kredytów.
Tuż przed ślubem mama Agaty powiedziała jej, że jakby chciała, to wesele można odwołać, a białą suknię wyrzucić do śmietnika. Nie powiedziała jej, o co chodzi. Teraz Agata już wie, że Bartek dostał wtedy od swojej mamy pieniądze na ślubną wódkę. Przegrał je, zwrócił się więc o pożyczkę do przyszłej teściowej.
Kilka miesięcy po ślubie Bartek wyleciał ze studiów. Spóźnił się na kolokwium, wykładowca nie chciał go przyjąć, Bartek uderzył go w twarz.
- Poszedł na to kolokwium prosto z grania, ale głowa została w salonie. Musiał być przegrany. Wtedy o tym nie wiedziałam - mówi Agata. - Brakowało mu tylko dwóch miesięcy do końca politechniki.
Po ślubie zamieszkali u babci Agaty. Któregoś ranka babcia stwierdziła, że zniknęła jej renta. Około 160 zł. Agata, Bartek i babcia szukali pieniędzy cały dzień. Przekopali szafę, szuflady. "Pewnie gdzieś, babciu, schowałaś i nie pamiętasz" - mówili i zaglądali pod dywan. "Nie, tu je wczoraj schowałam" - staruszka pokazywała szafkę nocną.
- Spytałam Bartka, czy wziął te pieniądze, zaprzeczył - wspomina Agata. - Uwierzyłam mu, babcię potraktowałam jak wariatkę.
Po studiach Bartek znalazł pracę w firmie informatycznej. Często jeździł w zagraniczne delegacje. Ale szybko stracił tę pracę.
- Powiedział, że to zwykła redukcja etatów - mówi Agata. - Tak naprawdę zaczął coś kombinować z fakturami i go wyrzucili.
Raz przyszedł obolały do domu. Powiedział, że napadli go jacyś bandyci, pobili i okradli.
- Teraz myślę, że się wtedy zgrał i wymyślił ten napad. Ale wtedy bałam się o niego, czułam strach, niepewność - wspomina żona Bartka. - Ale żeby grał? Nie miałam takich myśli.
O tym, że jest hazardzistą, jako pierwszym powiedział swoim rodzicom. Zszedł z balkonu, z którego chciał się rzucić, usiadł w fotelu, może płakał. Być może mówił: "Pomóżcie mi". To częsty zwrot człowieka uzależnionego, który przyznaje się do nałogu. Przeważnie jeszcze wtedy nie chce wcale zerwać z uzależnieniem, ale zrzuca część ciężaru na bliskich. I to już mu przynosi nieco ulgi.
Agaty przy tym nie było, właśnie jechała z kolonii do rodziców, żeby pożyczyć od nich ukradzione przez męża 120 złotych.
Bartek wyznał rodzicom, że przez kilka lat przegrał równowartość domu. Pożyczał pieniądze na wysoki procent od lichwiarzy (nawet do 10 proc. dziennie), brał kredyty, naciągał znajomych, fałszował faktury.
Zdecydowali się pokryć długi syna z własnej kieszeni. Wydali oszczędności życia. Uznali, że tylko Bóg może uratować Bartka, i zabrali go na pielgrzymkę do Częstochowy.
- Uważałam, że to bezskuteczne - mówi Agata. - Ale sama nie zaproponowałam Bartkowi nic. Byliśmy małżeństwem już od trzech lat. Nie mogłam wymówić zdania, że mój mąż jest złodziejem. Dużo płakałam, czułam się oszukana, utraciłam do niego zaufanie. Ale przyjęłam go do domu. Zapanowała wielka cisza. Nie dało się z nim rozmawiać, miał kaca moralnego i poczucie winy. Mimo to cały czas grał na automatach. Nie sprawdzałam go. Udawałam przed sobą, że na pewno nie gra. Bo chciałam, żeby tak było.
Znali się od podstawówki, zakochali w sobie dopiero na studiach. Agata studiowała psychologię, Bartek był na politechnice. Pół roku zabiegał o nią, trzy następne byli nierozłączni. Agata mówi, że stała się jak bluszcz, owinęła macki wokół Bartka, stali się jedną osobą. Zawsze brakowało jej inwencji, ze strachu przed wyśmianiem rzadko się odzywała w towarzystwie, chętnie pomagała innym. Agata w dzieciństwie przeżyła próbę gwałtu. Ciało mężczyzny ją brzydziło. Pierwszy raz w życiu kochała się z Bartkiem pół roku przed ślubem, po czterech latach znajomości. Był ideałem - delikatny, cierpliwy, wyrozumiały. W łóżku było im dobrze.