- Zablokowane będą tylko te telefony komórkowe, których używają działacze lub pracownicy Stronnictwa niepełniący żadnych ważnych funkcji w partii i którzy nie mają potrzeby, by z nich korzystać służbowo - wyjaśnia Marcin Kalek z zarządu głównego SD. I podaje dwa powody: przydatności i ekonomiczny. - Rachunki są ogromne i partii, która nie ma pieniędzy po prostu na nie stać - mówi. Stronnictwo ma 40 telefonów komórkowych.
Awantura w SD między "starą" kadrą a "piskorczykami" zaczęła się w sobotę, kiedy na posiedzeniu rady naczelnej część starych działaczy zgłosiła wniosek o zwołanie na 21 listopada nadzwyczajnego kongresu partii, żeby odwołać Pawła Piskorskiego. A do sądu partyjnego skierowała wniosek o zawieszenie lidera w czynnościach szefa SD, bo nie liczy się z demokratycznymi procedurami. Przykładem są sposoby powoływania prezesów zarządów regionalnych i rozwiązywanie struktur terenowych.
Piskorski i związani z nim ludzie nie uznali tych decyzji. Tłumaczą, że uchwały rady naczelnej są nieważne, bo gdy Piskorski ze swoimi ludźmi wyszedł z posiedzenia, na sali nie było kworum. Ale starzy działacze nie odpuszczają. - Sąd partyjny SD uznał posiedzenie za zgodne ze statutem partii i potwierdził ważność decyzji - napisali w komunikacie prasowym w poniedziałek.
A w środę przyszedł kolejny komunikat: - "Część kierownictwa partii związana z Pawłem Piskorskim przystąpiła do działań "obronnych" - zablokowano telefony stacjonarne w całej Polsce, wymieniono zamki w drzwiach, w niektórych pomieszczeniach zamontowano zamki elektroniczne, wzmocniono ochronę budynku, a na portierni pojawiła się lista członków Stronnictwa mających zakaz wstępu do budynku" - czytamy.
Kalek przyznaje, że we wtorek sekretarz generalny Marek Kucharski wysłał listę z numerami do operatora komórkowego. Na czyje polecenie? - Ta sprawa wynikła na posiedzeniu zarządu partii w poniedziałek i żeby uciąć ewentualne spekulacje powiem od razu, że Marek Kucharski nie jest żadnym człowiekiem Pawła Piskorskiego. W Stronnictwie jest od kilkunastu lat - dodaje Kalek.
- Ale nigdzie nie wyłączyliśmy telefonów stacjonarnych, ani nie wymienialiśmy zamków - zaprzecza Kalek.
Źródło: Gazeta Wyborcza