Na środku pokoju leży dres Adidasa. Granatowe spodnie i popielata bluza z polaru. Komplet jest czymś wypchany od środka i ułożony tak, aby imitował mężczyznę leżącego na plecach z szeroko rozłożonymi nogami. Między udami bezgłowego manekina czteroletnia dziewczynka - śliczna, drobna szatynka w białej bluzeczce i szarych, bawełnianych spodniach z lampasem. Markuje ssanie członka. Mówi: - Ich siusiaki były bardzo duże, a potem malutkie. Dziecko pokazuje w stronę kamery, jaki długi jest "duży siusiak".
Amatorskie nagranie niełatwo wyśledzić w internecie. Administratorzy serwerów z całego świata usuwają materiał jako pedofilski. Zwolennicy Drąsiusa Kedysa wieszają więc trzyminutowy obraz (niektóre wersje są dłuższe) w coraz to innym zakamarku sieci. Potem wymieniają się linkami do filmu Kedysa oraz wideoklipami własnej roboty. Od emocji aż kipi: Drąsius Kedys na tle litewskiej flagi (w tle hymn), Drąsius tulący do siebie dziewczynkę w różowym płaszczyku z kapturkiem (twarzy dziecka nie widać, w tle brzmi groźnie gwałtowna
muzyka fortepianowa), Drąsius Kedys na tle ściany pokrytej rozbryzganą krwią. W krwawej plamie ktoś wymazał palcem słowa: "Będę walczył do końca...". Po litewsku - "Kovosiu iki galo".
Dalszy ciąg filmu Kedysa rozgrywa się nadal w tym samym, zalanym dziennym światłem mieszkaniu. To lokum Kedysa, a on sam stoi po drugiej stronie obiektywu. Dziewczynka, córka Drąsiusa, jest teraz w dżinsach do pół łydki i w czarnym sweterku. Opowiada o gwałcie zadanym przez "wujka Jonasa". Pochyla się, wciąż stojąc i pokazuje rączką, gdzie "wujek wszedł do środka". Potem naśladuje ruchy wujka.
Kolejna scena: zastawiona roślinami doniczkowymi, idealnie wysprzątana jadalnia z barkiem na wysoki połysk. Ta sama dziewczynka, w brązowej minisukience i białych rajstopkach, opowiada, co zrobił jej kolejny z wujków - "wujek Andrius". Mówiąc, tarmosi biegnący między udami szew rajstop. Filmujący scenę ojciec zrobił długie zbliżenie. Oglądającemu jest niedobrze. Nic dziwnego, że to zdejmują z sieci.
Cztery kule dla sędziego, ostatnia w głowę Poniedziałek, 5 października 2009, ósma rano, pełne czystych, wąskich uliczek centrum Kowna. Jonas Furmanavieius, 47-letni sędzia miejscowego sądu okręgowego, dzierżąc pod pachą plik dokumentów, zamyka mieszkanie na piętrze dawnego klasztoru. Od kiedy rząd sowiecki przegonił stąd zakonników, ciężki, ceglany gmach służy jako kamienica. Sędzia mieszka samotnie. Nie ma żony ani dzieci. Sąsiedzi - głównie emeryci - mówią o nim tylko dobrze: elegancki, wykształcony, zrównoważony.
Furmanavieius ma jeszcze inne cechy: jest przystojny (choć od paru lat skronie ma przyprószone siwizną) i wysportowany. Teraz zbiega po trzystuletnich schodkach, biorąc po dwa stopnie naraz. W podwórzu zapala lśniącego czarnego mercedesa okularnika i wrzuca wsteczny bieg, kierując się do bramy. Jeszcze tylko kilka dni i zamieni zlane zimnym deszczem Kowno na słoneczną Portugalię. Wykupił już wycieczkę.
Sąsiedzi najpierw słyszą trzask, coś jakby nagłe pęknięcie kartonowego pudła pomieszane z dźwiękiem zbitej szyby. To fabrycznie biały, ale teraz szary i pochlapany błotem stary volkswagen transporter uderza tuż przy bramie w kufer mercedesa. Kilka sekund później po klasztornym podwórcu niesie się nieco ciszej odgłos trzech strzałów z rzędu i - po dłuższej chwili - czwartego.
- Klasyczna egzekucja - powie następnego dnia Kęstutis Betingis, szef prokuratury okręgowej w Kownie. - Broń z tłumikiem, trzy kule w tułów, czwarta prosto w głowę, żeby nie było wątpliwości, czy ofiara może przeżyć.
Volkswagen transporter - jak zauważył ktoś z przechodniów, oznakowany logotypem firmy remontującej drogi - spokojnie odjeżdża wąskimi uliczkami Starego Miasta. Świadkowie powiedzą, że w aucie widzieli dwóch mężczyzn, z czego jeden to chłop "potężnych rozmiarów", "ktoś o atletycznej budowie", "facet niczym kulturysta".
Rany na ciele Violety i znaleziony pistolet Wpół do dziewiątej policja zamknęła już ulice przy dawnym klasztorze. Kilka kilometrów dalej, w dzielnicy Noreikiškes, Violeta Naruševieiene szykuje do szkoły ośmioletnią córkę. 30-letnia blondynka o migdałowych oczach mieszka sama z dzieckiem w małym, nieotynkowanym domu przerobionym z altanki działkowej.
Kiedyś Noreikiškes było wioską, za komuny - działkowym zapleczem Kowna. Dziś w dawnych sadach i ogródkach wyrosły wille. Tylko skromny domek Violety i jej zaniedbane podwórze nie pasują do okazałych rezydencji. Kobieta nie ma pieniędzy na remonty. Jej partner, ojciec dziewczynki, wyjechał na stałe do Niemiec. Samotna mama oficjalnie utrzymuje się z marnej pensji fryzjerki. Dorabia różnie - sprzedaje między innymi szczeniaki owczarków niemieckich. Wśród otaczających domek zdziczałych porzeczek i malin stoją dwa lekko pordzewiałe kojce dla psów.
Po wyprawieniu córki Violeta powinna iść do pracy, ale tego dnia wzięła wolne. Może się z kimś umówiła i właśnie na niego czeka? Może nigdy się już tego nie dowiemy? Sąsiedzi zeznają później policjantom, że niczego nie widzieli ani nie słyszeli.
Zdaniem detektywów scenariusz mógł wyglądać tak: zabójcy (albo zabójca) podjeżdżają pod dom Violety. Psy zaczynają szczekać, więc kobieta otwiera drzwi, by zobaczyć, kto to. Kule dosięgają ją w progu. Ginie na miejscu. Bandyci - a może tylko jeden - wchodzą jednak do domu, choć niczego nie szukają i nie zabierają. Przeciwnie - gubią pistolet. Albo raczej go zostawiają. Po co? Na razie nie wiadomo nic pewnego. Są tylko poszlaki.
Martwą matkę znajduje wracająca ze szkoły córeczka. Krzyk dziewczynki słyszą sąsiedzi, którzy nie zareagowali (a może woleli nie reagować) na strzały. Wezwani policjanci przyjeżdżają czterema radiowozami. Rany na ciele Violety nie budzą wątpliwości, że zbrodnia ma coś wspólnego z wcześniejszą o trzy kwadranse egzekucją w centrum Kowna.
Andrius Usas jeszcze żyje Dochodzi południe. W całym kraju trwają intensywne poszukiwania białej furgonetki z emblematem służb drogowych. Wreszcie - trafienie! Auto oznaczone logotypem firmy komunalnej Kauno keliai stoi - najwyraźniej porzucone - obok domu Andriusa Usasa w dzielnicy Vaišvydava. Usas to postać znana. Potężny, otyły, lekko łysawy 35-letni ojciec rodziny jest politykiem małej, ale głośnej, populistycznej Partii Demokracji Obywatelskiej. Jako członek prezydium PDO doszedł dwa lata temu do stanowiska asystenta marszałka litewskiego Sejmu. Gazety wróżyły mu świetlaną przyszłość - młody, elokwentny, życzliwie umawiał dziennikarzy ze swoim szefem, sam też chętnie udzielał wywiadów. Kres karierze położyła afera korupcyjna w łonie koalicji z udziałem PDO. Po wyborach w 2008 roku, gdy partyjni koledzy Usasa wylądowali w Litewskiej Partii Socjaldemokratów albo poza Sejmem, on - także wyautowany z polityki - zajął się robieniem interesów w ramach należącej do rodziny firmy handlowej Eurotechnika.
Andrius Usas to niemal ze stuprocentową pewnością drugi z "wujków", o których mówi na zakazanym filmie córeczka Drąsiusa Kedysa. Mężczyźni z volkswagena transportera - kimkolwiek byli - nie zabili go i teraz Usas jest najlepiej chronionym człowiekiem w kraju. Nie wiadomo, gdzie go chowają, najprawdopodobniej w koszarach policji albo na poligonie. Pod jego dom nieznani sprawcy podrzucają wieńce i znicze, a w internecie krąży obrazek "Andrius Usas Still Alive". Licznik podpięty do fotografii polityka informuje, ile dni - od 5 października poczynając - chodzi po świecie człowiek, który powinien zginąć.